|
Choć modelowanie cyfrowe sprzętu gitarowego nie jest zjawiskiem nowym,
na palcach jednej ręki można policzyć sensowne rozwiązania programowe w
tej dziedzinie. Jeżeli pominiemy programy wymagające dość drogich
systemów Pro Tools TDM (świetny Amp Farm firmy Line 6) i dodatkowych
podzespołów (jak TC Powercore i UAD1) jeszcze do niedawna jedynym
rozsądnym programowym symulatorem wzmacniaczy zdolnym konkurować z
Podem XT i Tonelabem był Amplitube firmy IK Multimedia. Tę sytuację
postanowiła wykorzystać mająca już koncie kilka bardzo udanych
wirtualnych analogów firma Native Instruments wprowadzając do sprzedaży
swoją własną koncepcję gitarowego modelowania – pakiet Guitar Rig.
Tomek "Didejek" Sławiński

Nie ukrywam, że spodziewałem się bardzo dużo po nowym dziecku NI –
firmy, która ma na koncie tak udane instrumenty jak Pro53, FM7 czy B4.
Z drugiej strony modelowanie gitarowych wzmacniaczy lampowych, kolumn,
mikrofonów i efektów wydaje się być większym wyzwaniem od wiernej
emulacji organów Hammonda. Nawet bardzo uznanym firmom,
wyspecjalizowanym w sprzęcie gitarowym zdarzają się kłopoty ze
stworzeniem przekonywujących symulatorów wzmacniaczy – takich, które
nie tylko brzmiałyby zadowalająco, ale również byłyby wrażliwe na
niuanse, które często mogą zadecydować o atrakcyjności danego
rozwiązania. W końcu diabeł tkwi w szczegółach. Zadanie utrudnia fakt,
że gitarzyści stanowią bardzo wymagającą i przeczuloną grupę muzyków, a
do tego nierzadko mają hopla na punkcie sprzętu ;-) I niezależnie, czy
przeżywają miłość do starych Marshalli Plexi i Gibsona Les Paula, czy
wyścigowych Ibanezów i wzmacniaczy firmy Mesa Boogie, zwykle kręcą
nosem na wszystko co cyfrowe (czasami sięga to absurdu – na przykład
znam kilka osób, które są święcie przekonane, że cyfrowy Boss DD3 jest
lepszy od DD5, bo jest analogowy). Czy modelowanie gitarowego sprzętu w
wykonaniu Native Instruments jest w stanie sprostać wysokim wymaganiom
gitarzystów? Zobaczymy :-)

Guitar Rig może działać jako wtyczka w jednym z
popularnych formatów (VST, RTAS, AU, DXi) lub jako samodzielny program.
Pakiet składa się z oprogramowania i niewielkiego interfejsu
sprzętowego łączącego w sobie funkcje sterownika nożnego i
przedwzmacniacza. Wbrew moim wcześniejszym obawom, część sprzętowa nie
jest kluczem autoryzującym oprogramowanie i nie musi być podłączona do
komputera, jeśli chcemy tylko uruchomić Guitar Riga. Takie rozwiązanie
byłoby bardzo niepraktyczne i jak to często bywa w przypadku
wyrafinowanych zabezpieczeń, najbardziej uciążliwe dla legalnych
użytkowników oprogramowania. Native Instruments na szczęście podeszło
do sprawy bardzo sensownie i żeby cieszyć się pełną funkcjonalnością
Guitar Riga wystarczy go zarejestrować na stronie producenta. Do pełni
szczęścia pozostaje jeszcze aktualizacja do wersji 1.2, w której
zawarto wiele poprawek i dodatkowe efekty. Gdy przebrnie się przez
instalację, pozostaje tylko podłączyć gitarę i zapoznać się z
możliwościami tego prawdziwego gitarowego “kombajnu”.
Ogólna koncepcja programu zasługuje na uznanie.
Główne okno podzielono na dwie części. W lewej można wyświetlić listę
presetów, wirtualnych komponentów lub ustawienia programu. Prawą
zajmuje serce Guitar Riga – wirtualny rack, który użytkownik buduje
według własnego upodobania z dostępnych elementów. Takie rozwiązanie ma
szereg zalet w stosunku do sprzętowych i programowych konkurentów.
Przede wszystkim umożliwia całkowitą dowolność kolejności komponentów,
zaś jedynym ograniczeniem aktywnych efektów, wzmacniaczy i kolumn jest
moc obliczeniowa komputera. To jednak nie wszystko (czuję się jak
lektor w TV markecie), dzięki elementowi rozdzielającemu (Split) można
łączyć komponenty nie tylko szeregowo, ale również równolegle –
możliwości kreowania brzmienia stają są nieporównywalne z żadnym innym
rozwiązaniem w dziedzinie symulacji sprzętu gitarowego, a zbudowanie
własnej, wirtualnej ściany Marshalli wreszcie nie wymaga dziwacznych
zabiegów z klonowaniem takich samych ścieżek, kilku sesji tego samego
plug-in’u czy “reampingu”. Wielki plus dla ekipy Native Instruments.
Wzmacniacze
- Same Gratifier
- Twang Reverb
- Plexi
- AC Box
- sekcja kolumn i mikrofonów
Efekty przesterujące
- Skreamer
- Distortion
- Treble Booster
- Fuzz Ace
- Cat
- Big Fuzz
- Demon Distortion
Efekty modulacyjne
- Tremolo
- Stoned Phaser
- Chorus+Flanger
- Ensemble
- Rotator (znakomity efekty wirujących głośników wzięty żywcem z B4)
- Oktaver
Filtry
- Wah Wah
- Talk Wah
- Shelving Equalizer
- Parametric Equalizer
- Graphic Equalizer
Efekty wpływające na głośność i dynamikę
- Volume Pedal
- Limiter
- Noise Gate
- Tube Compressor
Inne
- Split
- Quad Delay
- Spring Reverb
- Studio Reverb
- Optical Psychedelay
- Pitch Pedal
Oprócz tego możemy dodać niezbędne narzędzia – metronom, tuner i dwa
“magnetofony” umożliwiające nagrywanie i odtwarzanie loopów. Większość
elementów oprócz standardowych parametrów ma kilka bardziej
zaawansowanych opcji, do których dostęp uzyskujemy naciskając przycisk
+ przy danym komponencie. Dla wzmacniaczy jest to na przykład regulacja
parametrów pracy lamp. Każdy element ma swój własny zestaw fabrycznych
ustawień.
Na początku wydawało mi się, że cztery wzmacniacze to dość mizerna
liczba w porównaniu do tego co oferuje konkurencja (np. 72 wzmacniacze
w Podzie XT po dokupieniu model pack’ów). Wygląda to jednak trochę
lepiej - w przeciwieństwie do Line 6, symulowane wzmacniacze w Guitar
Rigu są w pełni odwzorowane. Oznacza to, że mamy dostęp do wszystkich
przełączników, gałek i kanałów dostępnych w oryginale. Dodatkowo możemy
za pomocą gałki Master ustawić pożądany poziom wysterowania lamp mocy.
Dodajmy do tego szereg dopałek w postaci efektów overdrive/distortion i
różne rodzaje korekcji i okazuje się, że pod nasze ręce wpada spora
różnorodność brzmień.

Kolejną charakterystyczną dla Guitar Riga cechą jest
sekcja kolumn i mikrofonów. O ile wzmacniaczy jest niewiele, to tutaj
sytuacja prezentuje się o wiele ciekawiej. W zasadzie jest to
najbardziej rozbudowana i jednocześnie najlepiej brzmiąca cyfrowa
symulacja drogi kolumna gitarowa —> mikrofon, z jaką się
kiedykolwiek spotkałem. Do wyboru mamy 14 paczek i 5 mikrofonów, z
których każdy możemy ustawić na 5 sposobów względem głośnika, co daje w
sumie 350 kombinacji. Oprócz tego możemy zmieniać rozmiar kolumn,
odwracać fazę mikrofonów, regulować wysokie i niskie tony, a także
ustalać poziom zbierania pomieszczenia przez mikrofon (niezależnie od
odległości, którą oczywiście też możemy ustalić). Jeżeli to nie
powoduje opadu szczęki, to oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie,
żeby podłączyć kilka kolumn równolegle. Sama symulacja kolumn
gitarowych czyni z Guitar Riga świetne i uniwersalne narzędzie do
nagrywania gitary – w końcu nie musimy wcale podłączać bezpośrednio
instrumentu, tylko nagrać na przykład sygnał z preampu lub innego
modellera z wyłączoną symulacją kolumny. Sam pozwoliłem sobie na taki
eksperyment z Podem XT i rezultat mnie naprawdę zadziwił. Niestety
byłem na tyle “mądry”, że tego nie nagrałem, a Pod zdążył powędrować
pod aukcyjny młotek – Czytelnikowi pozostaje więc uwierzyć mi na słowo,
że było bardzo dobrze :).
Jak już wspomniałem, rozmiar wirtualnego racka
uzależniony jest głównie od mocy obliczeniowej komputera i wyobraźni
budującego. W praktyce na Pentium IV 2.4 z 512mb ramu i interfejsem
audio E-MU 1820 jeden wzmacniacz zajmował średnio do 10% mocy
procesora, a pozostałe elementy wahały się w granicach 1-3%. Wydaje się
to całkiem sensownym wynikiem biorąc pod uwagę złożoność modelowania
wzmacniaczy gitarowych. Bardzo rozbudowane setupy, które budowałem nie
wykraczały poza 40% mocy CPU. Jeżeli ktoś potrzebuje nagrać dużo
ścieżek gitary, to oczywiście mocy obliczeniowej zawsze jest za mało i
w pewnym momencie trzeba zrobić mixdown przetworzonego sygnału. Nie ma
w tym niczego dziwnego, w końcu komputery nie są zrobione z gumy i
granice wydajności zawsze będą istnieć.
Część sprzętową zestawu stanowi sterownik nożny połączony z
dwukanałowym przedwzmacniaczem pozwalającym dostosować sygnał gitarowy
do wejścia liniowego karty dźwiękowej. Metalowa konstrukcja sprawia
wrażenie mocnej i trwałej. Pedał ekspresji pokryta gumą, dzięki czemu
noga się z niego nie ześlizguje. Urządzenie pobiera prąd z baterii 9V
lub zasilacza, przy czym może to być zasilacz AC lub DC – w moim
wypadku był to 9V stabilizowany Tatarek, którego zwykle używam do
efektów gitarowych. Sterownik nożny składa się z 4 przycisków i pedału
ekspresji – wszystkie te kontrolery możemy przypisać do dowolnych
parametrów w programie. Ciekawostką jest fakt, że sterowanie nie odbywa
się za pomocą komunikatów MIDI, tylko sygnałów dźwiękowych wysyłanych
na jednym z kanałów wyjściowych. Pozwala to na płynne sterowanie
pedałem ekspresji (standardowy Control Change w specyfikacji MIDI jest
ograniczone do 128 wartości). Oczywiście program oferuje też pełną
obsługę MIDI, więc można zastosować w razie potrzeby większy sterownik,
jak choćby Behringer FCB1010. Trochę brakuje najprostszego numerycznego
wyświetlacza wskazującego numer aktualnego presetu, który mógłby być
bardzo pomocny na scenie...

Od strony funkcjonalnej Guitar Rig zrobił na mnie bardzo duże wrażenie.
Łatwa, intuicyjna obsługa i mnogość komponentów pozwala na dostosowanie
programu do wielu sytuacji, włączając w to te najbardziej oczywiste –
studio, ćwiczenie i granie na żywo. Oczywiście nawet najbardziej
wypasiony kombajn gitarowy będzie bezużyteczny, jeśli nie będzie miał
wiele do zaoferowania od strony brzmieniowej.
Zacząłem od zapoznania się z presetami dołączonymi przez producenta i
tu niestety spotkała mnie dość niemiła niespodzianka - okazało się (jak
zwykle w przypadku presetów od producenta), że większość ustawień
przygotowanych przez producenta nie nadaje się do niczego. To
autentycznie chyba najgorsze ustawienia fabryczne dołączone do
produktu, jakie widziałem/słyszałem. Jeżeli ktoś uważa, że presety w
Podzie XT nadają się do odsiania, to na te w Guitar Rigu nie będzie
chciał nawet spojrzeć. To co teoretycznie ma być prezentacją możliwości
programu może mocno do niego zniechęcić. Na szczęście to tylko presety
i pierwsza próba “podłubania” pokazuje, że lepiej brzmiące ustawienia
są w zasięgu ręki, a jakość przetwarzania jest na wysokim poziomie, jak
na Native Instruments przystało.

W zasadzie mam tylko dwa zastrzeżenia. Jedno dotyczy odpowiedzi
wzmacniaczy na artykulację i niuanse brzmieniowe. Szczególnie Gratifier
jest pod tym względem dość toporny – ingerencja w sygnał gitary jest
tak mocna, że nie słychać niemal żadnej różnicy między brzmieniem
humbuckera przy mostku i singla przy gryfie. Przy tym odpowiedź na
artykulację jest dość “dziwna” i niezbyt realistyczna w porównaniu do
sprzętowego odpowiednika. Sytuację zdaje się poprawiać wstawienie
minimalnie odkręconego stompboxa typu overdrive przed wzmacniacz – na
przykład Screamera lub Cata (czyli TS9 lub Pro Co Rata), ale pod tym
względem Guitar Rigowi jeszcze daleko do bardzo czułego Voxa Tonelaba.
Symulacja wzmacniaczy wydaje mi się być piętą achillesową programu i
pozostaje liczyć na to, że w kolejnych wersjach zostanie to poprawione.
Druga wpadka to Pitch Pedal, czyli wirtualna reprodukcja popularnego
pedału Whammy. Jakość efektu niestety nie zachwyca, a co gorsze,
dodanie go do racka wprowadza wyczuwalne opóźnienie, co praktycznie
dyskwalifikuje go w głównym torze sygnałowym. Nie oznacza to
oczywiście, że efekt jest bezużyteczny – zawsze można go użyć
równolegle z suchym sygnałem na przykład, żeby tworzyć dwudźwięki, lub
obniżyć powtórzenia delaya o oktawę.
Oto kilka przykładów brzmienia:
higain
lead
overdrive
rock
rotary
"rzeźnia"
psychodelia
psychodelia 2
Whammy i wzmacniacze to moim zdaniem jedyne słabsze
strony przetwarzania zastosowanego w Guitar Rigu. Jakość pozostałych
efektów jest co najmniej zadowalająca i zachęca do stosowania na
wszystkim co mamy pod ręką.

Dobre brzmienie i wysoka jakość przetwarzania w pełni uzasadniają cenę
tego prawdziwego gitarowego kombajnu. Native Instruments daje
gitarzystom do ręki bardzo rozbudowane narzędzie do nagrywania,
ćwiczenia i grania na żywo (dla odważnych, którzy zechcą przynieść
komputer na scenę). Dobrze opracowana i otwarta architektura programu
pozwala na dodawanie nowych efektów oraz poprawianie obecnych, a dzięki
temu, że mamy do czynienia z rozwiązaniem całkowicie programowym nie
musimy martwić się, że zestarzeje się tak szybko jak jego sprzętowi
konkurenci.
Tomek "Didejek" Sławiński
Dystrybutor: Audio Factory |