|
Firma G-Lab, która zyskała
popularność dzięki konstrukcji swojego pierwszego urządzenia –
kontrolera GSC, niedawno wprowadziła do swojej oferty efekty w
kostkach ;) Jednym z nich jest Dual Vintage Overdrive, który
otrzymaliśmy od producenta do testów.
Krzysiek ‘Gambit’ Stanisz, Przemek
Nacewicz

Krzysiek ‘Gambit’ Stanisz
Estetyka i design tego przesteru jest
konsekwentną kontynuacją dotychczasowych dokonań tego producenta.
Solidna, metalowa obudowa, przyciski potrafiące naprawdę wiele
znieść (a konkretnie nacisk 1 tony), a przy tym działające
bezszelestnie i sprawnie, no i przejrzysty panel potencjometrów
z wyraźnym podziałem na poszczególne sekcje. Uwagę
przykuwają też ascetyczne gałki potencjometrów. Jest to
dobre rozwiązanie, gdyż pozwoliło na umieszczenie większej ilości
pokręteł w jednym rzędzie, a gałeczki sprawiają wrażenie
trwałych i solidnych. Zaskakujący jest ilość gniazd na tylnym
panelu. Oprócz standardowego wejścia i wyjścia efekt posiada
wyjście „Pre Out” z którego możemy pobrać czysty,
nieprzetworzony sygnał gitary (efekt ma thrue bypass), wyjście na
tuner oraz wejścia dodatkowego pedału kontrolnego. Trybem pracy
całego urządzenia, a przy tym i przełączników nożnych,
sterujemy za pomocą umieszczonych na lewej bocznej ściance
mikro-przełączników. Możemy wybrać jeden z pośród
czterech trybów:
-
Pod lewym przyciskiem kanał
pierwszy, pod środkowym – kanał drugi, pod prawym, podbicie
głośności kanału drugiego.
-
Pod lewym przyciskiem kanał
pierwszy, pod środkowym – kanał drugi, pod prawym, podbicie
głośności dla aktualnie używanego kanału.
-
Pod lewym przyciskiem brzmienie
czyste, pod środkowym – kanał pierwszy, pod prawym – kanał
drugi.
-
Pod lewym przyciskiem bypass, pod
środkowym – kanał pierwszy, pod prawym – kanał drugi.
Jak widać te cztery tryby dają
szeroką paletę możliwości wykorzystania tego urządzenia.
Obydwa kanały efektu brzmią tak samo
i mają taki sam zestaw parametrów: potencjometr gain,
potencjometr volume oraz dwa przełączniki: BOOST A – podbicie
górnych i średnich tonów, BOOST B – podbicie tonów
niskich.
Kanał czysty dostępny tylko w trzecim
trybie pracy posiada jedynie regulację głośności, choć daje się
ukręcić crunchowe brzmienie przy wysokim poziomie sygnału z
gitary. Na pokładzie znajduje się też trójpasmowa korekcja
barwy wspólna dla wszystkich kanałów. Regulacja barwy
tonu pracuje bardzo sprawnie – czuć najmniejszy obrót
pokrętła. Układ barwy tonu wzbogacony został o możliwość
podbicia tonów niskich i wysokich o 3dB.
Podbicie głośności trybu „Solo”
możemy ustawić na +3dB lub na +5dB. Uff… możliwości
regulacyjnych jest mnóstwo, a co w takim razie z brzmieniem?
Jak już wspomniałem korekcja działa
bardzo przyjemnie, nieco gorzej jest z charakterem przesteru. Bardzo
długo musiałem kręcić, żeby znaleźć brzmienie, które
mnie satysfakcjonowało, ale udało się! Generalnie jest to przester
o grubym ziarnie i małej gęstości, przez co absolutnie nie nadaje
się do grania cięższych gatunków, co by tłumaczyła nazwa
(Vintage Overdrive ;) ), ale też nie wyobrażam sobie tego przesteru
jako podstawy do lejącego się brzmienia lead. Przy wysokich
poziomach przesteru w połączeniu ze zwiększonym GAINem we wzmaku
efekt zaczyna nieprzyjemnie pompować dźwięk...
Sposób w jaki efekt reaguje na
skręcony potencjometr gitary również nie jest taki, jakbym
tego oczekiwał – zobrazowałem to w próbce drugiej:
pierwsze powtórzenie frazy zagrane jest z całkiem rozkręconym
potencjometrem głośności, a drugie z potencjometrem ustawionym na
ok. 1/4.
Do czego zatem go użyć? Bluesowe i
Rockowe granie, z lekko przesterowanymi brzmieniami to jest co, co
DVO lubi najbardziej. Należy tutaj dodać, że gdy ustawimy Gain na
minimum a Volume na maksa, mamy do dyspozycji bardzo dużą dynamikę.
Najprzyjemniejsze właśnie barwy uzyskałem ustawiwszy gain w
zakresie od 1 do 4. DVO zmusił mnie do grania bardziej klasycznych
riffów i przyznaję, miałem przy tym sporo zabawy. Czasem
fajnie zagrać kilka prostych akordów a do tego jakieś proste
solo w pentatonice molowej ;). Najbardziej przypadła mi do gustu
trzecia konfiguracja urządzenia, która daje dostęp do
brzmienia czystego i dwóch różnych barw
przesterowanych. Wspominałem już o wyjściu na tuner więc wspomnę
jeszcze o tym, że urządzenie można wyciszyć naciskając
równocześnie przycisk lewy i środkowy, co umożliwia ciche
nastrojenie gitary podczas koncertu.
Podsumowując, jest to ciekawe
urządzenie, posiadające duży potencjał, jednak oferujące dość
wąski wachlarz brzmień. Myślę, że najbardziej z DVO będą
zadowoleni bluesmani. A ja? Ja poczekam, aż G-Lab zaprojektuje jakiś
równie wypasiony distortion z dużą ilością siarki ;)
***

Przemek Nacewicz
Zanim jednak o brzmieniu, kilka słów
o wyglądzie. Solidna, czarna obudowa, białe gałki potencjometrów
i mnóstwo przełączników. Hmm, gdzieś już to
widziałem. Właśnie, DVO wygląda tak samo jak pozostałe produkty
G-Lab. O ile nie mam zastrzeżeń do solidności wykonania, to
zachowanie tej samej linii kolorystycznej wzbudza we mnie mieszane
uczucia.
Mankamentem, podobnie jak przy pogłosie
Dual Reverb, jest brak możliwości zasilania z baterii oraz brak
włącznika. Na szczęście w trybie CLEAN dźwięk nie jest
„zabarwiony“ więc można w ten sposób „wyłączyć”
efekt.
Kostka posiada także sporo regulacji i
przełączników, poczynając od potencjometrów DRIVE,
VOLUME przez korekcję i BOOST, a kończąc na mikro-przełącznikach
z boku obudowy, które zmieniają tryb pracy DVO. Na początku
czułem się trochę zdezorientowany, ale po pewnym czasie opanowałem
„gałko-“ i „pstryczkologię“.
Przejdźmy więc do brzmienia. Pierwszą
podłączoną gitarą był Stratocaster ze „słabymi“ pickup’ami.
Kostkę ustawiłem (dzięki mikro-przełącznikom) w trybie CLEAN /
CH1 / CH2. Korekcja i boost na „0“, drive na CH1 ok. 4. No to
gramy... no to nie gramy. Straaaasznie dużo nieprzyjemnej „góry“.
Skręciłem TREBLE na „-5“ i dodałem trochę BASS i MIDDLE i to
ratowało sytuację. Jako, że Strat jest moją podstawową gitarą
byłem trochę zawiedziony. Na szczęście miałem też gitarę w
układzie 2xHB. Podłączyłem i... od razu się uśmiechnąłem.
Brzmienie było bardziej soczyste, pełniejsze. Dopiero teraz zaczęła
się zabawa. Okazało się, że DVO posiada szeroką paletę
brzmieniową. Od lekkiego overdrive, aż po distortion. Włączenie
obu boost’ów na CH2 dało „gruboziarniste“
przesterowanie – miłośnicy fuzz’ów mieliby powód
do zadowolenia.
Efekt z czystym sumieniem można
polecić do lżejszych odmian przesterowanej muzyki. Od blues’a po
rock’a. Krainę „siarki i gruzu“ DVO w sumie omija z daleka. I
dobrze, ponieważ nie do tego został stworzony. Jedyne co trzeba
zrobić, to znaleźć własne ustawienia, co przy takiej masie
przełączników nie jest łatwe. Albo właśnie jest łatwe
:-) Dzięki owej mnogości opcji i ustawień. Bo możliwości kreacji
są naprawdę spore.
Producent: G Lab |