|
Na rynku liczą się trzej japońscy
producenci elektronicznych instrumentów klawiszowych –
Yamaha, Roland i Korg. Yamaha czasy burzy i naporu, gdy wprowadzała
nowe technologie syntezy ma za sobą i od czasu pojawienia się serii
MOTIF ma się wrażenie, że o kolejnych generacjach instrumentów
decydują... księgowi. Roland atakuje rynek coraz bardziej
zaawansowanymi maszynami all-in-one, których możliwości są
w stanie wykorzystać wykształceni i sprawni technicznie
klawiszowcy. Korg sprytnie obrał inną drogę – zaczął
proponować instrumenty, które aktywnie pomagają w procesie
twórczym.
Radek Barczak

Od premiery Karmy upłynęło wiele
czasu. Niewielu specjalistów dostrzegło zalążek nowej idei
tworzenia muzyki tak wcześnie, jak specjaliści Korga. Seria M3
ewolucyjnie stanowi przedłużenie dźwiękowej rodziny Korg Triton i
Trinity, zaś pod względem filozofii pracy wiele zawdzięcza
mechanizmowi Karmy. Korg M3 to instrument idealnie zaprojektowany dla
współczesnych twórców muzy – producentów,
którym pomaga tworzyć „podkłady” i aktywnie wspiera w
procesie komponowania oraz klawiszowców, którym ułatwia
i przyspiesza proces tworzenia. Korg M50 wyrasta z tej filozofii –
pomagać i ułatwiać tworzenie muzy.
Muzyka przeżyła w ostatnich latach
istotną rewolucję. Do pewnego momentu by zagościć na szczytach
trzeba było mieć za sobą pokończone szkoły muzyczne, a
przynajmniej wieloletnią naukę i doskonalenie tak wiedzy, jak
techniki wykonawczej. Od pewnego momentu czysty pomysł muzyczny,
nietuzinkowy i odkrywczy, często wynikający z... braku „obciążenia”
bagażem klasycznego wykształcenia muzycznego potrafił wynieść
nowego twórcę muzycznego na piedestał. Spośród
trójcy jedynie Korg dostrzegł potrzebę stworzenia
instrumentów dla tej nowej grupy muzyków. Korg M3 to
wyznacznik nowej filozofii pracy, jednak wysoka cena stanowi
skuteczną barierę dla wielu zapaleńców muzycznych.
Naturalną koleją rzeczy było pojawienie się na rynku tańszego
instrumentu czerpiącego z innowacji M3. Tak narodził się Korg M50.
I choć Korg w materiałach reklamowych powołuje się na
pokrewieństwo z M3, to faktycznie M50 jest nową jakością. Do
pewnego stopnia jest nową klasa instrumentu – stacją roboczą do
kreowania muzyki na żywo, do live actu. I choć również jest
„klasycznie” wyposażoną stacją roboczą (tzw. workstation) z
sekwencerem, nośnikiem pamięci w postaci kart SD i zaawansowanym
modułem dźwiękowym, to głównym atutem jest właśnie owa
„lajfowość”.
Korg pod jeszcze jednym względem
dostrzegł i docenił przemianę sposobu tworzenia muzyki. Wprawdzie
wyposażył Korg M50 w duży dotykowy ekran i dość zaawansowany
sekwencer, ale udostępnił również komputerowy edytor
działający jako wtyczka VSTi. Yamaha, która kupiła
Steinberga z jego aplikacjami Cubase i Nuendo męczyła się latami
(!), żeby udostępnić edytor działający jako wtyczka – i to
jedynie dla topowych modeli MOTIX XS i MOTIF-RACK XS i jedynie pod
kontrolą Cubase w wersjach od 4.5 w górę. A tu proszę –
niskobudżetowa stacja robocza Korg M50 ma w komplecie dokładaną
wtyczkę VSTi działającą z każdym hostem VST :-) Ten fakt
sprawia, że w dobie komputerów Korg M50 jest doskonale
wyposażonym instrumentem. W tym miejscu warto wspomnieć, że
komunikacja z komputerem odbywa się za pośrednictwem wbudowanego
interfejsu MIDI USB :-)
Pierwszy kontakt w instrumentem sprawia
pozytywne wrażenie. Obudowa kolorem przypomina Korg N5 – swego
czasu świetny niskobudżetowy klawisz (jakieś 10 lat temu).
Pochylenie panelu pod kątem ułatwia czytelność. Ma się wrażenie,
że siedzi się przed pulpitem sterowania maszynerią bojową :-)
Centralne miejsce zajmuje dotykowy wyświetlacz – trzeba się
przyzwyczaić do jego obsługi, ale też w krótkim czasie
można się poruszać po menu instrumentu znacznie szybciej, niż za
pomocą klawiszy funkcyjnych. Do testów otrzymaliśmy wersję
z 5-oktawową klawiaturą. Warto wspomnieć, że w poprzedniej
generacji niskobudżetowych stacji workstation – Trinity LE –
klawiatura była najsłabszym elementem instrumentu. W przypadku Korg
M50 nie zachodzi żadne podobieństwo do tamtych klawiatur. Wprawdzie
klawiatura M50 nie realizuje Aftertouch, ale jest stabilna, dobrze
osadzona, mechanika nie klekocze - no i klawisze nie są tak lekkie,
jak w Trinity LE. Klawiatura jest zdecydowanie lepsza, niż choćby w
odpowiedniku Yamahy.
Niestety, na początku poznawania Korg
M50 napotkałem na dwa zonki. Pierwszy – mniejszy – to brak
możliwości zmiany polaryzacji pedału SUSTAIN w systemie
operacyjnym instrumentu. Trzeba kupić pedał korgowski i już. Drugi
zonk to brak klawiszy transpozycji oktawowej. Znaczy – większość
zestawów barw w trybie COMBI ma przypisaną klawiszom SW1 i
SW2 (nad joystickiem PITCH BEND/MODULATION) transpozycję oktawową,
ale w trybie programów bądź z poziomu sekwencera już
niekoniecznie możemy z tej funkcji korzystać... Wówczas
trzeba wchodzić do trybu edycji systemu GLOBAL i tam wpisać np.
wartość -12 półtonów.
Dalej jest już tylko dobrze – a
nawet bardzo. Pod względem brzmienia Korg M50 sprawia takie wrażenie, że trudno się
od niego oderwać... Ale od początku. Korga M50 wyposażono w tor
syntezy EDS (Enhanced Definition Synthesis) – możliwości są
imponujące. Pojedynczy program barwy PROGRAM ma dwa oscylatory, może
składać się z nawet 8 stereofonicznych (!) warstw multipróbek
organizowanych funkcjami:
- velocity switching - różne
strefy aktywności pod względem dynamiki gry, rozdzielają wartości
Velocit
- crossfading – zakres
przenikania/łączenia się i współbrzmienia multipróbek
w pewnym zakresie wysokości dźwięków
- layering – łączenie
współbrzmiących warstw
Do tego mamy 4 filtry z czterema
algorytmami - dolnoprzepustowy LP, górnoprzepustowy HP,
pasmowoprzepustowy BP i pasmowozaporowy BR, inaczej wycinający Notch
(wszystkie z rezonansem – warte zaznaczenia, gdyż „stare”
instrumenty, choćby wspomniany N5 nie miały filtrów z
rezonansem). Filtry można organizować wg 4 sposobów
krosowania sygnałów, w tym możliwe jest zdublowanie dwóch
filtrów LP i uzyskanie filtru o nachyleniu zbocza 24
dB/oktawę. Ponadto tor syntezy udostępnia dwa wzmacniacze, 5
generatorów LFO i 5 obwiedni. W pamięci o objętości 256 MB
znalazło się niemal 1100 multisampli z których stworzono 608
programów barw (w pamięci jest maksymalnie 640 komórek
na programy), w tym (niestety) monofoniczna wersja fortepianu z Korg
M3. Co tam – barwa stworzona specjalnie dla Korg M50 (M50 Piano )
broni się przyzwoicie, więc nie ma co płakać, że zostaliśmy
„poszczuci” połową jakości M3...
Możliwości kreacji syntetycznych
brzmień PADowych, basowych czy leadowych są ogromne. Ale domeną
M50 są nie tylko barwy syntetyczne – silną grupą są również
barwy instrumentów akustycznych, choć... nie wydaje się,
żeby to właśnie były najistotniejsze atuty tego instrumentu :-)
Bo co gwarantuje popularność instrumentu wśród
współczesnych twórców muzy?
Bębny. A tych jest multum, do wyboru
między znakomitymi samplami akustycznymi, świetnie przetworzonymi
grungowymi brzmieniami, po szeroki wybór elektroniki i
pociętych sampli rodem z najlepszych loopów we wszelkich
możliwych stylistykach muzycznych. Dość powiedzieć, że w pamięci
Korg M50 zaszyto ponad 1600 sampli perkusyjnych! To jednak dopiero
wstęp – Korg M50 wyposażono bowiem w funkcję Drum Track – to
rodzaj sekwencera patternów perkusyjnych wyzwalany z
określonych w programach zakresów klawiatury i/lub przez
określony zakres wartości Velocity (dynamiki gry). W pamięci jest
671 fabrycznych patternów i 1000 komórek na patterny
użytkownika. Genialnym rozwiązaniem jest to, że swoje patterny
można tworzyć w pokładowym sekwencerze i później je
przekonwertować do postaci patternu perkusyjnego.
Niezwykle interesującym uzupełnieniem
są dwa polifoniczne arpeggiatory – prócz pięciu
podstawowych „klasycznych patternów (UP, DOWN, ALT1, ALT2,
RANDOM) w pamięci jest 1028 patternów użytkownika –
fabrycznie wgranych do pamięci instrumentu, z możliwością edycji
i zapisu własnych patternów.
Ogrywając instrument doszedłem w
pewnym momencie do interesujących – jak mi się wydaje –
wniosków. Cały ten potencjał syntezy, funkcji i
funkcjonalności... przewyższa możliwości topowych stacji
workstation sprzed kilku lat! Przynajmniej w przypadku testowanego
Korga M50. Samo spojrzenie na blok efektów przypomina
potencjał takiego MOTIFa poprzedniej generacji :-) Testowany klawisz
ma 5 efektów insertowych, 2 główne bloki systemowe
uzupełnione o blok efektów masteringowych na wyjściu sumy –
w tym ostatnim trzeba uważać, bo dość łatwo za dużo „dowalić”
materiał i w niektórych fragmentach podczas grania na żywca
może pojawić się przester... No i na każdym z 16 kanałów
Multitimbral 3-pasmowy EQ! Najlepiej potencjał brzmieniowy
prezentują przygotowane przez producenta programy COMBI, których
w pamięci jest 384 – wybór jest bardzo szeroki. Oto kilka
przykładów brzmienia programów COMBI.
Jakieś pytania? Przykłady zostały
nagrane za jednym podejściem, przełączałem tylko programy COMBI
:-) To czysty żywy sygnał z M50 – bez dowalenia, korekcji czy
jakiejkolwiek ingerencji. Brzmi to wszystko tak bogato i pełnie, że
w czasie grania M50 człowiek wsłuchuje się w bogactwo brzmienia
barw... M50 potrafi zauroczyć. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że
programy COMBI w Korg M50 mogą mieć 16 kanałów/instrumentów
z wykorzystaniem 2 polifonicznych arpeggiatorów i tracku
perkusyjnego (DRUM TRACK). W czasie grania na wyświetlaczu możemy
włączać i wyłączać poszczególne tracki programu COMBI,
zmieniać głośność, modyfikować brzmienia za pomocą joysticka
oraz wielofunkcyjnych gałek w lewej części panelu. Również
z lewej strony znajdują się klawisze załączania arpeggiatora,
ścieżki perkusyjnych DRUM TRACK, a także funkcja wartościowa
zwłaszcza dla współczesnych producentów muzycznych –
CHORD ASSIGN pozwalająca na przypisanie do czterech klawiszy na
panelu akordowych bądź melodycznych zagrywek.
Korg M50 nie tylko pomaga w produkcji
muzy – jest świetnym partnerem przy improwizacji, komponowaniu i
rejestrowaniu pomysłów muzycznych. Sekwencer umożliwia
przygotowanie/wgranie gotowego podkładu perkusyjnego czy nawet
gotowego zestawu barw w różnych stylistykach. Gdy najdzie nas
wena wystarczy skopiować pattern perkusyjny do sekwencera, wybrać
barwę do grania w łączyć zapis :-) Rewelka. Można tak godzinami.
Przyznam, że zawsze lubiłem barwy
PADowe Korgów. Ale nigdy zbytnio nie ceniłem barw pian
elektrycznych. Jakoś te z Rolandów bardziej mi pasowały :-)
Natomiast niektóre barwy pian elektrycznych z M50 zaskoczyły
mnie baaardzo pozytywnie. Niezwykle inspirującą są barwy grupy
ethno – pod tym względem M50 również jawi się jako lepiej
wyposażony od konkurencji. Oto przykłady dźwiękowe.
Jeśli miałbym się czegoś czepiać w
Korg M50 to braku dodatkowego wyjścia audio, albo wyjścia z
klickiem metronomu – producent wyposażył instrument tylko w jedno
wyjście stereo. Chwilami we znaki daje się również jedynie
80-głosowa polifonia, która w trybie wykorzystania barw
podwójnych (DOUBLE) zmniejsza się do 40 głosów... Ale
o dziwo w czasie gry barwami COMBI czy tworzenia sekwencji rzadko się
napotykałem z tym problemem.
Sekwencer ma spore możliwości. Na
przykład wspomniana wcześniej funkcja wzorców sekwencji
(templatek) dla różnych stylistycznie utworów jest
świetna i pozwala szybko przelewać to co nam w duszy gra na
klawisze – prosto do potężnej pamięci M50 (pond 200 tys. zdarzeń
MIDI). Ale... skoro mamy plug-in edytora działający jako VSTi, to
świat komputerowy stoi otworem :-) Jedynym mankamentem – pewnego
rodzaju uciążliwością właściwie – jest to, że przy
uruchamianiu sekwencji z zapisanymi ustawieniami Korga M50 wtyczka
edytora pobiera dane instrumentu, co trwa kilkanaście do
kilkudziesięciu sekund. Ale mimo to warto zapłacić tę cenę i
mieć ABSOLUTNIE pełen potencjał syntezy i efektów pod
myszką :-) Sekwencer przyda się – i owszem – na występy. W M50
można zapisać 128 sekwencji i ułożyć z nich 20 „łańcuchów”,
czyli schematów kolejności odtwarzania. Na imprezę jak
znalazł.
Korg M50 ma jako nośnik pamięci slot
na karty SD – umożliwia zapisywanie programów barw,
programów COMBI, ustawień globalnych, sekwencji, patternów
perkusyjnych i templatek utworów. Nie ma natomiast odtwarzacza
mp3.
Korg M50 to nowe zwierze sceniczne
będące w opozycji do typowo klasycznej filozofii tworzenia muzyki
prezentowanej przez instrumenty innych japońskich producentów.
Ten instrument jest uszyty na miarę potrzeb współczesnych
muzyków, dla których komponowanie nie tyle polega
stricte na graniu, a na produkowaniu muzy. I pod tym względem Korg
M50 pośród klawiszy w podobnych cenach nie ma sobie równych.
Nie umniejszając przy tym ogromnemu potencjałowi brzmieniowemu tego
instrumentu – te barwy i programy wielu zachwycą. Jak wielu do
tego stopnia, że zdecydują się na zakup M50? Zachęcam do
poszukania sklepu w którym M50 stoi i osobistego ogrania go.
Zapewniam - wrażenie uczyni piorunujące :-)
Dystrybutor: Mega Music


|