Event TR5
23.06.2003.

ImageNieprawdopodobny rozwój i przystępność komputerowych systemów muzycznych zainicjował rozkwit nie tylko w ofercie rynkowej producentów kart dźwiękowych i oprogramowania. Niezbędnym składnikiem każdego studia są studyjne monitory odsłuchowe. Zaczęły się więc pojawiać jak grzyby po deszczu...

Robert Bart

 

ImageZasadniczym zadaniem monitorów studyjnych jest możliwie wierne odtwarzanie dźwięku - bez zbędnych podbić czy zakolorowań. W klasie monitorów bliskiego pola do niedawna obowiązywał jeden standard - Yamaha NS10M, choć paradoksal;nie z liniowością te monitory mają niewiele wspólnego ;) Ten niepisany standard miał i głębszy sens. Obojętnie, w jakim studiu byśmy się znaleźli, to wiadomo było „jak” słuchać nagrywanego i miksowanego materiału. I nie chodzi o to, że charakterystycznie wyglądajęce „jamaszki” z „białym” głośnikiem średnio-niskotonowym były DOSKONAŁE brzmieniowo - nie. Miały (i nadal mają) ograniczenia zwłaszcza w dolnym paśmie dźwięku, którego po prostu... nie przenoszą. O to przecież chodzi w nagrywaniu dźwięku - świadomość dźwięku i jego brzmienia, charakteru jest podstawą przy nagrywaniu i miksowaniu.

Image
Ta specyficzna „równowaga” została zniweczona wraz z pojawieniem się wielu nowych producentów i dziesiątków nowych modeli. Wielokrotnie owi producenci zapominali (lub niewystarczająco dbali) o to, aby dźwięk rekreowany przez monitory studyjne był możliwie wierny, bez „kolorowania” dźwięku, czynienia go „ładniejszym” (czyt. przyjemniejszym dla ucha), niż jest w rzeczywistości. Choć Event od kilku lat ma w ofercie monitory studyjne, to niniejszy test jest dla mnie pierwszym spotkaniem z tym producentem. Jaką drogę obrał Event?

Najlepszą z możliwych, ale o tym za chwilę. Zaraz po odebraniu przesyłki rozpakowałem paczkę (jedną !?!) i wypakowałem monitory. Hmmm - raczej monitorki ;) Wykonane z mocno sprasowanej płyty MDF obudowy okazały się jednak dość ciężkie - wszak to monitory aktywne, więc we wnętrzu kryją wzmacniacz. A nawet dwa - oddzielnie dla głośnika wysokotonowego i niskotonowego. Zastosowano tradycyjne przetworniki dynamiczne:
- niskotonowy o średnicy 5.25"
- wysokotonowy o średnicy 25 mm, chłodzony cieczą ferrytową.
System akustyczny jest uzupełniony jednym wylotem bass-reflex o średnicy 30 mm.

ImageTo, co na wstępie bardzo przypadło mi do gustu, to skuteczna osłona głośnika wysokotonowego - wszak monitorki będą stały przeważnie w „domowych” studiach. A niech przyplącze się do domu ciekawski bratanek wtykający paluchy we wszysko, co zobaczy? Brrrr. Aż strach pomyśleć o konsekwencjach... Przecież głośnik niskotonowy nie jest zabezpieczony! Chyba przesunę monitory jeszcze dalej od krawędzi blatu biurka ;)

ImageKolej na podłączenie monitorów do karty dźwiękowej ;) I tutaj kolejna niespodzianka, jak najbardziej pozytywna. Zawiedzeni będą jedynie użytkownicy kart Sound Balster (zabrakło mini-jacka ;). No, ale w końcu od czego są „przejściówki” lub... lutownica. Poza tym jest wszystko - symetryczne XLR i jack 1/4" oraz niesymetryczne cinch. Podoba mi się (choć mam Sound Blastera ;)

Do regulacji wzmocnienia służy niewielkich rozmiarów potencjometr pozwalający dostosować poziom sygnału wchodzącego do monitorów. Niestety nie został wyposażony w „zaskoki”, a regulowany jest płynnie. Nie ma również przełączników do adaptacji brzmienia (lekkie podbicie/tłumienie góry i dołu w celu skompensowania wpływu pomieszczenia i ustawienia).

Wiem, że Event TR5 mają ambicje być full-wypas profesjonalne, ale wygodniejszym rozwiązaniem byłoby usytuować potencjometr z przodu. Pod warunkiem, że nie chorujemy na „syndrom bratanka”, który jak zobaczy gałkę, na pewną ją zacznie kręcić... Więc może dobrze się stało?

Image

Po włączeniu zasilania z przodu, pod głośnikiem niskotonowym zapala się dioda - niestety w kompletnie nie-sexownym kolorze zielonym. Szkoda. Ale, skoncentrujmy się na pracy ;)
Monitory zagrały. Zagrały wyrównanym (!) pasmem, z nieznacznie tylko podbitym średnio-górnym pasmem. Ale to lepiej, zwłaszcza jesli posiadamy „jako-taki” mikrofon. Takie „nastrojenie” monitorów owocuje lepszą selektywnością brzmienia wokalu, ale również blach perkusyjnych. Kontynuując testy odsłuchowe polegające na razie na odtwarzaniu ulubionych utworów zacząłem w pewnym momencie szukać... basu. I owszem - jest, ale przyzwyczajony do tzw. zestawu kina domowego... Sami wiecie, jak to jest ;)
Oto krótki raport czytelności i wierności reprodukcji różnych typów dźwięków w skali od 1 do 10:
- wokal żeński: 8
- wokal męski: 8
- fortepian: 9
- trio jazzowe (fortepian, kontrabas, perkusja): 8; czyli jednak bas jest ;)
- perkusja: 7
- gitara akustyczna: 8
- jazz elektryczny: 7
- organy Hammond: 6 (bas nie wyrabiał)
- orkiestra symfoniczna: 8

Dźwięk jest selektywny, momentami wręcz wybiórczy i dość kierunkowy (to chyba dobrze ;). Jedyne, do czego można mieć zastrzeżenia, to brak sub-basu. Wprawdzie bass-reflex jest, ale jego konstrukcja nie została tak wyżyłowana, jak np. w przypadku monitorów Yamaha MSP5 (do pracy z nimi trzeba zakładać gogle narciarskie - tak dmucha ;)

ImageCzas na „badania”. Ponieważ testem zostałem niejako zaskoczony, a dodatkowo okres testu obejmował jeden z kolejnych „długich weekendów” o umówieniu się w komorze bezechowej na pomiary nie mogło być mowy :( Trudno - trzeba sobie radzić samemu. No, nie do końca samemu (dzięki, MB i... jeszcze ktoś ;).

Podając do TR5 sygnał z generatora, dźwięk zaczyna się wydobywać z testowanych monitorów od częstotliwości ok. 45 Hz (może nieco mniej). To by się zgadzało z tym, co podaje producent (od 45 Hz, choć przy spadku -3 dB od 53 Hz). Ciekawostką jest, że przy dość dużym poziomie sygnału testowego pojawia się... furkot wydobywający się z otworu bass-reflex. Wprawdzie z innych monitorów z bass-reflex podobny odbłos również się wydobywa, jednak TR5 bije pod tym względem rekordy.

Podawany sygnał testowy wędruje sobie w miarę płynnie, by przy zakresie 2 kHz - 5 kHz być nieco głośniejszym. Warto zaznaczyć, że podział pasma pomiędzy głośnikami jest przeprowadzony za pomocą filtrów o nachyleniu 6 dB/oct. na wysokości 2.6 kHz. W górze trudno mi ocenić (nie jestem nietoperzem ;), ale do jakichś 18 kHz rozpoznawałem wysokość, a później był już tylko pisk...

ImagePisk będzie, jak się okaże, jaka jest cena Event TR5. W Polsce, u nowego dystrybutora mają kosztować nieco ponad 2500 zł - ZA PARĘ. Tańszych monitorów z prawdziwego zdarzenia nie znam. Więcej - MB pewnie się nie zgodzi, ale osobiście (to całkowicie subiektywna ocena ;) wolę TR5 od jego MSP5. Choć i tak w ostatecznym rozrachunku wolę... NS10M - dla mnie nadal wzór. Co ciekawe, testy porównawcze TR5 + MSP5 + NS10M pokazały interesującą rzecz - TR5 ma zdecydowanie bliżej do NS10M, niż MSP5. Fakt faktem, TR5 nie zagra „dyskotekowo”. Przy zgrywaniu muzyki do filmu z głębokimi efektami basowymi również się nie sprawdzi. Kłopoty pojawią się również przy „przebasowanej” muzyce technicznej.
Okaże się natomiast interesującą propozycją przy nagrywaniu i miksowaniu wokalu, wszelkich instrumentów akustycznych, syntezatorów oraz muzyki tworzonej na syntezatorach programowych VSTi. Choć w przypadku tych ostatnich należy pamiętać, żeby nie starać się na siłę uzuskać sub-basu, bo i tak się go nie osiągnie, a miks czy nagranie się „przebasuje”.

Event TR5 przy swojej charakterystyce brzmieniowej są chyba najlepszymi monitorami w tej klasie cenowej. Ale nie zapeszajmy, bo mają się pojawić wkrótce w testach nowe monitory studyjne firmy Roland ;)

Robert Bart

Dystrybutor: Roland Polska
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
OSKAR

Logowanie

Zarejestruj się, zagłosuj w ankiecie i wygraj APS IO





Nie pamiętam hasła
Konto? Zarejestruj się!
Interton
APS Monitors
Arcade Audio RCF
internetowy sklep Perkusje.pl
Music Center Poznań Śródka
Music Store
Roland
T.Burton
AudioTech
Case-Pack