Line6 ToneCore
01.02.2005.
Spis treści
Line6 ToneCore
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5

ImageParę lat temu, kiedy mała amerykańska firma Line 6 wprowadzała na rynek wtyczkę do Pro Tools symulującą wzmacniacze, czyli Amp Farm, dostałem od rodziców wymarzony zestaw w postaci pierwszej w życiu gitary elektrycznej Mayones i przesteru Supra Distortion (który wbrew nazwie dawał raczej lekki overdrive i dużo szumu). Podłączałem to wszystko pod malutki odsłuch klawiszowy Yamaha MS202, który praktycznie niemal natychmiast w ten sposób zarżnąłem kalecząc niemiłosiernie Master of Puppets.

Tomek "Didejek" Sławiński

Na szczęście niedługo później doczekałem się “normalnego” wzmacniacza tranzystorowego, którego przester jednak również mnie nie zachwycał – to nadal nie było brzmienie Metalliki, o którym wówczas marzyłem. Koledzy bardziej zorientowani w sprzęcie gitarowym pokazali mi wtedy kultowy efekt - Metalzone i zrozumiałem, że to właśnie tego potrzebowałem – wycięty środek, podbita góra, dół i “mocny” przester zawładnęły moim sercem. Zaopatrzyłem się w świętego Graala metalowców i przez jakiś czas utrzymywałem się w przekonaniu, że to kwintesencja dobrego brzmienia. Stan błogiej nieświadomości trwał do momentu, w którym wymieniłem wzmacniacz na lampowy i po raz pierwszy znalazłem się w sytuacji, kiedy przester w kostce delikatnie mówiąc nie poprawiał brzmienia. MT2 szybko sprzedałem i podejrzewam, że uszczęśliwił do dzisiaj niejednego metalowca. Tak wyglądał mój pierwszy romans ze stompboxami, których do dnia dzisiejszego ograłem całkiem sporo. O istnieniu Line 6 oczywiście w tamtych czasach nie miałem pojęcia, aż do momentu kiedy pojawił się pierwszy Pod.

Image

Line 6 to firma, która z jednej strony nieustannie eksploruje nowe dla siebie regiony, z drugiej pozostaje wierna swojej koncepcji cyfrowego modelowania gitarowego sprzętu i trzeba przyznać, że jest w tym dobra. W ciągu paru lat istnienia na jej koncie pojawiły się imponujące osiągnięcia, o których wielu większych i starszych na rynku mogłoby pomarzyć, z fasolkową rewolucją w nagrywaniu gitary na czele. Nie ma w tym nic dziwnego, że po stworzeniu wzmacniaczy, symulatorów wzmacniaczy, cyfrowych gitar elektrycznych i akustycznych, gitarowego interfejsu do komputera przyszła pora na wypuszczenie własnych stompboxów, oczywiście cyfrowych. Tym razem Line 6 miało jednak ciężki orzech do zgryzienia. W przeciwieństwie do poprzednich produktów, które były propozycjami na tyle świeżymi, że praktycznie nie miały konkurencji, z kostkami sprawa ma się inaczej. Rynek stompboxów jest mocno zdominowany przez niedużą grupę producentów z Rolandem i Ibanezem na czele i wydawać by się mogło, że efektom dostępnym w sklepach niczego nie brakuje. Żeby wyrwać swój kawałek tortu, projektanci z Line 6 musieli zadbać, żeby ich kostki oprócz dobrej jakości przetwarzania oferowały możliwości niedostępne u konkurencji. Czy to się udało? Tak od razu nie powiem :).

Do testów otrzymałem 5 kostek Tonecore:
• distortion Uber Metal
• overdrive Crunchtone
• chorus Space Chorus
• kompresor Constrictor
• delay Echo Park

Efekty zapakowane są w estetyczne czarne pudełeczka, w których znajdziemy oprócz najbardziej oczywistej zawartości, w postaci samej kostki, instrukcje w języku angielskim i ku mojej radości w polskim (na szczęście są dystrybutorzy, którzy nie zapominają o swoim ustawowym obowiązku dodawania instrukcji w języku rodzimym). Wygląd samej kostki jest dość nowoczesny i odbiega od powszechnie kopiowanych standardów ustanowionych przez Bossa czy MXR. Jeżeli komuś wydaje się, że ta szara obudowa jest delikatna, to się grubo myli. Tonecore są metalowe, ciężkie, wręcz pancerne, co jest nie do przecenienia na scenie, kiedy nagle z niezrozumiałych przyczyn na nasze efekty skacze ważący 140 kg perkusista. Pod spodem znajdziemy solidny plaster gumy uniemożliwiającej ślizganie się kostek po podłodze. Obsługa jest prosta do bólu i tak ma być, to są stompboxy, nie wyrafinowane efekty studyjne. Na szczególną uwagę zasługuje rozwiązanie funkcji nabijania tempa. Pedał efektu ma dwa poziomy depnięcia – depczemy lekko, nabijamy tap tempo, depczemy mocno i przełączamy efekt. Pomiędzy obydwoma poziomami jest na tyle wyczuwalna różnica, że trudno się pomylić i na przykład wyłączyć efekt zamiast zmienić tempo. Ponadto możemy nabijać tempo również w czasie kiedy efekt jest nieaktywny, a migająca diodka pokazuje aktualne ustawienie. Takie podejście do tap tempo pozostawia w tyle rozwiązania znane dotychczas, wymagające dodatkowego przełącznika nożnego lub przytrzymania przez 4 sekundy pedału zanim cokolwiek zrobimy.

ImageNiestety nie ma róży bez kolców i jest coś co mi się w konstrukcji efektów Line 6 wyjątkowo nie podoba, a konkretnie dostęp do baterii. Żeby podnieść klapkę, należy mocno nacisnąć z obu stron metalowe przyciski i jeszcze mocniej pociągnąć za pedał. Chodzi to niestety topornie, a przyciski mają tendencję do zacinania się. Pozostaje mieć nadzieję, że po jakimś czasie mechanizm się dotrze i będzie działać bez zarzutu. Na szczęście problem dotyczy wąskiego grona użytkowników, którzy zdecydują się na korzystanie z baterii, co jest według mnie bardzo kiepskim pomysłem przy efektach cyfrowych ze względu na spory pobór prądu – parę godzin i alkaliczna bateria za 10 zł nie żyje. Kostki można oczywiście (a nawet należy) zasilać również za pomocą zasilacza o standardowych dla efektów gitarowych parametrów (9V, stabilizowany, minus w środku). Oczywiście producent poleca stosowanie swojego dedykowanego zasilacza, Line 6 DC-1. Ja to zalecenie musiałem zignorować i używałem stabilizowanych zasilaczy firmy Tatarek, które akurat miałem w domu i nie doświadczyłem żadnych kłopotów z szumami czy przydźwiękiem, na które czasami skarżą się użytkownicy na różnych forach.

Image

Od strony brzmieniowej dostajemy stare dobre modelowanie Line 6 znane choćby ze wzmacniaczy Vetta i Podów. Oczywiście algorytmy zostały dostosowane do swojego stompboxowego przeznaczenia, ale bazą są brzmienia znane z innych produktów upakowane w nowe, mniejsze opakowania. Przy wyłączeniu efektu blok cyfrowy jest omijany, tor bypassu jest całkowicie analogowy i przeźroczysty brzmieniowo, a przy samym przełączaniu nie słychać żadnych stuków i zakłóceń.

Jak widać, ogólnie jest nieźle. Pora spojrzeć na efekty przez lupę, zobaczymy czy dalej będzie tak różowo...

Pierwszy w kolejce do prześwietlenia stanął Über Metal

Image 

Najczarniejsza ze wszystkich kostek Line 6 oferować ma brzmienia ciężkie i doprowadzać do ekstazy zwolenników teorii, że kanał czysty służy wyłącznie do zagrania intra. Siać zniszczenie możemy za pomocą jednego z trzech trybów - Metal, Pulverize i Insane (który występuje w produktach Line 6 od dawna, między innymi w Podach i większości wzmacniaczy, a możemy go słuchać na przykład na płytach zespołu Meshuggah). W takich efektach ponoć nie można się obyć bez bardzo rozbudowanej gałkologii.

Image

Oprócz standardowych ustawień głośności, tonów wysokich, możemy kontrolować tony średnie za pomocą pary gałek – Scoop i Mid. Mid nie działa tutaj wbrew pozorom jako nasycenie tonów średnich, a raczej służy do ustawienia częstotliwości środka, którą chcemy wyciąć gałką Scoop, lub ewentualnie lekko podbić (skręcając “łychę” na minimum). To rozwiązanie jest w ostatnich latach bardzo modne i ma wielu zwolenników, do których ja niestety się nie zaliczam. Środek we wzmacniaczu zawsze mocno odkręcam, a na skojarzenie “scoop=mięcho” dostaję gęsiej skórki. Na szczęście zakresy regulacji są szerokie i pozwalają uzyskać sporą różnorodność brzmień, w tym takie, w których środkowe pasmo figuruje w sporych ilościach. Całkiem przydatnym dodatkiem jest wbudowana bramka szumów, którą wyposażono w dwa poziomy działania – lekki, dostosowujący się do ustawienia gałki gain i mocny o szybkim czasie zadziałania, który przydaje się przy graniu rwanych riffów.

Muszę przyznać, że ta kostka była dla mnie najtrudniejsza do przetestowania. Od kilku lat nie używałem przesteru w kostce, chyba, że chciałem lekko dopalić kanał przesterowany wzmacniacza i kiedy podłączyłem Uber Metala, bynajmniej nie padłem na kolana. Pierwsze co otrzymałem to piach, silna kompresja i płaskie brzmienie. No i dobra, napisałem sobie na kartce “kaszana” i zająłem się innymi kostkami. Jednak leżący w kącie Uber Metal nie dawał mi spokoju i po jakimś czasie postanowiłem dać mu drugą szansę i pokręcić gałkami aż wykręcę coś co zabrzmi przyzwoicie. Zanim jednak cokolwiek zrobiłem z Uber Metalem, odświeżyłem sobie płyty metalowych zespołów, które cenię (między innymi Testament, Annihilator, Death i Exodus) szczególną uwagę zwracając na brzmienie gitary. Po tej sesji odsłuchowej podłączyłem efekt ponownie, trochę pokręciłem i... Eureka!

Okazało się, że przy odrobinie cierpliwości można przełamać tendencję do “siarowatości” i ukręcić z tego efektu całkiem sporo - od brzmienia typowego dla innych metalowych stompboxów, po nowoczesny i gęsty hi-gain. Najbardziej przypadł mi do gustu tryb Pulverize, być może dlatego, że najbardziej przypominał mi brzmienie lampowego wzmacniacza.

Moje uczucia względem Uber Metala pozostały mieszane. Dobry lampowy wzmacniacz higainowy zabrzmi o niebo lepiej niż efekt Line6 – na tle H&K Triampa, Mesy DR, Hellstone'a, Peaveya 5150 “Nadmetal” wypada blado. Jeżeli jednak brać pod uwagę ceny tych urządzeń, to porównanie kostki Line 6 do prawdziwych wzmacniaczy nie ma żadnego sensu – to przecież zupełnie inna klasa sprzętu. Za to jeśli ktoś chce “umetalowić” tańsze wzmacniacze lub te bardziej vintydżowe, to nie ma na rynku lepszej kostki do tego zastosowania, a już na pewno nie na tej półce cenowej. Ta kosteczka ze wzmaka za 1500 złotych zrobi dwukrotnie droższego potwora ;)

Oto kilka przykładowych brzmień UberMetala pod palcami Wojtka Hoffmanna.

UberMetal - demo

A oto próbki nagrane przeze mnie:

UberMetal 1

UberMetal 2

UberMetal 3



 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
CETi
OSKAR

Logowanie

Zarejestruj się, zagłosuj w ankiecie i wygraj APS IO





Nie pamiętam hasła
Konto? Zarejestruj się!
Roland
T.Burton
Interton
APS Monitors
Music Center Poznań Śródka
AudioTech
Case-Pack
internetowy sklep Perkusje.pl
Arcade Audio RCF
Music Store