|
Karta dźwiękowa jest we współczesnym studiu domowym nieodzowna. To od
jej jakości i funkcjonalności zależy, czy praca nad dźwiękiem będzie
dla nas komfortową, czy stanie się przyczynkiem do niepotrzebnych
stresów. Dla wielu muzyków najważniejszym elementem – prócz oczywiście
ceny... – zdają się być parametry jakościowe karty/interfejsu. Czy na
pewno jest to najważniejszy element?

Multitest kart dźwiękowych i interfejsów audio wydłużył się nieco ;)
Postanowiliśmy bowiem nie ograniczać się jedynie do przedstawienia
wyników pomiarów dokonanych w pętli programem RMAA. Postanowiliśmy
rozszerzyć nasz multitest do zaprezentowania różnorakich rozwiązań do
domowego i projektowego studia w oparciu o karty i interfejsy, które
przewinęły się przez naszą redakcję w ciągu ostatniego roku. Już
wkrótce zamieścimy obszerny artykuł na ten temat ;)
Na wstępie jednak komentarz do pierwszych dwóch części multitestu kart
dźwiękowych „popełniony” przez Jacka Hajnrycha (JH). Hmmmm...
***
Teraz pewnie sobie nagrabię... ;-)
Przeczytałem multitest kart dźwiękowych i interfejsów audio/MIDI (obie
części) i jakoś zdania nie zmieniłem ;-) Jestem fanem pewnych marek, a
innych nie-fanem. Mój entuzjazm wobec pewnych rozwiązań wynika z
przykrych doświadczeń z innymi. Może to z wiekiem przychodzi... ;-) ,
że zaczyna się cenić samochody nie najszybsze, a komfortowe, nie
najładniejsze, a bezpieczne. No a przede wszystkim takie, w których
wiadomo, co tak naprawdę w środku siedzi. Analogia do kart wydaje mi
się chyba trafiona. Ale po kolei...
MB już właściwie napisał już w pierwszej części multitestu kart to, co
i ja chciałbym podkreślić. A mianowicie chodzi o brzmienie. Producenci
bardzo lubią chełpić się osiągami ich kart, a tak naprawdę to mniej lub
bardziej dokładnie cytują fabryczne osiągi samych przetworników. Swego
czasu miałem kartę, reklamowano jej rzekome 123 dB SNR... Szkoda tylko,
że tak naprawdę to o niczym nie świadczyło, a już na pewno nie
wskazywało rzeczywistych właściwości toru audio. Współczesne
przetworniki to naprawdę wyspecjalizowane układy, i faktycznie same w
sobie mogą zapewniać wyśmienite parametry. Niestety to jest dopiero
początek... Sam sposób zasilania karty, układ ścieżek, ułożenie
elementów, jakość użytych wzmacniaczy operacyjnych itd. To wszystko
potrafi zdrowo zdegradować sygnał, jeśli zostanie zaprojektowane
niewłaściwie. Same przetworniki użyte w amatorskich kartach oferują
dziś parametry będące na poziomie profesjonalnych rozwiązań sprzed
kilku lat. Przy tak ogromnej, masowej ich produkcji koszty odgrywają
niebagatelną rolę. Producenci przetworników oferują rozwiązania tańsze,
przeznaczone do mniej wymagających zastosowań. Bardzo często w
przetwornikach ogranicza się układ wejściowy do jednego (single-ended),
co niestety oznacza mniejszą dynamikę, większą podatność na zakłócenia.
To trochę tak, jak z symetrycznymi i niesymetryczne wejściami. Czasem
to nie przeszkadza, ale w określonych warunkach, gdzie sygnał narażony
jest na szereg zakłóceń, niesymetryczne połączenia potrafią przyprawić
realizatora o zdrowy ból głowy. A karta w komputerze jest właśnie w
takim środowisku. Swego czasu producenci ratowali się przeniesieniem
układu wejściowego na zewnątrz komputera. Kilku innych skrzętnie z tego
pomysłu skorzystało... lekko go modyfikując, bo owszem – pudełka na
zewnątrz były, ale przetworniki zostały wewnątrz komputera. Korzystali
z nieświadomości klientów. Oczywiście nie wszyscy.
Lynx, RME potrafią zaproponować układy umieszczone na PCB zarazem
oferując wyśmienity tor audio. W specyfikacji technicznej przetworników
można znaleźć informację, iż przetwornik posiada duża tolerancję na
jitter. Może i tak, ale problem w tym, żeby przetwornikowi zapewnić jak
najbardziej stabilny zegar, bo przy dużych wahaniach zegara to i
tolerancja niewiele da. Prawdziwy problem zaczyna się, kiedy karta
posiada kilka wejść i wyjść. Swego czasu zrobiłem test polegający na
wysłaniu na wszystkie możliwe wyjścia karty (analogowe i cyfrowe) tego
samego przebiegu – czystego sinusa, jednocześnie rejestrując go ze
wszystkich wejść – karta miała zrobioną pętlę na zewnątrz. Wyniki
okazały się dla pewnych rozwiązań druzgocące. Nie dosyć, że kompletnie
rozjechały się względem siebie wyjścia cyfrowe S/PDIF i ADAT, to
„wewnątrz” 8 kanałów z jednego portu ADAT różnice były nawet
kilkanaście sampli! To jest nie do przyjęcia. Różnica między złączami
analogowymi, a cyfrowymi tak naprawdę była niewspółmiernie duża w
stosunku do podawanej przez producenta latencji. Zaś sinus nie do końca
pozostał sinusem. I tak widziałbym test odsłuchowy – poza subiektywnym,
nausznym ocenianiem sprawdzenie faktycznych zakłóceń poprzez analizę
sygnałów testowych. Niestety to wymaga dosyć kosztownego oprogramowania
lub sprzętu... RMAA jest dobrym narzędziem, ale niestety nie
pozbawionym błędów i – co ważne – z pewnością nie jest oparte na tak
fachowych algorytmach jak chociażby HpWWorks.
W mojej ocenie test odsłuchowy wyszedł trochę przypadkowo – co można
zauważyć po niezbyt spójnych ocenach niektórych testerów i
odzwierciedla średnią owej przypadkowości ;-) Bez urazy dla
uczestników, ale takie testy wymagały podejścia do tematu w sposób
nieco bardziej skomplikowany i przede wszystkim jeśli jest to test
relatywny to w założeniu słuchający powinni wyśmienicie być osłuchani w
testowym materiale. Czy tak było?
„ASIO-in-Hardware”
To modne określenie tak naprawdę nie ma związku z jakimkolwiek
odciążaniem komputera od zadań związanych z wtyczkami. Dobrych kilka
lat temu większość kart nie potrafiła obsłużyć trybu Bus Mastering. Bus
Mastering działa analogicznie do trybu DMA dla dysku. Bezpośredni
dostęp do pamięci (DMA) pozwala przejąć chipsetowi pewne zadania
związane z przesyłaniem danych, które dotąd musiały być wykonywane
przez procesor (tzw. tryb kopiowania). W czasach dosyć wolnych
komputerów był to krok milowy, bo np. pracujący napęd CD potrafił
zabrać całe 4-5% mocy procesora! Zatem DMA pracuje niejako w tle, bez
wiedzy procesora. Dziś jest to „normalne” i nikt sobie nie wyobraża
pracy dysku bez trybu DMA. Dokładnie tak samo jest z „ASIO-In-Hardware”
– czyli obsługą kart PCI z pominięciem trybu kopiowania przez procesor.
Wystarczy przypomnieć sobie kłopoty z pracą wielośladową na kartach
Delta 1010. Karta z jednym torem wejściowym stereo i drugim takim samym
wyjściowym nie potrzebuję tego, bo ilość danych przez nią
transferowanych jest niewielka. Ale praca wielokanałowa to ogrom danych
do przesłania i procesory sprzed kilku lat, w połączeniu z małą
przepustowością szyny (pamiętacie problemy „wąskiego gardła” chipsetów
VIA KT133/266?) nie radziły sobie z tym. Stąd trzaski w nagraniach,
stąd zdecydowane omijanie tego chipsetu np. przez Echo-Audio. Dlatego
pionierzy w tej branży – RME – postanowiło zaadoptować tę technologię
do kart audio, a że Bus Mastering niewiele mówi użytkownikom nazwano to
ASIO-In-Hardware, co tak naprawdę nie jest dalekie od prawdy.
Aplikacja, jak np. Cubase, kieruje strumień danych do portu wave, a
obsługa portu za pośrednictwem sterownika wysyła je wprost do karty, a
nie, jak w trybie bez ”ASIO-In-Hardware” to kolejki zadań procesora i
stąd dopiero do karty. Jak to sprawdzić? Z pewnością nie w prosty
sposób porównując odtwarzanie projektu przez różne karty i obserwując
wskaźnik obciążenia. Zwróciłem uwagę, iż korzyści w dzisiejszych dniach
są niewielkie – procesory bez problemu poradzą sobie z takim zadaniem,
ale przede wszystkim należałoby porównać system o możliwie dużej
liczbie wejść i wyjść, uaktywnić je we wspomnianym Cubase i włączyć
nagrywanie. Dopiero transfer wielokanałowych danych z wejścia do
wyjścia potrafi pokazać faktyczną wydajność karty, czego niestety w
teście nie pokazano. Reasumując „ASIO-In-Hardware” to nie dopalacz, to
sposób pracy karty, który dopiero przy dużych projektach
wielokanałowych może się ujawnić. Zatem bezcelowe jest porównanie
takiego Audiophile 2496 z 4 wejściami i 4 wyjściami z systemem 18 torów
wejściowych i 20 wyjściowych... Dla ścisłości – FireWire tak naprawdę
dopiero raczkuje i nie obsługuje DMA czy „ASIO-In-Hardware” stąd
wyjaśnienie „gorszej” wydajności wielokanałowych systemów opartych na
FW.
Latencja
Pewnie mało kto wie, że latencja, która podaje panel karty to nic
innego jak zwykła notka tekstowa podawana przez producenta, która ma
się nijak do rzeczywistej latencji. Po prostu panel – a tym samym
program, jak np. Cubase – odczytuje tę informację z danych tekstowych
sterownika, więc pisać można cuda. I cuda są wypisywane. ASIO używa
tzw. podwójnego buforowania. A mało który producent karty zamierza o
tym informować klienta... A więc 3ms u jednego oznacza faktyczne 3ms, a
u innego... 6ms. Oczywiście zakładając, że producent jest szczery w
ogóle... Ale bywa różnie.
Wspomniane dwa bufory ASIO to owa latencja razy dwa, ale to nie
wszystko. Oprócz bufora ASIO każda karta posiada własny bufor, o którym
to już mało który podręcznik użytkownika raczy wspomnieć. To, że
przetwornik potrzebuje nieco czasu w ogóle się zapomina... Zatem
kolejny punkt do tyłu dla testu. Bo należało taki test przeprowadzić
inaczej – na przykład odtworzyć impuls jednocześnie rejestrując go
przez zewnętrzną pętlę na kolejnej ścieżce i z różnicy między źródłem,
a tym, co zarejestrowano wyliczyć faktyczną latencję karty i porównać
jak to się ma do tego, co podaje producent. A to dopiero powinno
stanowić punkt wyjścia do testów wydajnościowych.
Wydajność
W świetle powyższego mojego wywodu ;-) cały test wydajnościowy niczego
nie wykazuje. Dlaczego? Raz jeszcze – należałoby ustalić rzeczywistą
latencję karty, czego nie uczyniono. Więc test legł w gruzach u
podstaw. Dwa, nie można porównywać dwuosobowego samochodu wyścigowego z
autobusem pełnym Ar .... ;-) Czyli nie można porównywać karty z
wejściem stereo z systemem 20-kanałowym. Jedyne, czego ten test dowodzi
to na ile dana karta jest bagażem dla systemu, co przy kartach
wielokanałowych jest naturalne, iż są ”cięższe” dla systemu. A porty
MIDI? O nich mało kto pamięta. Porty MIDI też potrafią sporo obciążyć
system, potrafią ładnie „rozjechać” ślady, potrafią ładnie się
nie-synchronizować ;-) Nie wspominając o tym, że czasem ładnie
„świerszczą” w torze audio własnej karty...
Komfort pracy
Tego też w teście nie było. Jak karty radzą sobie z monitorowaniem, czy
poprawnie obsługują Direct Monitoring zaszyty w Cubase 2.x i Nuendo
2.x. Jak radzą sobie z zewnętrznym zegarem, czy sterowniki są
multiklient, jak wygląda praca na kilku programach jednocześnie...
Podsumowując, wyjaśniam dlaczego zdania nie zmieniłem, jeśli chodzi o
moją ocenę kart. Co jest ważne w profesjonalnej pracy? Zawężając temat
do kart audio niewątpliwie jednym z najważniejszych elementów jest
jakość toru audio. Ponieważ w tej materii test polegał głównie na
subiektywnych odczuciach słuchających może stanowić jedynie wskazówkę,
w która stronę zmierza ogólne brzmienie – jasne, ciemne itd. Test nie
mówi nic o przetwarzaniu sygnałów wielośladowych i synchronizacji
między kanałami. Nie wyobrażam sobie pracy z kartą, która przesuwa mi
dane nawet o kilka sampli na poszczególnych torach jednego złącza. Ten
test nic nie mówi o jitterze, jak karty radzą sobie z niestabilnością
zegara – nie tylko własnego, ale również wtedy, kiedy są taktowane z
zewnątrz. Nic nie wiemy o zniekształceniach powstających w układach
wejściowych i wyjściowych – tych mierzalnych, a słyszalnych w naprawdę
ascetycznych warunkach studyjnych. Wykazana wydajność kart nie jest
również dla mnie żadnym odnośnikiem, dlaczego – wyjaśniłem wyżej. A
czego mi zabrakło w teście?
A na przykład testu na support techniczny. Gdyby tak posłać do
producenta wszystkich kart błagania o pomoc, bo „coś tam nie działa” –
w takiej formie, w jakiej to oferuje producent – forum, newsgroup,
email i zmierzyć „latencję” serwisu, jeśli w ogóle odpowie ;-) To jest
mierzalny wynik troski o klienta. Sterowniki – kiedy ostatnio były
aktualizowane i jak szybko producent reaguje na dostrzeżone błędy, co
wiemy o współpracy kart z WinXP z łatką Service Pack 2, w szczególności
dotyczy to producentów kart FireWire (błąd obsługi FW 800), czy
producent oferuje sterowniki do innych systemów (Linux, MacOS).
To wszystko składa się dla mnie na w miarę obiektywną ocenę karty. I
cały ten elaborat nie naskrobałem, aby pognębić testujących – bo chwała
im za to, że w ogóle podjęli się tak ogromnego zadania – ale po to, aby
namówić ich na kolejny test, uwzględniający powyższe uwagi. Wydaje mi
się, że wtedy publikacja takiego testu mogłaby przyprawić o ból głowy
dystrybutorów, ale użytkownikom może dać pojęcie jak tak naprawdę są
traktowani przez producentów, dać więcej pewności, że nie kupią kota w
worku i zapewnić sobie takie stanowisko pracy, które da im wreszcie
pracować, a nie rozwiązywać techniczne problemy.
Ot moje dwa grosze... ;-)
Jacek Hajnrych
***
Ciut nas zdruzgotał ten Jacek ;))) Tak się jednak
składa, że w zasadzie zgadzamy się ze wszystkimi uwagami, choć też z
drugiej strony zaznaczmy, że zrealizowanie wszystkich postulatów Jacka
wiązałoby się z koniecznością dysponowania zdecydowanie wyższym
budżetem, niż to w polskich warunkach możliwe... Nikt też nie twierdzi,
że multitest odsłuchowy – a właściwie jego wyniki – były bezpośrednią
wykładnią jakości kart. Naszym zdaniem wnioskiem płynącym z części
odsłuchowej jest to, że mitologizowanie jakości brzmienia w większości
przypadków jest absurdem. I ten absurd – mamy taką nadzieję – obnażył
multitest kart i interfejsów w części odsłuchowej ;)
Wróćmy do trzeciej części naszego multitestu.
Umówmy się – rozwiązania budżetowe, czyli karty i
interfejsy powiedzmy do 2500 zł (zwłaszcza wielowejściowe i
wielowyjściowe rozwiązania z przetwornikami A/C/A) nie są profesjonalnym sprzętem studyjnym.
Nie oznacza to jednak, że przy użyciu takiej karty nie można stworzyć
zawodowo brzmiącej produkcji. W końcu pracując w warunkach studia
domowego w środowisku cyfrowo-komputerowym, w sporej części za
brzmienie odpowiedzialne są i tak narzędzia programowe uzupełniane
ewentualnie przez budżetowe procesory analogowe. Na jakie więc
parametry i elementy powinniśmy zwracać uwagę poszukując rozwiązania
dla swojego domowego studyjka?
Wewnętrzna czy zewnętrzna?
Jeśli kupujemy kartę/interfejs dla komputera stacjonarnego, to wybór
jest jeden – wewnętrzna karta PCI (uzupełniona ewentualnie o zewnętrzny
interfejs znajdujący się w komplecie z kartą PCI). To w każdym
przypadku najszybsze i najmniej obciążające procesor rozwiązanie.

Jeśli kupujemy kartę/interfejs, która ma pracować
zarówno w konfiguracji ze stacjonarnym komputerem, jak i laptopem, to
najciekawszym rozwiązaniem jest karta na złączu PCMCIA – ale takiej w
naszym multiteście nie było. W drugiej kolejności powinniśmy
zainteresować się interfejsami na złączu FireWire lub USB 2.0. Tak się
składam, że testowaliśmy w różnych sytuacjach wyjazdowych i studyjnych
interfejsy MOTU 828mkII (FireWire) oraz Edirol UA1000 (USB 2.0) i oba
modele sprawdziły się doskonale – oba wykorzystaliśmy w nagraniach
koncertów, jak również później do miksu. Jakkolwiek obciążały nieco
bardziej komputer niż karty wewnętrzne, to przy wielośladowej
rejestracji nie miało to kompletnie żadnego znaczenia. Dopiero w
trakcie miksowania materiału skutkowało to koniecznością ograniczenia
ilości aktywnych wtyczek o około 5-10%. Mimo to oba interfejsy
umożliwiały komfortową pracę i gwarantowały stabilność. Warto
zaznaczyć, że oba interfejsy udostępniają dobrze opracowane
oprogramowanie miksera, zwłaszcza MOTU 828mkII oferuje genialne wręcz
możliwości krosowania sygnałów i sprzętowo realizowanego odsłuchu
monitorowego. Dość powiedzieć, że w jednym z koncertów MOTU 828mkII
wziął na siebie obsługę nie tylko rejestracji, ale również obsługę
torów monitorowych dla wykonawców. I wywiązał się z tego zadania bez
najmniejszych problemów. Trzeba było widzieć minę nagłośnieniowca – coś
pośredniego między niedowierzaniem a przerażeniem... Najlepsze było
jego pytanie „Nie boisz się?” ;))) Odpowiedź brzmiała – nie. Bo nawet w
przypadku zresetowania czy zawieszenia się komputera MOTU 828mkII dalej
pełni swoją rolę sprzętowego miksera. Najwyżej koncert by się nie
nagrał... Ale nic takiego nie miało miejsca.
Sterowniki
Pomijając kwestie budżetu – zawsze zbyt skromnego :(( powinniśmy na
początek zwrócić uwagę na kompatybilność karty z używanym przez nas
oprogramowaniem muzycznym. Jeśli korzystamy z softu ze stajni
Steinberga karta powinna mieć sprawnie działające sterowniki ASIO. Gdy
pracujemy na oprogramowanie Cakewalk/Sonar w pierwszej kolejności
zwróćmy uwagę na sterowniki WDM. Oczywiście, możliwe jest korzystanie
pod Sonarem ze sterowników ASIO, jednak program jest zoptymalizowany
pod kątem wykorzystywania sterowników WDM, więc w pierwszej kolejności
naszą uwagę powinniśmy zwrócić właśnie na ten element. Inna sprawa to
fakt, czy sterowniki faktycznie umożliwiają pracę w każdej z
oferowanych przez przetworniki karty częstotliwości i rozdzielczości
próbkowania. Przykładowo pod kontrolą sterowników WDM karty Terratec22
nie udało się w żaden sposób „zmusić” do pracy w trybie 24-bit/96 kHz.
Problemy pojawiały się również w przypadku interfejsu MOTU 828mkII,
gdzie wprawdzie udało się wykonać pomiary, ale karta nie zachowywała
się zbyt stabilnie w tym trybie pod kontrola sterowników WDM (pod ASIO
nie było tego problemu).
Kompatybilność
Oddzielnym problemem jest kompatybilność kart i interfejsów z
chipsetami płyt głównych oraz kontrolerów FireWire i USB. Najbardziej
chimeryczne są interfejsy na USB 2.0 oraz FireWire. Przykładowo Edirol
UA1000 kompletnie nie chciał współistnieć z chipsetem USB firmy SiS, a
w trakcie połączenia przez chipset firmy VIA jego praca była
spowolniona. Dobrze natomiast współpracował z chipsetami firmy Intel
oraz NEC. Interfejs MOTU 828 mkII świetnie sobie radził z chipsetami
FireWire firmy Texas Instruments oraz Intel, a już z niektórymi
kontrolerami VIA miewał problemy, zaś z chipsetem NEC w ogóle nie
chciał ruszyć...
Co do urządzeń wykorzystujących do transmisji danych interfejs USB 1.1
nie zanotowaliśmy żadnych niekompatybilności. Zwykle problemów nie
stwarzają obecnie również karty PCI, choć praktyka pokazuje, że
problemy mogą się pojawić głównie z powodu niekompatybilności chipsetu
karty dźwiękowej z chipsetem płyty głównej komputera. Ale nie tylko.
Winę za ewentualne problemy mogą ponosić również pozostałe komponenty
konfiguracji komputera –kontroler dyskowy, karta graficzna (!), ba –
nawet myszka! Wielokrotnie zetknęliśmy się z sytuacją, gdy zastosowanie
myszki USB powodowało pojawianie się trzasków w sygnale audio. Kiedy
indziej analogiczne zjawiska miały miejsce w przypadku myszek na złączu
PS-2. Nie ma reguły. Nieraz zdarzyło się, że zainstalowanie nowszych
sterowników karty graficznej zaowocowało pojawieniem się kłopotów z
kartą dźwiękową... Tak więc nie podchodźmy zbyt ortodoksyjnie do
konieczności uaktualniania wszelkich sterowników – jeśli coś działa
dobrze, to po co zmieniać? A jeśli już, to wcześniej „zrzućmy” sobie
konfigurację sprzed uaktualniania sterownika choćby programem Ghost...
Istotnym elementem jest również to, w jaki sposób traktujemy system
operacyjny naszego komputera – czy jest to „śmietnik”, w którym mamy
zainstalowane wszelkie możliwe aplikacje z włącznie z demówkami gier,
czy też zachowujemy ascetyczny porządek.
Ilość wejść i wyjść
Podstawowym elementem od którego powinniśmy zacząć w ogóle wybór karty
jest określenie ilość wejść i wyjść. Jeśli dysponujemy prostą
konfiguracją z przykładowo jednym syntezatorem sprzętowym ze złączami
MIDI możemy zadowolić się kartą z jednym wejściem stereo i jednym
wyjściem stereo. Gdy nasze prace nie ograniczają się tylko do
nagrywania sygnału z klawisza, a nagrywamy sygnały z mikrofonów
(wokale, instrumenty akustyczne, wzmacniacze gitarowe) musimy wziąć pod
uwagę dwa elementy konstrukcji karty – czy udostępnia przedwzmacniacze
mikrofonowe oraz czy dysponuje przynajmniej dwoma wyjściami stereo. W
końcu jakoś trzeba podać wokaliście czy gitarzyście sygnał na
słuchawki... Można się oczywiście ograniczyć do pojedynczego wyjścia
stereo i korzystaniu w trakcie nagrywania ze słuchawek zarówno w
przypadku muzyka, jak realizatora. Jeśli karta jest wyposażona we
wzmacniacz słuchawkowy wystarczy podłączyć do wyjścia dwie pary
słuchawek – jedną dla np. wokalisty śpiewającego do mikrofonu, a drugą
dla nas, czyli osoby realizującej. Innym rozwiązaniem może być
zastosowanie miksera, do którego podłączamy również monitory studyjne,
jednak trzeba wziąć pod uwagę taki mikser, który umożliwi wysłanie do
wejścia karty TYLKO sygnału z podłączonego do niego mikrofonu przy
zachowaniu odsłuchu sygnału z karty. Wśród tanich mikserów takich
rozwiązań jest niewiele... Można oczywiście posłużyć się w takim
przypadku torem wysyłki SEND – sygnał z mikrofonu nagrywamy przez
wyjście SEND podłączone do wejścia karty. Nie jest to rozwiązanie „po
bożemu”, ale skoro nie mamy odpowiedniego miksera... Jeśli dysponujemy
wejściami mikrofonowymi w karcie to problem poniekąd rozwiązuje się
sam. Należy jednak wziąć pod uwagę, że zwykle przedwzmacniacze
mikrofonowe na kartach są przeciętnej jakości... Zresztą dobór
odpowiedniej konfiguracji to temat na oddzielny artykuł.
Przy temacie ilości wejść i wyjść należy zwrócić uwagę na ewentualne
ograniczenia przy stosowaniu wyższych parametrów częstotliwości
próbkowania i rozdzielczości bitowej. Problem dotyczy kart EMU, gdzie
zastosowanie trybu 24-bit/96 kHz ogranicza ilość dostępnych wejść i
wyjść o połowę, a zastosowanie trybu 24-bit/192 kHz zmniejsza liczbę
dostępnych wejść i wyjść czterokrotnie (dotyczy to globalnej ilości
kanałów wejścia-wyjścia analogowych i cyfrowych). Tym sposobem przy
wyborze trybu 24-bit/192 kHz z kart EMU1212 M i EMU1820 robi się nam
stereofoniczna karta.
Funkcjonalność
Bardzo istotnym elementem jest funkcjonalność karty. Istotnym, a często
pomijanym elementem jest sposób zainstalowania/zabudowania złączy
wejściowych i wyjściowych karty/interfejsu. W trakcie testów
korzystaliśmy z okablowania ze standardowymi wtykami jack 1/4" TRS
firmy Neutrik – to w końcu światowy standard... I co się okazało? Próba
zainstalowania złączy tej firmy w niektórych modelach była ciut
ryzykowna - gniazda wejściowe i wyjściowe były bowiem zainstalowane
zbyt blisko siebie np. w EMU 1212M i 1820, gdzie wprawdzie udało się
włożyć wtyki, ale „na wcisk” tak, że powstawały naprężenia... Byliśmy
więc zmuszeniu zastosować okablowanie z węższymi, nie markowymi
wtykami. Inny problem dotyczył karty Terratec PHASE22, gdzie
zainstalowanie wtyków neutrikowskich obok wielozłącza było po prostu
niemożliwe.
Dochodzi jeszcze temat oprogramowania miksera karty – czy umożliwia
dowolne krosowanie sygnałów, w jaki sposób można ustalić poziomy wejść
i wyjść, czy karta umożliwia odsłuch bezpośredni z wejść, czy dopiero
po programie (który jak wiadomo zawsze wprowadza opóźnienia do
sygnału). Pod tym względem prym wiodą wcześniej wspomniane MOTU
828mkII, Edirol UA-1000, ale podobne możliwości udostępniają również
karta EMU1820, a w przypadku zainstalowania dodatkowych przetworników
A/C/A na złączu ADAT również EMU1212M, oba modele Creamware, Lynx L22
oraz RME HDSP9632.
W przypadku niektórych modeli kart producenci
udostępniają również „wirtualne” krosownice sygnałów. Przykładowo ECHO
MiaMIDI wyposażona jest w osiem wirtualnych wyjść, karty ESI i
Audiotrak mają cyfrową krosownice DirectWire pozwalającą na łączenie
wejść i wyjść pomiędzy różnymi typami sterowników.
Na specjalną wzmiankę zasługują karty EMU oraz
Creamware – udostępniają nie tylko możliwość dowolnej konfiguracji
miksera (ilość kanałów, wysyłki i powroty sygnałów) ale również całkiem
przyzwoity blok sprzętowo realizowanych efektów. Co ważne, efekty te są
dostępne z poziomu aplikacji jako wtyczki VST!
Przetworniki
Teraz temat jakości toru audio kart... Mitologizowanie przewagi w
jakości brzmienia jednych kart nad innymi to swoisty absurd – co
udowodnił test odsłuchowy ;) Pomijając starsze modele, które mają
zainstalowane przetworniki sprzed 3 i więcej lat, współczesne karty w
zasadzie bazują na zbliżonych jakościowo przetwornikach. W tym
wszystkim główną determinantą jakości jest raczej konstrukcja
analogowego toru karty – zastosowanych wzmacniaczy operacyjnych,
kondensatorów i innych elementów elektronicznych, sposobu prowadzenia
ścieżek na płytce drukowanej i rozwiązań związanych ze sposobem
zasilania karty. Tak naprawdę w każdej z grup cenowych większość kart
prezentuje zbliżoną jakość. Do pobrania udostępniamy tabelę z listą zastosowanych w poszczególnych kartach i interfejsach przetworników.
Oto lista producentów przetworników A/C/A:
• Asahi KASEI (AKM)
• Cirrus Logic
• Texas Instruments (TI)
• Wolfson Microelectronics
Na następnych stronach prezentujemy wyniki pomiarów w pętli wykonanych
programem RMAA. Niestety nie udało się nam dokonać pomiarów kart
Creamware (sterowniki nie „winszowały” sobie pracować z programem RMAA
w wersji 5.3 i nowszymi). Dlatego podajemy link do wyników zamieszczonych na stronie firmowej Audio Rightmark.
Lista kart i interfejsów została uzupełniona o:
• Audiotrak MAYA1010
• EMU1212M
• Fostex VC-8
Karty i interfejsy audio/MIDI do 1000 zł
Audiotrak MAYA44 mkII

***
EMU 0404

***
EMU 1212M

***
ESI Juli@

***
M-Audio Audiophile 2496

***
Novation SpeedIO

***
Terratec PHASE 22

***
Karty i interfejsy audio/MIDI od 1000 zł do 2500 zł
Audiotrak MAYA1010

***
ECHO MiaMIDI

***
Edirol UA-5

***
Creative Pro EMU1820

***
ESI Waveterminal 192M

***
ESI Waveterminal 192X

***
Fostex VC8

***
RME HDSP9632

***
Karty i interfejsy audio/MIDI powyżej 2500 zł
Edirol UA-1000

***
Lynx L22

***
MOTU 828 mkII

***
Novation ReMOTE25 Audio
 |