|
Gdy zapowiedziano pojawienie się nowych monitorów firmy A.D.A.M. na
rynku zawrzało... Zgodnie z zapowiedziami nowe pasywne (!) monitory w
zamierzeniu producenta miały się stać następcą wiekowych już monitorów
NS-10M firmy Yamaha. Od razu pojawiły się komentarze i wątpliwości, czy
ANF-10 będą brzmieć tak samo jak NS-10M. Więc jak? Brzmią tak samo, czy
nie?
P. Ślużyński & J. Krukowski & R. Barczak

Radek Barczak
Nie. To zupełnie inna bajka. Stało się tak, że chwytliwe hasło
„następca NS-10M” zostało zrozumiane bardzo dosłownie. I to przez
wszystkich! Nawet europejscy dystrybutorzy firmy A.D.A.M. uwierzyli w
to, że będą mieli w ofercie produkt, który gra na tyle podobnie do
NS-10M, że będzie można postawić zamiast NS-10M. A nie o to chodziło
producentowi... ANF-10 mają być rzeczywistym następcą ns-dziesiątek.
Następcą pokoleniowym. W końcu brzmienie muzyki na przestrzeni 30 lat
(to tak stare są NS-10M?) uległo znaczącym zmianom. I w takim ujęciu
ANF-10 w rozumieniu producenta miały być owym „następcą” – monitorem
bliskiego pola na miarę XXI wieku.

Przyznam, że i nam udzieliła się owa dosłowność... Porównywaliśmy
ANF-10 z NS-10M. Więcej – do testów zaprosiłem dwóch zagorzałych
NS-dziesiątkowców: Przemka Ślużyńskiego i Joachima Krukowskiego. Do
czego to doprowadziło?
ANF-10 jest prawdziwym dzieckiem firmy A.D.A.M.
Audio. Wyposażono go w firmowy przetwornik (hehe – tak to się nazywa
fachowo głośnik ;) w technologii A.R.T. i – jak dla mnie – to poważna
zaleta nowego modelu. Po prostu ten głośnik oferuje ponad normalną
czytelność i selektywność brzmienia średniego i wysokiego pasma. Owa
szczegółowość może niektórych użytkowników drażnić, gdyż rozbiera ona
miks na części i obnaża wszelkie błędy i niedoskonałości (również na
etapie masteringu, gdy przesadzi się np. z kompresją). Generalnie jest
tak, że głośniki A.R.T. są ostrym recenzentem miksu.
Podobnie jak NS-10M testowane monitory wyposażono w
woofer o średnicy 7”. Jest to konstrukcja firmy Vifa TC18SG69.
Konstruktorzy ANF-10 w przeciwieństwie do zamkniętej obudowy NS-10M
zdecydowali się na otwartą obudowę z jednym otworem bass-reflex
umieszczonym z przodu obudowy. Obudowa jest wykonana z płyty MDF i jest
węższa, ale głębsza od „wzorca” firmy Yamaha. Producent informuje, że
ANF-10 przenoszą pasmo od 50 Hz do 35 kHz. Nie podaje się jednak
nigdzie tolerancji... Fakty są takie, że przy założeniu tolerancji +/-3
dB pasmo przenoszenia
testowanych monitorów zawiera się w zakresie 60 Hz – 12 kHz (!!!) gdyż
od 12 kHz do ponad 15 kHz wzmocnienie jest +4 dB od bazowego. Mogłoby
się wydawać, że przez to monitory są jazgotliwe... Ale nie są – choć
oczywiście nie można powiedzieć, że są obojętne brzmieniowo. Do ich
brzmienia trzeba się przyzwyczaić i polubić – lub nie. Do niewątpliwych
zalet z pewnością należy zaliczyć czytelność planów dźwiękowych. W
stosunku do NS-10M poszerza się również baza stereo.
Za to przy założeniu +/-6 dB (stosowane przez wielu
producentów – oczywiście bez podania tych danych) pasmo schodzi do 55
Hz. Jak na tak niewielkie monitorki jest to wynik imponujący. Dosłownie
grają tak, jakby były większe ;) W pracy nad dźwiękiem okazuje się
jednak, że mimo przenoszenia tak niskich częstotliwości, brzmienie w
najniższym paśmie nie pozwala na miksowanie materiałów dźwiękowych
zawierających np. kontrabas czy bas (w końcu najniższa struna
kontrabasu generuje częstotliwość 40 Hz). Należy jednak pamiętać, że
ANF-10 są monitorami bliskiego pola, czyli z założenia mają być
uzupełnione większymi monitorami średniego bądź dalekiego pola.
Podobnie, jak NS-10M – również na nich nie ma absolutnie żadnej
możliwości zmiksować poprawnie dolne pasmo. Choć w przypadku ANF-10
jest go zdecydowanie więcej niż w eneskach.

Postanowiliśmy zrobić małą rewolucję w testowaniu monitorów studyjnych
i... nagraliśmy w MM Studio sygnały emitowane przez NS-10M oraz ANF-10.
Nagrania na ProTools MIX|+ dokonaliśmy dwoma mikrofonami Neumann TLM103
ustawionymi pomiędzy monitorami przez preamp TLAudio Ivory2 5001. Nie
chodzi nam oczywiście o to, by zaprezentować jak brzmią owe monitory – nagrania mają jedynie zobrazować różnice w brzmieniu. Dobraliśmy trzy przykłady:
Daft Punk Voyager
oryginał
A.D.A.M. ANF-10
Yamaha NS-10M
George Duke Kinda Low
oryginał
A.D.A.M. ANF-10
Yamaha NS-10M
Igor Strawiński – fragment Święta Wiosny
oryginał
A.D.A.M. ANF-10
Yamaha NS-10M
Różnice słychać od razu… Jednak Joachim analizując
wykresy charakterystyk ANF-10 I NS-10M doszedł do wniosku, że
posługując się korektorem można zasymulować na ANF-10 brzmienie enesek (pomysł Joachima jest opatentowany ® ;))).
oryginał
ANF-10 (+6 dB @1.5 kHz)
NS-10M bez korekcji
Wrażenia?
;)))))
Oto opinie zagorzałych wielbicieli NS-10M, czyli Joachima Krukowskiego i Przemka Ślużyńskiego.
Joachim Krukowski
Ponieważ przedmiotem testu był monitor studyjny mający wg producenta
zastąpić słynny już model Yamaha NS-10M STUDIO, moja ocena ADAM ANF-10
będzie odnosić się do modelu NS-10M, który uznałem w trakcie testu jako
wzorzec. Nie twierdze, że Yamaha jest idealna, jednak spędziłem przy
tych głośnikach więcej niż 10 lat pracy, stanowią więc dla mnie dobry
punkt odniesienia.
Rozpocząłem od posłuchania przez dłuższą chwile na NS-10M fragment
materiału z sesji z ProToolsa bez włączonych procesorów dynamiki na
sumie, wyłączyłem automatykę na śladzie wokalu i posłuchałem brzmienia
całości na różnych proporcjach wokalu w stosunku do reszty podkładu
(jestem przyzwyczajony do ustawiania poziomu wokali właśnie na NS-10M;
twierdzę, że te głośniki znakomicie nadają się do kontroli proporcji
składników miksu). Po chwili przełączyłem odsłuch na ANF-10.
I tutaj zaskoczenie - monitory, które są reklamowane jako następca
słynnych i popularnych NS-ów brzmią całkowicie inaczej! Pierwsze
wrażenie – większy dół i bardziej liniowe bez wypchniętej średnicy, jak
to ma miejsce w przypadku NS-10M. Głośniki brzmią na pewno mniej
„kartonowo”, ale i troszeczkę „dyskotekowo”, moim zdaniem jest lekka
charakterystyka typu „uśmiechnięte usta”, co - jak się później okazało
- potwierdziła zmierzona charakterystyka. Co ciekawe, ANF-10 są nieco
mniejsze od NS-10M, pomimo to po przełączeniu odsłuchu na ADAM-y,
odnosi się wrażenie, jakby zostały włączone spore wymiarami (w stosunku
do NS-10M) kolumny głośnikowe. Zacząłem zmieniać proporcje wokalu,
drobne zmiany poziomów były dość dobrze słyszalne, wydaje mi się, że
kontrola proporcji była nawet lepsza, niż na droższym modelu ADAM
P-22A, na którym też mam okazje niekiedy pracować. Jednak nie sposób to
dokładnie określić bez porównania. ANF-10 brzmiały na tyle inaczej, że
niełatwo było mi się odnaleźć w miksie. Brakowało mi jednak
"drewnianego" (i co tu ukrywać - nieładnego) brzmienia monitorów
Yamaha. Z całą pewnością miałbym problem, jeśli miałbym od razu zacząć
pracę na tych kolumnach. Oczywiście zawsze można się wspomagać
porównaniem tworzonego materiału do nagrań uważanych za wzorcowe. W
każdym razie potrzebowałbym trochę czasu na przyzwyczajenie się do
ANF-10 i nie sądzę, bym nauczył się brzmienia tych monitorów szybko,
obcując na co dzień z zupełnie inaczej brzmiącymi monitorami bliskiego
pola. Kolumna jest dość liniowa w zakresie typowo muzycznych
częstotliwości i nie ma w ogóle typowego dla NS-10M podbicia pasma na
1,5 kHz. Zmierzona charakterystyka ukazała lekkie podbicie niskich
tonów. Jest to słyszalne w brzmieniu, niemniej nie można powiedzieć, ze
niskie tony są przerysowane. Dość silne podcięcie występujące na
charakterystyce w okolicach środka pasma (ok. 1 kHz) uważam za mało
istotne, bo jest to wąski pik, będzie to więc prawdopodobnie mało
słyszalne. Nie wiem, czym jest spowodowane to ostre podcięcie, oby nie
było w tym miejscu pasma jakichś anomalii z fazami sygnału. Większy
moim zdaniem problem występuje w wysokim środku pasma. W okolicach ok.
6 kHz występuje lekkie podcięcie i nie jest to wąski wycinek pasma.
Brzmienie może być więc nieznacznie zmiękczane przez te głośniki. Jest
to istotne dla osób, które nie mają odpowiedniego budżetu na zakup
dwóch par odsłuchów i tymczasowo zdecydują się na zakup tylko ANF-10
jako uniwersalnych monitorów: i do ustawiania brzmienia, i do
ustawiania proporcji. Nierzadko praktyka pokazuje, że używając
wielopasmowej kompresji na całym materiale, w/w fragment pasma jest
nadmiernie eksponowany, powodując nieco „blaszane” i jazgoczące
brzmienie. Wspomniany „dołek” w okolicach 6 kHz może nieco oszukiwać
realizatora. Zawsze jednak można porównać obrabiany materiał z wzorcem
i skorygować dźwięk.
Nasuwa mi się tu pewna ciekawostka. Ponieważ Yamaha NS-10M ma mocno
podbity środek w okolicach 1,5 kHz na sporej szerokości, dochodzącej do
czterech oktaw, na pewno przy ustalaniu proporcji taka charakterystyka
„wypycha” m.in. wokale na wierzch. Ostatnio pracowałem przy materiale,
gdzie solista chciał, bym zmiksował nagranie z dużym, większym niż
zwykle poziomem wokalu (była to zresztą pewna konieczność, nagranie
robione było dla telewizji). Mogłoby się wydawać, że ustalając
proporcje na NS-10M ze sporą ilością wokalu, który i tak już był nieco
wyeksponowany przez sam głośnik, odsłuchując później materiał na innym
sprzęcie będzie za mało wokalu. Tak się jednak nie stało. Natomiast mi
się nasuwa pytanie, ile musiałbym dać więcej wokalu miksując ten
materiał od razu na ANF-10, by wokal sprawiał wrażenie głośnego i czy
nie byłoby go w efekcie rzeczywiście za dużo. Ale to też kwestia
przyzwyczajenia się do odsłuchu.
Co ciekawe - przeprowadzone testy polegające na podcięciu tego pasma,
co „wypycha” Yamaha NS10M potwierdziły, że oba modele zaczynały brzmieć
bardzo podobnie do siebie - odwrócony garb 1,5 kHz podczas odsłuchu
NS-10M zbliżał ten model mocno do brzmienia ADAM-ów ANF-10. Inna
ciekawostka - przypominam sobie pewien artykuł sprzed kilku lat w
angielskojęzycznej prasie (chyba było to czasopismo Studio Sound),
traktujący o testach, w których Yamaha NS-10M rzekomo znacznie lepiej
przenosiła wysokie tony w przypadku napędzania wzmacniaczem w
konfiguracji bi-wiring czy też bi-amping. Czyżby błąd konstrukcyjny?
Jeśli wziąć pod uwagę słynną już jakość wysoko-średniotonowych
głośników firmy ADAM, należy się spodziewać, że NS-10M będzie wypadać
znacznie słabiej w konfrontacji. Istotnie, ADAM-y dysponowały większą
szczegółowością obrazu dźwiękowego, jednak nie odczułem spadku pasma
NS-10M w stosunku do ANF-10. Jeżeli więc ADAM-y ANF-10 są celowo
skonstruowane tak, jak reklamuje producent – „NS-10M z większym dołem”
- być może celowo wysokie tony były zbliżone brzmieniowo do NS-10M.
Jeśli tak jest istotnie, dlaczego nie zbliżono się brzmieniem także
środkiem pasma do słynnych monitorów Yamaha? Prawdopodobnie z
przyzwyczajenia znacznie lepiej czułem się podczas odsłuchiwania
znanych mi monitorów Yamaha, niż przy słuchaniu ładnie brzmiących
ADAM-ów, szczególnie w przypadku nagrań zawierających tradycyjne
instrumenty. Odsłuchując nowoczesną taneczną muzykę elektroniczną,
ANF-10 wydawały się brzmieć jeszcze ładniej w stosunku do NS-10M. Ja
jednak z przyzwyczajenia zostaje przy NS-10M. Na pewno nie można
powiedzieć, że ADAM ANF-10 są złymi kolumnami. Trzeba się do nich
przyzwyczaić. Natomiast absolutne nie zgodzę się z tym, że ANF-10 mają
brzmieć tak, by zastąpiły NS-10. To zupełnie inaczej brzmiący zestaw
głośnikowy i sam sens porównywania tych głośników z NS-10M wydaje mi
się wręcz wątpliwy.
***
Przemek Ślużyński
To, że nie jest to następca NS-10, już wiemy, nawet bez słuchania.
Trochę szkoda ;-), ale pozostawmy na boku marketingowe sprawy i
zajmijmy się najważniejszym. Nowe ADAMy potwierdzają, że firma wie co
robi - nie są to monitory, które brzmią „tanio”. Bas jest mocniejszy i
schodzi niżej, ale to zrozumiałe - obudowa jest głębsza niż w
jamaszkach, a w dodatku jest to obudowa z otworem. Dół nie jest jednak
„przewalony” - po prostu schodzi niżej. Góra - no, taka jak w przypadku
tych śmiesznych głośników wysokotonowych - inna, ale dobra. Można się
przyzwyczaić. Środek – no, tu mam kłopot. Za pomocą korektora i
wykresów charakterystyk uzyskaliśmy wprawdzie brzmienie ns-ów, ale to
jest zbyt proste, żeby nie rzec prostackie, rozwiązanie. Bez korekcji
brzmią całkiem inaczej niż NS-10, ale nie tylko „w paśmie”. Również
cała baza jest szersza i bardziej oddalona, co sugeruje... no, sam nie
wiem, co. Zapomnieliśmy w sumie o odsłuchaniu skomplikowanego materiału
monofonicznego, co potwierdziłoby lub obaliło teorię o kłopotach z fazą
- ale mam nadzieję, że w przypadku takiej firmy raczej niespodzianek
nie będzie. Oddalenie... cóż, ja wolę bliżej, za co odpowiada podbicie
środka w jamaszkach, ale chyba nie tylko. Monitory nie muszą brzmieć
ładnie, na nich powinno się robić dobre nagrania. NS-10 się sprawdziły,
teraz pora na nowsze rozwiązania. Decyzję podejmę, jak moje jamaszki
się spalą. Oby nieprędko...
***
Radek Barczak
 Osobiście lubię monitory A.D.A.M. za szczegółowość brzmienia. Mimo dość
„górzystej” charakterystyki nie miałem problemu z kontrolowaniem
brzmienia – oczywiście posiłkując się większymi monitorami jeśli chodzi
o niskie pasmo. Osobiście nie odważyłbym się potraktować ANF-10 jako jedynych
monitorów, ale dysponując już większymi lub projektując sobie system
odsłuchowy w studiu ANF-10 jest najtańszą propozycją z głośnikami
A.R.T. Oczywiście nie jest to propozycja dla każdego – znam muzyków i
realizatorów, którzy po kilku godzinach pracy właśnie na ANF-10 mieli
go serdecznie dość... Ale znam i takich, którzy doceniając
szczegółowość brzmienia tych monitorów zaczęli zbierać te 2800 zł. Czy
więc udało się firmie A.D.A.M. stworzyć monitory, które są w stanie
zastąpić we współczesnym studiu klasyczne NS-10M? Naszym zdaniem
realizatorzy młodego pokolenia nie „skażeni” uwielbieniem dla NS-10M
powinni zwrócić uwagę na ANF-10. A może i „starszyzna” znajdzie w ich
brzmieniu coś dla siebie? Czas pokaże.

|