|
... czyli Alezisowy grajo-kumpel dla Wokalistów.
O co chodzi? Na początek trochę własnych przeżyć. Od sześciu lat
pracuję jako realizator nagrań. Do pewnego czasu robiłem to pod
opiekuńczymi skrzydłami poznańskiego MM Studia. Kilkukrotnie spotkałem
się w swojej pracy z osobami (czytaj: klientami), którym trudno było
wytłumaczyć, że tak naprawdę to nie da się wyciąć wokalu z ich
ulubionej płyty Michaela Jacksona, żeby ich sześcioletnia córka mogła
zaśpiewać do oryginalnego podkładu „Billie Jean” na przeglądzie
piosenki dziecięcej w Swarzędzu. Oczywiście przypadków było więcej i
dotyczyły również innych ulubionych płyt i innych dzieci, a nawet
dorosłych wykonawców. Bardzo to wszystko zagmatwane... ale do rzeczy.
Takie działania są skazane na niepowodzenie, bo – przyjmijmy to za
pewnik – NIE DA SIĘ TEGO ZROBIĆ.
Arek Namysłowski

Ha ha!!! Cóż bardziej mylnego. Jakiż byłem
nieuprzejmy dla tych wszystkich ludzi. Jaki niedouczony. WSTYD!
Przecież od lat powstają plug-iny do Nero o nazwie Karaoke, że o
sławetnym Korel Sound nie wspomnę ;) A Alesis wypuścił odtwarzacz
kompaktowy z takim procesorem, który to właśnie robi. To, czyli wycina
wokal. To znaczy taki był zamiar inżynierów z Alesisa, a może takie
zapotrzebowanie zgłosili marketingowcy z tej firmy? Prawdopodobnie
nigdy się nie dowiemy. Proszę się nie bać, nie jest aż tak źle.
Wygląd i guziczki
Urządzenie jest naprawdę ładne i na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie
profesjonalnego. Z lewego boku wysuwa nam się kieszeń. Na górze widać
sporawe, jak na tak w sumie niewielkie urządzenie, pokrętła. A z tyłu
XLR do podłączenie mikrofonu. No... zawodowo do bólu.
Co widać?
Duży i czytelny wyświetlacz pokazujący wszystkie funkcje! Jaki jest
aktywny program efektów, który numer z płyty odtwarzamy, ile czasu jest
do końca utwory (lub od początku), o ile dźwięk jest transponowany,
przyspieszany/spowalniany itd. Tak – to śliczne grajotko pozwala
zmieniać tonację bez zmiany tempa (+/-7 półtonów), zwalniać i
przyspieszać (+/-50%) bez zmiany tonacji ;) Możemy również zmienić
jednocześnie i tempo, i wysokość (pitch –80 do +80 centów).
A czym możemy kręcić i w co dusić?
Mamy tu też duże pokrętło głośności, pokrętło balansu między wokalem i
tym co odgrywa CD, pokrętło wyboru efektów i pokrętło poziomu głośności
efektu. A na samym dole, tuż za pokrętłem „effect mix” znajduje się
najważniejszy przycisk tego cacuszka. Przycisk „Vocal Cancel”. Na razie
powiem tylko tyle, że działa on w trzech różnych pozycjach. A opis jego
działania pozostawię sobie na deser...
Pod wyświetlaczem mamy jeszcze kilka guziczków.
Przycisk powtarzania, sposobu wyświetlania czasu (utworu, całej płyty,
w trybie do przodu i od tyłu). Poniżej przycisk otwierania i zamykania
kieszeni i przyciski do tworzenia pętli. Start, end, set i on/off.
Stworzenie takiej pętli nie jest trudne. Wiem, bo próbowałem. I bardzo
mi się spodobało. Przez chwilę byłem sobie takim domorosłym
„di-dżejem”. Mówię wam czad! Działa toto znakomicie.

Z tyłu wygląda poważnie i profesjonalnie. Włącznik zasilania, obok
gniazdo do kabla zasilającego (takie jak w komputerze), poniżej
przełącznik napięcia sieciowego (z Amerykańskiego 115V/60Hz na
Europejskie 230V/50Hz). Posuwając się dalej w prawo natrafiamy na
gniazdo XLR z regulacją poziomu wejściowego, co sugeruje że zastosowano
przedwzmacniacz mikrofonowy. Obok sygnałowe wejście liniowe (producent
podpowiada, że można tędy podłączyć sobie jakiś instrument bądź
syntezator, ale wtedy nie będziemy mogli skorzystać z multiprocesora
efektów. Co za szkoda!). Dalej dwa wejścia słuchawkowe i w końcu
liniowe wyjścia mono L i R. Wszystkie wejścia i wyjścia, oczywiście
oprócz XLR, są dużo-jackowe.

Teraz na chwilkę wrócę do sekcji efektowej.
Urządzenie zaopatrzone jest w procesor efektów proponujący nam 32 różne
efekty: pogłosy, dileje, echa, chorusy flangery, przestery i kilka
śmiesznych efektów specjalnych jak na przykład głos robocika. Efekty
mogą być dodane do wokalu, czyli po podłączeniu mikrofonu. Odrobinę
popisów didżejskich w zmianie programów prezentuje Radek w nagraniu, w
którym skutecznie przeszkadzał Pauli ;)
You Will Never Now (mp3/192 kbps; 7.5 MB)
Tyle na początek... tu zaczyna być problem. Wyobraźmy
sobie sytuację na pozór idealną, to znaczy: mamy dynamiczny mikrofon
(my skorzystaliśmy z AKG D-880S), mamy odpowiedni kabelek, możemy się
nawet pokusić o stwierdzenie, że mamy, w jakimś tam stopniu, szkolony
głos. Łączymy to wszystko razem zgodnie z instrukcją i z wrodzonym bądź
wyuczonym rozsądkiem i... słabo. Pokrętełko na wejściu mikrofonu się
kręci, ale ostrożnie z ruchami! Potencjometr jest tak maciupki, że
łatwo przesterować sygnał... No i przydałby się w torze kompresor –
przecież Alesis słynie z przyzwoitych kompresorów, ale niestety w
Vocalist PlayMate kompresora nie przewidziano. A szkoda :(
No i teraz zapowiadany powrót do przycisku
„wychlastywania wokalu”. Jak już wspominałem (albo nie), możemy wybrać
trzy różne stopnie usuwania śpiewu z oryginalnych nagrań. Producent
napisał, że wyboru algorytmu powinniśmy dokonać sami biorąc pod uwagę
specyfikę i rodzaj nagrania z jakim mamy do czynienia. No więc...
usuwanie wokali i działa, i nie. Znaczy – działa nie do końca. A nie
mówiłem? Przez 6 lat tłumaczyłem i nic! Ale ludziom to można gadać i
gadać, a oni i tak przyjdą za godzinę i będą twierdzić, że się da. Żeby
nie było, że od samego początku byłem sceptykiem, to rzucę przykładami.
Pomyślałem, że nagrania nowoczesne, czyli takie dokonane po roku 85
poprzedniego stulecia, na starcie odpadają, bo w miksach było
wykorzystywane dużo „bajerów efekciarskich”. Dla przyzwoitości
zapuściłem The brand new heavies z 94 i się nie dało. Tło wokalu
zostawało, a przy okazji wylatywały z nagrania również instrumenty.
Albo działy się inne dziwne rzeczy. Stwierdziłem, że trzeba sięgnąć do
nagrań pionierów hip-hopu ze Stanów. Może nie używali chorusów ani
pogłosów... Używali. Public Enemy w 87 a LL Cool J w 85 przeczuwali, że
karaoke będzie cieszyło się dużym zainteresowaniem na początku
następnego wieku. No to sięgnąłem jeszcze głębiej. Mam dość dziwaczną
płytę z piosenkami Ike’a i Tiny Turnerów z lat... bardzo różnych.
Sukces! Wydaje się, że jakoś tak w latach 60 nagrania nie były, tak
bardzo jak później, masakrowane efektami. I w przypadku takich nagrań,
czasami, efekt jest satysfakcjonujący. Dobrze algorytm usuwania wokalu
sprawdzi się w nagraniach koncertowych, w których nie ma
przekombinowania efektami. Ale moment – to dopiero pierwsza odsłona.
Czas na prawdziwy test – z wokalistami w roli głównej ;)
I tutaj co następuje? Czyżby sukces?
Według słów wokalistów urządzonko jest świetne. To idealny kombajn do
ćwiczenia i na chałtury. Nie tylko pozwala na usunięcie wokalu z
oryginalnych nagrań (śladowe pozostałości i tak podczas śpiewu są
„przykrywane” głosem wokalisty wzbogaconego... następnym pogłosem ;)).
Bardzo fajnie brzmią zainstalowane w Alesisie pogłosy. I to również
dzięki nim resztki wokalu tłuczące się w skrajnych częściach panoramy
nagle magicznie znikają – jeśli wokalista właśnie śpiewa.
Wokaliści docenili zwłaszcza takie opcje, jak transponowanie materiału
z CD (zazwyczaj wszyscy obniżali sobie nagranie ;), choć już przy
obniżeniu o cały ton w dół słychać, że coś jest z dźwiękiem nie tak.
Ale przy obniżeniu o półton praktycznie różnicy nie ma.
No i najważniejsze – jak udowodnił Radek zabawiając
się w didżeja podczas nagrywania przykładów, łatwo spowodować
osłupienie u wokalistów (a na pewno u wokalistek ;). Oto przykład
„zaniemówienia”:
fragment „Fifteen Minutes"
...i dalej krótka dyskusja
...a następnie podejście na czysto „Fifteen Minutes”.
Do tego pamiętajmy, że Vocalist PlayMate wcale nie
musi służyć do haniebnego usuwaniu wokalu z gotowych nagrań – mając
własne „podkłady” na CD można po prostu traktować Vocalista jako
zintegrowany odtwarzacz z preampem mikrofonowym i sekcją procesora
wokalowego. Oto przykład, w którym zastosowaliśmy pogłos Golden Plate:
„Nobody”.
we wszystkich zaprezentowanych w teście przykładach dźwiękowych śpiewa Paulina Leśna
Wyjaśnijmy sobie jeszcze jedno... Proces wycinania
wokalu z nagrania wycina nie tylko wokal. Generalnie obniża jakość
nagrania, burzy plany stereo, zaburza kompletnie fazy, obcina pasmo i
likwiduje również niektóre partie instrumentalne (zwłaszcza
instrumentów dętych). Nie jest więc Vocalist PlayMate panaceum dla osób
parających się nagrywaniem podkładów na chałtury. Tego nikt nie łyknie.
Co innego wokaliści, którzy mają za zadanie pośpiewać „do kotleta” – do
tych celów (zwłaszcza gdy w tle słychać szczęk widelców i filiżanek ;)
urządzonko jest genialne. Na pewno sporą popularnością będzie się
cieszyć również w klubach karaoke. Jednak tak naprawdę sukcesu
Vocalista upatrywać należy w innej grupie odbiorców... W dobie tak
dużej popularności wszelkich konkursów typu „Idol”, „Droga do gwiazd”
itp. Vocalist również ma szanse zostać gwiazdą ;) Zwłaszcza, że cena
jest mocno przystępna – kosztuje 1327 zł! Jak rodzic się uprze zrobić z
pociechy gwiazdę, to na pewno zainwestuje takie pieniądze ;)))
Podsumowanko
Alesis Vocalist PlayMate na pewno nie jest profesjonalnym urządzeniem
studyjnym. Ale profesjonalnym sprzętem jest bez wątpienia. Sprawdza się
w zastosowaniach, do jakich został stworzony, choć kilka elementów
można by poprawić... Dlaczego nie ma kompresora w urządzeniu
dedykowanym wokalistom? Dlaczego włączenie funkcji wycinania wokalu z
nagrania jest tak słyszalna w działaniu? Dlaczego odtwarzacz CD nie
czyta płyt z plikami mp3? Dlaczego po uruchomieniu pierwszego algorytmy
wycinania wokalu, by go wyłączyć trzeba najpierw... uruchomić dwa
następne, po czym przy trzecim naciśnięciu przycisku wyłączymy funkcję
wycinania? No i wreszcie – dlaczego jeden z najważniejszych
potencjometrów wysterowania przedwzmacniacza mikrofonowego jest tak
maciupki?
Dla wokalistów Vocalist PlayMate może okazać się najlepszym
przyjacielem tak w ćwiczeniu, jak w pracy. Ale to nie wszystko. Można
spokojnie stwierdzić, że Alesis znakomicie broni się jako wysokiej
klasy zabawka dla ludzkości. Całej ludzkości. Zimą przy kominku, latem
przy grillu – płytka, mikrofon, delikatne nagłośnienie i... śpiewamy!
No pewnie! Kto nam zabroni? A jak już nam się znudzi śpiewactwo, to
mamy świetny odtwarzacz kompaktowy, na którym można nawet powbijać
„loopy”. No czad normalnie na maxa! I możemy w gimnazjum, albo w liceum
obskoczyć dyskotekę klasową, albo szkolną z Alasisem i jeszcze jednym
odtwarzaczem. Czegóż więcej sobie życzyć? Może tylko tego, że kiedyś
pojawi się jakiś naprawdę profesjonalny Korel Sound v.3 (czyli
„wychlastywacz wokalu”) dla super-profesjonalnych „twardzieli”, ale z
drugiej strony po co...

Zachęcam do zabawy, bo to bardzo rozluźnia i dostarcza niezapomnianych przeżyć.
Pozdrawiam
Jeden z ludzkości
Arek Namysłowski
Dystrybutor: Lauda-Audio |