|
Jak to jest?!? Czy ci producenci instrumentów w ogóle nie zauważają, że
z produkowania sprzętowych syntezatorów, a zwłaszcza rozbudowanych
stacji workstation trzeba uciekać? Że przyszłość leży w oprogramowaniu,
komputerach i całym związanym z tym przybytku?!? Pojawianie się coraz
to nowych wersji topowych konstrukcji staje się już nużące... Ot,
jeszcze jeden syntezator, jeszcze jeden workstation. Że ma więcej
pamięci próbek? Więcej polifonii? Doskonalszy procesor efektów?
Łatwiejszy w obsłudze sekwencer? Arpeggiator grający jak sesyjny muzyk?
Co sprawia, że mimo wzrastającej popularności oprogramowania i
komputerów w procesie tworzenia instrumenty te kosztujące tyle co
„wypasiony” PeCet czy podstawowy model Macintosha nadal się sprzedają?
Bo się sprzedają...
Radek Barczak

Przyznam, że od ponad dwóch lat na dłużej nie miałem pod palcami żadnego klasycznego topowego workstation. Ostatnią przygodą III stopnia
było testowanie instrumentu Yamaha MOTIF dla szacownego miesięcznika
MUZYK FCM ;) I nie powiem – testowanie było wielką przyjemnością. Od
tamtego czasu jednak pozbyłem się sprzętowych instrumentów i
ograniczyłem się do komputera. Jak to z pamięcią ludzką bywa, obcując
na co dzień z wtyczkami VSTi zacząłem dochodzić do wniosku, że hardware
jest dla maniaków i że wszystko można zagrać na wtyczkach
komputerowych. Pojęcie to nieco zburzyły testy „wynalazków” pokroju
supersyntezatory Hartmann Neuron, Roland V-Synth czy VariOS. Takich
instrumentów na PeCeta jeszcze nie spotkałem... Ale tzw. ROM-Player w
postaci najbardziej rozbudowanego workstation? A od czego programowe
samplery z obszernymi bibliotekami próbek mierzonymi w gigabajtach? Gdy
więc otrzymałem do testów instrument Fantom-S podszedłem do testów w
pierwszej chwili z pewną rezerwą... Bo czym miałby mnie ten instrument
zaskoczyć?
Nie powiem – Fantoma-S przesłuchiwałem sobie kilka
razy w sklepach muzycznych i na targach muzycznych. Przeglądane barwy
rzeczywiście brzmiały interesująco, z „mięsem”. Ale to wszystko. Tym
razem, mając więcej czasu, od pierwszej chwili zabrałem się za
sukcesywne studiowanie fabrycznych presetów. A przebrnięcie przez 900
programów (nie licząc zgodnych z GeneralMIDI 2) to zadanie – mogłoby
się wydawać – mocno uciążliwe... Tak mogłoby być w istocie gdyby nie
to, że Fantom-S najnormalniej w świecie mnie „wchłonął”! Dosłownie –
zacząłem go przesłuchiwać ok. godziny 17. Krótko po tym ktoś zadzwonił
do drzwi... Wyglądam przez wizjer, a tam 60-letnia przemiła sąsiadka w
„poranniku”! Ki diabeł? Stało się coś? Potrzebuje pomocy? Otwieram
drzwi i słyszę łagodną prośbę, żebym grał ciszej, bo jej sypialnia
sąsiaduje z moim pokojem. Grzecznie przystałem na propozycję – w końcu
może się kobiecina gorzej czuć. Wracam do instrumentu, patrzę
mimochodem na komputer, na zegar i...
Zbaraniałem! Była godzina 22:54. Cóż, następnego dnia z kwiatkiem poszedłem do sąsiadki z przeprosinami ;)
Dalsze badania Fantoma-S przeprowadziłem już na słuchawkach – pierwsze
starcie zakończyło się o 6 rano. 1:0 dla Fantoma. Efektem nocnego
starcia jest taki oto utwór demonstracyjny.
Co też ma Fantom, że tak mnie „wciągnął”? Hmmm... Sam się zdziwiłem, że
syntezatorowa 5-oktawowa klawiatura tak mi będzie leżeć pod palcami.
Jest to jedna z najlepszych klawiatur tego typu, na jakich grałem
(podobnie pozytywne wrażenie zrobiła na mnie klawiatura workstation
Kawai K5000W). Mechanika jest częściowo doważona, doskonale wyczuwalna.
O dziwo, ma tylko 3 krzywe Velocity z możliwością wyłączenia dynamiki,
ale wybierając tryb MEDIUM nie mogłem narzekać na jakiekolwiek
problemy. Jedno małe zastrzeżenia mam do funkcji Aftertouch – osobiście
lubię, gdy załączenie Aftertouch jest delikatnie choć wyczuwalne
„przeskokiem” klawisza. W przypadku klawiatury Fantoma-S jest to
niewyczuwalne. Z drugiej strony nie jest tak, że można nieświadomie
generować komunikaty Aftertouch – wymaga to świadomie umiejscowionego
dodatkowego nacisku na klawisz. Tak, że nie ma obawy, że nasza
sekwencja będzie upstrzona przypadkowymi komunikatami Aftertouch.
Klawiatura to bardzo mocna strona instrumentu.

No i w tym miejscu koniecznie trzeba wspomnieć, że
Fantom-S ma dodatkową klawiaturę typu PAD. Pomysł „zerżnięty” z
akai’owskich samplerów MPC, a wysławiany przez wszystkich niemal
hiphoppowców i Dj’ów. Standardowo pod klawiaturę PAD podpięte są
zestawy perkusyjne. Pierwsze „dotknięcia” to próba oswojenia się z
charakterystyką dynamiki tych klawiszy. Co ciekawe, prócz dynamiki
realizowana jest również funkcja AFTERTOUCH! Klawisze są dość „twarde”
pozwalając łatwo uzyskać szeroki zakres dynamiczny barw perkusyjnych. Z
drugiej strony jednak jakoś nie mogłem się przyzwyczaić do „nowego”
układu klawiszy dla poszczególnych instrumentów zestawu perkusyjnego –
ten standardowy, zaczerpnięty z GeneralMIDI schemat mam pod palcami...
Uczenie się na nowo grania jakoś mnie nie pociąga, choć... jest również
i inne zastosowanie sekcji DYNAMIC PAD BANK (bo tak nazwał to producent
;). Otóż, do klawiszy można przyporządkować sample – choćby loopy
perkusyjne lub frazy instrumentalne, a nawet schematy fraz arpeggiatora
(również perkusyjne), którymi można się podpierać w czasie gry na żywca
lub nagrywania na sekwencerze. Więcej – z tą klawiaturą jest zespolony
szybki i łatwy w obsłudze moduł samplowania. A więc, choć do grania
zestawami perkusyjnymi PADów raczej nie będę stosować, to z pewnością
się przydadzą w innych zadaniach. A dla muzyków niezbyt obeznanych z
właściwościami tradycyjnej klawiatury PADy okażą się na pewno
zbawieniem ;)
Standardowo Fantom-S ma „tylko” 32 MB skompresowanych
próbek stanowiących ekwiwalent 64 MB próbek 16-bit/44.1 kHz w postaci
liniowej. Czyli pod tym względem instrument ten nie bije rekordów.
Ba... Pierwszy lepszy komputerowy sample-player jedną barwą mógłby
zagnieść Fantoma-S. No i umówmy się – choć fortepian z TheGrand brzmi
może nieco „nienaturalnie” (moim zdaniem), to jest na pewno pełniejszy
brzmieniowo od standardowego fortepianu w Fantomie. Tylko, czy ten z
Fantoma brzmi źle? Nie – brzmi bardzo konkretnie, z niuansami. I na
pewno sprawdzi się w sekwencjach i miksie, czego nie można powiedzieć o
przeładowanym efektami TheGrand. A jak gra? Oto krótkie przykłady barw
fortepianowych:
ConcertPiano
Warm Piano
SoTruePiano
Tutaj krótka refleksja – jeszcze kilka lat temu można
było znaleźć niezbyt dokładnie zapętlone próbki, nieodpowiednio
nałożone obwiednie i inne niedoskonałości. W instrumentach najnowszej
generacji osoba szukająca tego typu sensacji pozostanie nie
usatysfakcjonowana. Postęp tak technologiczny samych instrumentów, jak
wszelakich narzędzi służących do opracowania bibliotek próbek – że o
nabytej już i ugruntowanej świadomości brzmieniowej japońskich
specjalistów – sprawiają, że niezwykle trudno jest odnaleźć tego typu
wady. Dotyczy to tak barw fortepianowych, jak wszelkich pozostałych
grup barw. Są nadal oczywiście barwy, których w pełni niuansów
artykulacyjnych tak łatwo na instrument typu ROM-player się nie
przeniesie. Choćby wszelkie solowe instrumenty dęte i smyczkowe, gdzie
spektrum sposobów artykulacji czy technik wydobycia dźwięku jest bardzo
szerokie. Bardziej bronią się barwy sekcji smyczkowych i dętych.
Niemniej i w barwach instrumentów solowych zauważalny jest znaczący
postęp – wynikający nawet bardziej ze zrozumienia specyfiki brzmienia
tych instrumentów, aniżeli wprzęgnięcia najnowocześniejszych
technologii.
Przeglądając dalej barwy trafiłem na – tradycyjnie już dla Rolanda –
doskonałe i liczne barwy pian elektrycznych, włącznie (wreszcie...) z
przyzwoitymi i broniącymi się barwami pian Wurlitzera. Licznie i godnie
reprezentowane są clavinety. Nieco gorzej jest z barwami organów
elektromechanicznych, ale również w tej grupie znajdzie się kilka
perełek. Podobnie z barwami gitar zelektryfikowanych, natomiast bardzo
pozytywnie nastroiły mnie wszelkie barwy gitar akustycznych i
klasycznych. Wybór jest spory, a do tego większość instrumentów brzmi
bardzo autentycznie. W tym miejscu potencjał swój może ukazać
arpeggiator – nie jest to prosty modulik typu Up2/Down4/Random, a
potężne narzędzie z zaimplementowanymi frazami i technikami gry
akordowej dostosowanymi do konkretnych technik gry na poszczególnych
instrumentach. Na przykład na gitarach ;) Co więcej – zaimplementowane
schematy arpeggiatora doskonale wpasowują się w tak modną ostatnio
stylistykę R&B i gatunków pochodnych. Oto krótkie demo nagrane na sekwencerze Fantom-S z wykorzystaniem arpeggiatora gitarowego dla barwy AcousticGuitar.
A jeśli nie znajdziemy dla siebie nic ciekawego w bogatym zestawie
patternów fabrycznych, proces przygotowania własnych jest bardzo
prosty. Gdy jeszcze dodam, że edycji dokonuje się w pełni graficznie z
możliwością nagrywania step-by-step, to staje się jasne, że ten
polifoniczny 32-krokowy arpeggiator stanowi bardzo silny punkt całego
instrumentu. Szkoda tylko, że w jednym czasie dostępny jest tylko jeden
arpeggiator melodyczny i jeden rytmiczny. Ale jest i na to rada - w
wewnętrznym lub zewnętrznym sekwencerze nagrywa się cały wygenerowany
schemat, więc dużego problemu na etapie produkcji nie ma.
Arpeggiator pod wieloma względami przypomina wzorcowy – jak dla mnie –
moduł z multisyntezatora V-Synth. W pamięci zapisano 128 przebiegów
instrumentalnych i aż 256 perkusyjnych. Spośród perkusyjnych, 32 są
pogrupowane w bloki stylistyczne i udostępnione z poziomu klawiatury
PAD! To się nazywa automatyczny podkład perkusyjny... Wprawdzie utworu
tylko i wyłącznie na zapisanych w pamięci patternach nie zrobimy, ale
przy pracy „koncepcyjnej” nad nowym utworem możliwość wprzęgnięcia na
szybko gotowego podkładu perkusyjnego jest niesłychanie pomocna.
A to dopiero początek...
Generalnie Fantom-S – jak dla mnie – zrywa z
pojmowaniem brzmienia instrumentów Rolanda jako „grzeczne”. No bo tak –
klawisze Yamahy od zawsze postrzegane są jako „żylety”. Korgi mają z
kolei opinię niezwykle czysto, selektywnie, wręcz ascetycznie
brzmiących instrumentów. Stacje robocze Kurzweila w obiegowej opinii
postrzegane są jako charakterniki z domieszką „brudu” w brzmieniu. A
Roland w tej doborowej stawce był od zawsze klawiszem doskonale
brzmiącym w miksach, ale w solowych popisach już niekoniecznie... No i
tu docieramy do meritum – trudno nazwać brzmienie Fantoma-S grzecznym,
łagodnym. To pełną gębą zadziorny typ przebijający się w graniu na
scenie. A mimo to barwy w aranżach zagranych tylko na Fantomie-S nie
tracą na czytelności i spójności. Wielka w tym nie tylko zasługa samych
barw, ale również umiejętnemu zaprogramowaniu procesorów efektów. Choć
nie ma róży bez kolców...
Instrument może pracować w dwóch zasadniczych trybach:
• PATCH – dostępne są pojedyncze barwy, a procesory efektów w liczbie 2
głównych (pogłos + chorus) i 2 insertowych (MFX1-2) podporządkowane są
całkowicie wybieranej z listy barwie
• PERFORMANCE – do dyspozycji mamy 16-partowy MULTITIMBRAL z
możliwością konfigurowania do 16 stref dla klawiatury z niezależnymi
ustawieniami aktywności stref, dwoma arpeggiatorami, sekwencerem
akordów, całym przybytkiem „dużego” sekwencera, 2 głównymi blokami
efektów (pogłos + chorus) i trzema blokami multiprocesora MFX (1-3).
I tu rodzi się pewien problem – sterowanie procesorami MFX1-3.
Immanentnym elementem kreującym wiele barw jest właśnie procesor
efektów – nie tylko MFX, ale i „główny”, gdzie zwłaszcza z bloku
nazwanego CHORUS wykorzystywane są wszelkiej maści delay’e. Można więc
przypisać sterowanie wyborem programów trzech bloków MFX i głównych
bloków REVERB i CHORUS ustawieniom programów barw na poszczególnych
partach. W takiej sytuacji wystarczy wskazać part sekcji MULTITIMBRAL,
skąd ma być pobierana konfiguracja procesorów efektów. Procesorów MFX
jest 3, a barwy wykorzystują tylko pierwszy, więc można w ten sposób
„obdarzyć” trzy barwy efektami upiększającymi. W programie PERFORMANCE
można również na stałe przypisać konfigurację procesora efektów, a
później jedynie kierować odpowiednie barwy na konkretne wyjście efektu.
Sterowanie blokiem efektów wymaga świadomych działań, najlepiej
wypracowania sobie określonych schematów, w których konsekwentnie
stosujemy sprawdzone już szablony ustawień efektów. Wiadomo, że
wybierając barwę organów elektromechanicznych na 99% będziemy chcieli
wykorzystać efekt wirujących głośników, dla gitary elektrycznej ustawić
przester, a dla piana elektrycznego jakiś phaser lub wah-wah. Gdy
ustalimy sobie na sztywno konfigurację w strukturze PERFORMANCE, zmiana
barwy PATCH nie spowoduje zmian w ustawieniach procesora efektów.
Możemy jednak ustawić dla każdego procesora MFX oraz bloków REVERB i
CHORUS sterowania z poziomu programu PATCH na wybranym przez nas kanale
MULTITIMBRAL. Tyle, że... zmieniając program w czasie brzmienia barwy
musimy liczyć się z ucięciem wybrzmienia. Niestety - tego nie sposób
ominąć.
Sam blok MFX można skonfigurować na 14 sposobów, w
dowolny sposób łącząc poszczególne bloki lub traktując je całkowicie
niezależnie. Co ważne, dla każdego bloki MFX udostępnione są dodatkowe
kontrolery fizyczne lub MIDI, sterujące wybranymi parametrami wybranych
algorytmów.
Na koniec nie sposób nie napisać o procesorze masteringowym
umiejscowionym na końcu torów efektów. Roland udostępnił
pełnowartościowy 3-pasmowy kompresor z 5 gotowymi programami ustawienia
(HARD COMP, SOFT COMP, LO BOOST, MID BOOST,HI BOOST) oraz jednym
programem użytkownika. Jakkolwiek moim zdaniem instrument doskonale
brzmi bez załączonego kompresora wielopasmowego, to choćby pod względem
marketingowym obecnośc tego procesora wiele znaczy ;)
Ogromne wrażenie zrobiła na mnie sama jakość
udostępnionych algorytmów. Wiadomo – pogłosy, jak pogłosy z „klawisza”.
Są niezłe, ale choćby do wtyczkowego S.I.R.’a z załadowanym dobrym
impulsem z Lexicona 480 startu nie mają. Natomiast doskonałe wrażenie
zrobiły na mnie algorytmy zgrupowane w procesorach MFX. Prócz
tradycyjnych już dla tej klasy instrumentu Rolanda modelujących
algorytmów COSM Fantom-S został wyposażony w będące klasą dla siebie
przestrzenne algorytmy RSS 3D! Gigantyczne wrażenie robią przestrzenne
chorusy i genialne wręcz delay’e. Takich efektów nie znajdziemy w tej
klasie instrumentu innej firmy – jedynie Kurzweil oferuje doskonalsze
rozwiązania z algorytmów KDFX tyle, że za sporo wyższą sumę...
Złapałem się właśnie, że jak dotąd ani słowa nie napisałem o obsłudze
instrumentu. Ale o czym tu pisać? Komfort kontroli w czasie
rzeczywistym jest ogromny – sama wyliczanka kontrolerów manualnych robi
wrażenie:
• joystick PITCH BEND/MODULATION
• D-Beam Controller, czyli kontroler na podczerwień
• 4 potencjometry obrotowe działające w 4 trybach
• 2 przełączniki SWITCH na panelu
• 16-klawiszowa, dynamiczna klawiatura PAD z AFTERTOUCH
• 2 złącza na pedały kontrolne

Ekran wyświetlacza jest czytelny, wszystkie funkcje
dostępne są pod programowanymi klawiszami funkcyjnymi, architektura
wszystkich menu jest logiczna i oczywista. Bez bicia przyznaję się, że
jak dotąd nie potrzebowałem zaglądać do instrukcji obsługi – nota bene dostępnej w pełnej wersji również w języku polskim.
Nawet obsługa sekwencera jest tak prosta i intuicyjna, że bez problemu
w długi weekend – trochę z nudów ;) – nagrałem sobie na sekwencerze
Fantom-S taki oto utworek:
Ethnic
Przyznam, że pracując przez pół dnia na pokładowym
sekwencerze nie odczuwałem dyskomfortu z powodu pracy na sprzętowym
sekwencerze. A to już bardzo wiele. Więcej – konstrukcja sekwencera w
Fantom-S została niejako zapożyczona z komputerowego oprogramowania
sekwencerowego! Mamy bowiem do dyspozycji okno aranżu z „klockami”
odpowiadającymi pojedynczym taktom (analogicznie, jak to było w kiedyś
moim ulubionym sekwencerze – MasterTracks Pro 6.5), menu wzorowane na
edytorze typu PIANO ROLL (KEY EDITOR w Cubase), edytor LIST,
zaawansowane funkcje edycyjne... W sumie zabrakło mi tylko dwóch
elementów – brak funkcji cofnięcia dokonanej operacji wymuszającej tym
samym konieczność częstego zapisywania sekwencji oraz dostępnej z
poziomu sekwencera funkcji wyciszania i solowania ścieżek. Na szczęście
funkcje te dostępne są z poziomu miksera programu PERFORMANCE. Ale
dlaczego nie wykorzystano np. w trybie sekwencera 16 padów choćby do
włączania/wyłączania ścieżek? O ileż prościej by się pracowało nad
„miksem”...
Nie zmienia to faktu, że tak potężnego sekwencera sprzętowego nie
uświadczymy w wielu instrumentach... Pamięć 400 tys. znaków, możliwość
nagrania sekwencji o długości 9998 taktów, 16 ścieżek z możliwością
zapisu na wielu kanałach MIDI na jednej ścieżce (!) co w połączeniu z
możliwością nagrywania w trybie MIX daje nam nieograniczone możliwości,
oddzielny track do zmian tempa i sterowania beatem arpeggiatora
perkusyjnego, nagrywanie w czasie rzeczywistym i krokowym. No i
rozdzielczość 480 TPQN. Do tego możliwość zapisu utworów na kartach
pamięci SmartMedia z funkcją... przerzucania z komputera nagranych
wcześniej sekwencji SMF przez złącze USB.
Instrument jest świetny, doskonale brzmiący, dopracowany. Wprawdzie nie wprowadza rewolucji technologicznej, ale w sposób zasadniczy podnosi jakość i zakres możliwości twórczych. A czyż nie o to właśnie chodzi?
W zasadzie można się przyczepić jedynie do dość małej polifonii. Ale przy konkretnie brzmiących barwach nie chce się dużo grać ;)
Radek Barczak
Dystrybutor: Roland Polska
|