|
Konstruując jakiekolwiek urządzenie w celu sprzedaży producent jest
ograniczony kalkulacją finansową. Tworzenie bajek i legend, a następnie
promowanie hasełami typu „bezkompromisowe rozwiązanie”, jest tak
naprawdę naciągactwem. Działalność handlowa nie istnieje w oderwaniu od
zależności finansowych. Od tego się nie ucieknie. Jest jednak sfera
działalności, która w kalkulacji może być pominięta lub zredukowana do
minimum. Know-how. Tak na prawdę świadomość konstruktorów określa
poziom jakościowy, który może osiągnąć produkt firmowany przez
markę/producenta. I na tym polu do niedawna mało znana w Polsce firma
Blue Sky ma ogromne fory... Okazuje się bowiem, że przyjmując sensowne
założenia wstępne już można osiągnąć sukces.
Tomek Bonarowski & Radek Barczak

Pozornie zaprojektowanie i wyprodukowanie monitorów studyjnych jest
prostą sprawą. Ot, odrobina sklejki, głośniki, wzmacniacze, zwrotnice,
nieco materiału wytłumiającego i już! Jednak przy założeniu, że trzeba
się zmieścić w określonym budżecie i że firma musi przynosić zysk pewne
jest, że nie uda stworzyć produktu znacząco lepszego niż konkurencja.
Na szczęście jest w tym wszystkim jeszcze miejsce dla człowieka –
podejmując decyzje o tym jakich głośników użyć, w jakiej konfiguracji,
jak skonstruować obudowę czy jakie końcówki zastosować w projektowanych
monitorach uzyskuje się lepszy lub... jeszcze lepszy efekt końcowy.
Blue Sky jako producent monitorów studyjnych na wstępie swej
działalności podjął strategiczną decyzję – oferować kompletne systemy.
O ile bowiem większość producentów stawia na monitory, które mają grać
samodzielnie w pełnym zakresie pasma pozostawiając jedynie możliwość
uzupełnienia ich o dodatkowy subwoofer, Blue Sky oferuje komplet dwóch
„górek” i oddzielnego subbasu. I tak większość producentów ściera się z
problemem – jak zrobić, żeby monitor z głośnikiem o średnicy np. 6”
zagrał pasmem rzędu 50 Hz. Pachnie kompromisem? Naturalnie.
Konsekwencją jest stosowanie obudowy z tunelami bass-reflex oraz
elektroniczne modyfikowanie pasma. W efekcie powstaje monitor studyjny,
który np. w przeciętnie skonfigurowanym akustycznie studyjku kłamie jak
najęty... Blue Sky podszedł do problemu inaczej.
Na system ProDesk składają się dwa niewielkie satelitarne monitorki
(Sat5) w obudowie zamkniętej oraz subwoofer (Sub8) – również w obudowie
zamkniętej. W efekcie nawet w niezbyt dobrych akustycznie
pomieszczeniach brzmienie jest mniej przekłamane, niż ma to miejsce w
przypadku monitorów w obudowach z tunelami bass-reflex. Ale to nie
wszystko. Cechą szczególną systemów firmowanych logo Blue Sky jest
zastosowanie doskonale dobranych przetworników – czyli „po naszemu”
głośników.
W maleńkich satelitach Sat5 wykorzystano tweeter o średnicy 0.75” o
dość nietypowej budowie membrany (ze słodkim „cycuszkiem” ;-))oraz
hemisferyczny głośnik średnio-nistkotonowy o średnicy 5.25” i
półtoracalowej cewce. Oba tory są napędzane oddzielnymi końcówkami o
mocy 60 W każda, a pasmo dzielone jest na poziomie 1.8 kHz. Dodatkowo
monitorki Sat5 wyposażono w załączany filtr górnoprzepustowy na
częstotliwości 80 Hz o nachyleniu 12 dB/oct. Jeśli korzysta się z
subwoofera producent sugeruje włączenie filtru tak, by dźwięki
reprodukowane przez Sat5 poniżej 80 Hz nie konkurowały z Sub8. Prawdę
mówiąc... pracowaliśmy zarówno z włączonym filtrem, jak i wyłączonym
jednak koniec końców po prostu wyłączyliśmy filtr. Zysk był taki, że
bas zrobił się nie tyle głośniejszy, co bardziej miękki.
Subwoofer zaopatrzono również w charakterystyczny głośnik hemisferyczny
– tyle, że o średnicy 8” i dwucalowej cewce. Wbudowany wzmacniacz
pozwala uzyskać 100 W mocy. Zarówno w przypadku satelitek Sat5, jak
Sub8 obudowy wykonano z płyty MDF (boki o grubości 0.75”, płyta
przednia o grubości 1”). Z tyłu obudów (Sat5 oraz Sub8) umiejscowiono
złącza wejściowe (tylko XLR), tłumik poziomu wejściowego wyskalowany co
3 dB. O tym, że ProDesk jest pomyślany jako system profesjonalny
świadczą pewne „oszczędności” – brak dodatkowych złączy wejściowych
typu jack 1/4” i cinch oraz brak jakichkolwiek zabezpieczeń głośnika
średnio-wysokotonowego. O tyle to dziwne, że specyficzna budowa tego
głośnika aż korci ciekawskich... Ale w końcu założeniem jest, że na
ProDesk będą pracować profesjonaliści „odporni” na tanie podniety ;-)

Wychodząc z założenia, że monitory studyjne służą do pracy nad
dźwiękiem, a nie do słuchania muzyki postanowiliśmy pominąć fazę
„testowania” gotowych nagrań z płyt audio. Oczywiście, w tzw.
„przerwaniach” zdarzało się odpalić muzykę George’a Duke’a, Quincy
Jonesa a także muzykę klasyczną – zarówno orkiestrową, jak operową.
Jednak był to absolutny dodatek...
Testy trwały dłuuuugo. Nawet bardzo długo! Do tego stopnia, że
dystrybutor zaczął się dość poważnie niepokoić, czy aby przypadkiem nie
wydarzyło się jakieś nieszczęście np. ze wspomnianym niezabezpieczonym
głośnikiem wysokotonowym. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca –
długi czas BlueSky ProDesk pracowały w studiu Radia Gdańsk (m.in. w
trakcie realizacji przez Tomka Bonarowskiego najnowszej płyty
Krzysztofa Krawczyka) oraz w MM Studio
(w studiu B). Kilka tygodni spędziły również w moim domowym studyjku o
niezbyt ciekawej akustyce... Jak się pracowało na testowanych
monitorach?
Oto wrażenia Tomka Bonarowskiego z pracy na Blue Sky ProDesk.
W końcowej fazie pracy nad płytą Krzysztofa Krawczyka w RG Studio w
Gdańsku dostałem do testów monitory Blue Sky ProDesk. Posłużyły mi one
jako odsłuch alternatywny podczas nagrywania ostatnich instrumentów,
wokali oraz przy miksie całości materiału.
Po otrzymaniu monitorów i ostrożnym wyjęciu ich z opakowania (zostałem
uprzedzony o wystających „cyckach” głośników wysokotonowych i
możliwości ich uszkodzenia przy nieumiejętnym wyjmowaniu) ustawiłem je
na konsoloecie obok DynAudio Air 6 i Yamaha NS-10. Satelity ProDesk
swoim ciężarem sprawiły solidne wrażenie. Subwoofer powędrował pod
konsoletę i stanął obok woofera Geneleca.
W pierwszym momencie podłączyłem same satelity z wyłączonymi filtrami.
Musze przyznać, że pierwsze wrażenie jakie odniosłem było dość
niekorzystne – na myśl przyszło mi porównanie do „głośników
multimedialnych”. No tak – ale przecież ProDesk został zaprojektowany
jako cały system 2.1 i błędem jest ocenianie systemu na podstawie
jednego składnika. To tak jakbym oceniał jakość monitorów słuchając
jedynie głośnika wysokotnowego. Subwoofer w tym przypadku jest
integralnym składnikiem zestawu, a nie tylko „dopalaczem”, czy
uzupełnieniem dolnego pasma.
Po podłączeniu woofera moje zdanie odnośnie ProDesk zmieniło się o 180
stopni, przywracając uśmiech na usta podczas odsłuchiwania różnorakich
materiałów muzycznych. Zaskakująco szerokie pasmo w dole, przejrzysty
środek i niezby ostra góra, jaka jest np. w Genelec 1030A, spowodowały
to, że podczas nagrań ProDesk był moim głównym monitorem odsłuchowym.
Przyjemny dźwięk wpływał na to, że długotrwała praca podczas sesji nie
była męcząca i po codziennych, siedmiogodzinnych „zmaganiach z
dźwiękiem” nie odczuwało się dyskomfortu związanego ze zmęczeniem
słuchu. Zestaw spokojnie dawał radę również przy głośnym odsłuchu, nie
wprowadzając, często występujących w takich przypadkach słyszalnych
zniekształceń, czy nieprzyjemnego „kłucia w uszy”.
Czy trzeba cokolwiek dodawać? ;))) Ano - trzeba...

Od razu na wstępie można napisać, że praca na zestawie ProDesk była
przyjemnością – to opinia wspólna wszystkich osób, które brały udział w
testach. Brzmienie kompletu jest wyrównane w całym zakresie pasma, jest
miękkie i soczyste. Nie jest ani przerysowane, ani wysilone. A do tego
w pełni kontrolowane – subwoofer gra prawie tak nisko, jak podaje
producent w danych technicznych ;-). Faktycznie użyteczne pasmo zaczyna
się od 30 Hz (przy spadku 3 dB!). Delikatna zmiana parametrów kompresji
czy korekcji jest natychmiast wychwytywalna w miksie. Stosowanie
„wynalazków” wzmacniających pasmo niskie również jest bezpieczne – po
prostu wszystko słychać. Niczego nie trzeba się domyślać... Uwagę
zwraca czytelność basu – jest punktualny i choć jest miękki nie jest
„rozlazły”. Trzeba przy tym zaznaczyć, że filtr na 80 Hz w satelitkach
Sat5 był wyłączony.
Kolosalną zaletą systemu ProDesk jest to, że długotrwała praca na niech
nie męczy. Idealnie sprawdziły się w trakcie miksowania materiału
koncertowego. Nie było absolutnie żadnego problemu z ustawieniem
poziomów wokali. Przy pracy nad planami dźwiękowymi i dzieleniu pasma
dla poszczególnych instrumentów ProDesk współpracował znakomicie. Nie
będę ukrywał, że dla porównania przełączałem się w trakcie pracy na
odsłuch przez dwukrotnie droższe monitory konkurencyjnej firmy... Poza
nieco mniejszą szczegółowością drugoplanowych detali nie miałem żadnych
zastrzeżeń.
Genialnie pracowało się nad materiałem z nagrania orkiestry Amadeus pod
dyrekcją Agnieszki Duczmal, przygotowywanym na potrzeby multitestu kart
dźwiękowych. Zapewne w tym momencie niejeden Czytelnik się uśmiechnie z
politowaniem stwierdzając – ten to wodę leje i wymyśla... Ale Serenada
Czajkowskiego zabrzmiała wspaniale – soczyście, z niuansami, ze
słyszalnym smyczkowaniem, pobrzękiwaniem żabki smyczka jednego z
muzyków ;-)
Testując ProDesk przy miksowaniu różnych gatunków muzyki (wielośladowe
sesje zostały udostępnione dzięki uprzejmości Przemka Ślużyńskiego i
Arka Namysłowskiego z poznańskiego MM Studio) coraz bardziej
przekonywałem się do tego zestawu. W zasadzie w każdym przypadku
pracowało się komfortowo, aż przyszedł czas na mocną sesję rockową z
dominacją przesterowanych gitar... Trafiła kosa na kamień – w tym
przypadku okazało się, że satelitki Sat5 zestawu ProDesk po prostu nie
dają rady przetworzyć mocno skompresowanych gitar. Dźwięk się dławił,
stawał się skotłowany. Może to wina zbytniej kompresji sygnałów
pracujących do tego na wspólnych zakresach częstotliwości... Może –
niemniej brzmieniowe wrażenie ściany dźwięku przy odsłuchu na
alternatywnych (dwukrotnie prawie droższych) monitorach nie było
wymysłem. ProDesk w tym przypadku skapitulował. To jednak jedyna
sytuacja, w której cokolwiek można było zarzucić najtańszym w końcu
monitorom firmy BlueSky.
Zestaw dwóch satelitek Sat5 oraz subwoofera Sub8 kosztuje niecałe 6000
zł. Za tę cenę nie znajdziemy nic grającego tak nisko, tak miękko w
niskim zakresie i tak równo w całym zakresie pasma. Może niekiedy górne
pasmo może wydawać się nieco matowe (taka była uwaga jednego z
„testerów” – ale on jest skrzywiony używaniem na co dzień monitorów
firmy Genelec ;-)) W pracy realizatorskiej ProDesk okazały się świetnym
narzędziem. Nawet... nie trzeba było się ich „uczyć” – z marszu można
było pracować. Ich brzmienie po prostu wzbudza zaufanie. Niebagatelną
zaletą jest również nieczułość na kiepskie warunki akustyczne
pomieszczenia odsłuchowego. Co prawda na inwestycję rzędu 6000 zł nie
pozwoli sobie każdy użytkownik domowego studyjka, ale jeśli już się
zdecyduje to nawet w „średnich” warunkach akustycznych monitory
zabrzmią poprawniej niż jakiekolwiek rozwiązanie z tunelami
bass-reflex. A z ewentualną adaptację akustyczną pomieszczenia łatwiej
będzie sobie poradzić. Może to brzmieć jak herezja, ale... takie są
fakty. Polecam posłuchać tych monitorków – może to właśnie te jedyne?
;-)
Radek Barczak
Dystrybutor: Music Toolz
|