|
Roland od dłuższego czasu jest jedynym producentem, który ma w ofercie
przystępne cenowo, klasyczne konstrukcje typu stage piano. Bo choć
każdy producent „klawiszy” produkuje „przenośne” pianina cyfrowe, to
nie są to pełnoprawne piana sceniczne...
Radek Barczak

Przyznam, że kontakt z RD-150 miałem dość pobieżny... Ot, kilka razy
usiadłem sobie do tego instrumentu w różnych sklepach muzycznych. Co mi
bardzo przypadło do gustu w tym modelu, to możliwość kontroli proporcji
brzmieniowych i „jasności” brzmienia za pomocą dedykowanych
potencjometrów. Również i barwy były bardzo zadowalające - zwłaszcza
wszystkie piana elektryczne i klawinety.
Gdy dotarł do mnie najnowszy RD-170 ucieszyłem się. Zwłaszcza, że nastąpiło to tuż przed zlotem grupy gitarowej PRMG,
na której miałem być jedynym klawiszowcem... Tak wyposażony nie bałem
się potyczek dźwiękowych na scenie nawet z trzema gitarzystami
jednocześnie ;) Tak więc test zacznę nietypowo - od relacji z naprawdę
ostrego grania!
Podłączenie instrumentu do zestawu nagłośnieniowego nie stanowiło
żadnego problemu - dwa typowe złącza jack 1/4" zostały wpięte do
miksera. Drobne zastrzeżenie można mieć do braku opisów gniazd na
górnej części panelu instrumentu - w trudnych warunkach oświetleniowych
trafienie do odpowiedniej „dziury” bywa kłopotliwe ;)) Podłączając
instrument w niemal kompletnych ciemnościach musiałem wspomóc się
zapalniczką - faktem jest, że nie znałem jeszcze dość dobrze
instrumentu... Teraz potradziłbym sobie „organo-leptycznie”.
W sytuacji większej sceny do wyprowadzenia dodatkowego odsłuchu dla
klawiszowca może posłużyć jedno z dwóch wyjść słuchawkowych (stereo
jack 1/4") umieszczonych w tylnej części obudowy. Przyznam, że
żałowałem, że nie miałem dodatkowego odsłuchu - konkurowanie z trzeba
gitarzystami i basistą dysponującymi własnymi wzmacholami (a każdy chce
być SŁYSZALNY...) sprawiło, że chwilami musiałem się opierać na
manualnym wyczuciu w ogóle nie słysząc, co gram ;) Na szczęście podczas
którejś z przerw między utworami zotałem „dogłośniony” (dzięki Koni ;)
stosując sprytny chwyt - ustawiłem głośność w klawiszu na 1/3 tak, że
później mogłem sam w razie potrzeby zwiększyć głośność swojego
instrumentu ;P
Niestety - jedynym nagraniem z jammu (Leszek Cichoński + Vilq + Koni
/gitary/, Soczewa /perkusja/, Grooveman czyli ja /hammond na RD-170/,
basista-nie-rozpoznany /??/) jest zapis na telefon GSM o 8-bitowej
rozdzielczości... Załączam link do fragmentu nagrania - nawet przy 8-bitowym nagraniu RD-170 jest słyszalny ;), choć jakość pozostawia BARDZO wiele do życzenia...

Zacznę od tego, że Roland RD-170 NIE SZUMI! Wiele instrumentów
określanych jako przenośne pianino, a wyposażonych w zintegrowany
system nagłośnieniowy, po podłączeniu do dużego zestawu
nagłośnieniowego objawia niezbyt porządaną cechę jaką jest dość znaczny
szum własny. Wewnętrzne systemy nagłośnieniowe są tak skonstruowane, że
owych szumów nie słuchać - cała prawda wychodzi na jaw dopiero po
podłączeniu do zewnętrznego systemu nagłośnieniowego (choćby zestawu
hi-fi). Roland RD-170 jest wolny od tej przypadłości. Duży plus na
początek!

Następną zaletą w pracy scenicznej jest wyraźne podświetlenie klawiszy
funkcyjnych. W ciemnościach nie ma większego problemu z trafieniem w
odpowiedni klawisz zmiany barwy czy klawisz funkcyjny. Dodatkową zaletą
jest różnokolorowe podświetlenie barw przy podziale klawiatury (na
pomarańczowo oraz na zielono).

Najważniejszą jednak zaletą tego instrumentu jest udostępnienie szeregu
KONKRETNIE BRZMIĄCYCH BARW - wybór jest na tyle szeroki, że na potrzeby
muzyka estradowego więcej nie trzeba. Każda z grup instrumentów jest
wyposażona w 4 wariacje, mamy więc do dyspozycji 4 barwy fortepianu, 4
barwy backgrund'owe łączące fortepian z padami lub z pianem
elektrycznym, 4 barwy piana elektrycznego a'la Fender Rhodes i 4 o
klangowatym charakterze barw rodem z syntezatorów serii DX firmy
Yamaha. Do tego 3 ŚWIETNE klawinety (no i klawesyn...). Rewelacją
okazały się barwy organów nawiązujących do brzmienia Hammondów.
Użytecznym dodatkiem okazały się barwy gitar basowych - na początku
jammowania nie było „odważnego” basisty na sali (wstyd, panie i panowie
basiści z PRMG ;) Więc musiałem podzielić klawiaturę na dwie części i
samemu realizować partię basisty i „klawisza”.
Przygotowanie instrumentu zajęło mi 8 sekund - wybór
barw dla trybu podziału + ustawienie proporcji pomiędzy basem i pianem
elektrycznym + dostosowanie globalnej głośności. Na koniec jeszcze
musiałem nieco rozjaśnić barwę piana - naturalnie wszystkie parametry
dostępne były za pośrednictwem dedykowanych potencjometrów bądź
klawiszy (np. określenie punktu podziału dostępne jest po 3-sekundowym
przyciśnięciu klawisza SPLIT).
Przesłuchując barwy w warunkach sklepowych (najczęściej na słuchawkach)
nie mamy tak na prawdę pewności, czy w aranżu barwy te zabrzmią
dobitnie i w rozpoznawalny sposób... Scena i ćwiczenie w domku lub
praca w studiu rządzą się odmiennymi regułami. W domu czy w studiu
można doszukiwać się finezji brzmienia poszczególnych barw. Na scenie
liczy się konkret - brzmi, albo nie. Albo barwa „przebija” się przez
inne instrumenty, albo nie. Jakkolwiek w brzmieniu barw RD-170 można
doszukać się wielu subtelności, to i na scenie barwy są doskonale
słyszalne. Przychodzi mi na myśl pewnie dziwne skojarzenie - po prostu
dźwięki RD-170 brzmią na tle kapeli jak gwoździe. Są mocne, dźwięczne i
rozpoznawalne. W ustawieniu fabrycznym dotyczy to wprawdzie „jedynie”
70% wszystkich barw (na szczęście tych najważniejszych - bo kto na
scenie gra na klawiszu partię gitary akustycznej ;), ale... od czego
potencjometr BRILLIANCE? Podnosząc jego ustawienie na maxa, na scenie
bronią się już wszystkie barwy (choć nie zawsze jest sens je
wykorzystywać ;).

Radek Barczak
Dystrybutor: Roland Polska |