|
Przesterowane brzmienie gitary jest jednym z przykładów, gdy zjawisko z
punktu widzenia technicznego niepożądane i wręcz szkodliwe przypadkiem
stało się celem poszukiwań wielu pokoleń gitarzystów. Niniejszy
multitest został zainspirowany nadesłaniem przez dystrybutora firmy
Ibanez kilkunastu kostek, wśród których znalazły się bodaj wszystkie
przestery z aktualnej oferty Ibaneza. Jednocześnie trafiły do nas
najnowsze efekty VOXa wykorzystujące technologię lampową oraz w pełni
cyfrowe kostki Line6. trzeba było więc wykorzystać taką okazję ;)
Na wstępie Piotr Zapart opowie nam o genezie kostek, różnicach w ich klasyfikacji i innych ciekawostkach.
Skąd wzięły się te efekty? Na początku była to niedostateczna moc
wzmacniaczy i zespołów głośnikowych. Okazało się, że zniekształcanie
sygnału, czy to na drodze elektrycznej (w lampach), czy mechanicznej (w
głośniku) brzmi bardzo przyjemnie dla ucha. Próbowano wielu metod,
jedne bardziej drastyczne - np. garść piasku zaaplikowana w odpowiednie
miejsce w głośniku nie przyjęły się zbytnio ze względu na zbyt szybkie
„zużycie” się sprzętu. O wiele lepiej poszło w sferze elektrycznej.
Naturalna ewolucja układów przedwzmacniaczy lampowych, dodawanie
kolejnych stopni wzmacniających, wpływ lampowej końcówki mocy dały w
sumie coś, co dziś uznawane jest za pewien wzorzec brzmienia
przesterowanego. Potem przyszedł czas na dodatkowe urządzenia
zewnętrzne potęgujące efekt przesterowania. Tym sposobem dziś możemy
cieszyć się szeroką paletą efektów gitarowych oferujących
zniekształcanie sygnału na przeróżne sposoby.
Czas na mała klasyfikację efektów. Skupimy się na urządzeniach w wersji podłogowej, popularnych „kosteczkach”.
Zacznijmy od najprostszych „wspomagaczy”, przydających się gdy zakres
nasycenia przesterowania możliwy do uzyskania w naszym przedwzmacniaczu
(np. comba gitarowego) jest niewystarczający. Efekty te, zwane
popularnie Boosterami oferują zazwyczaj podbicie głośności sygnału
czystego, bez lub z bardzo niewielkim udziałem zniekształceń własnych.
Oprócz tego często możliwy jest wpływ na barwę. Korekcja sygnału
wejściowego jest bowiem bardzo istotnym elementem przy kreowaniu
brzmienia przesterowanego. Tak więc Boostery często mają możliwość
pracy w 3 trybach: Flat, czyli bez wpływu na barwę, Mid, czyli podbicie
środkowego pasma i Treble, czyli rozjaśnienie barwy przez podbicie
górnego pasma. Takim flagowym przykładem Boostera jest efekt Dallas
Rangemaster i kilkanaście, czy nawet kilkadziesiąt wariacji na jego
temat spotykanych na rynku. Innym efektem tego typu jest np. MXR
MicroAmp.
Idąc dalej z ilością oferowanych zniekształceń spotykamy efekty typu
Overdrive. Oferują one nasycenia przesterowania od małych do średnich.
Zazwyczaj mamy do dyspozycji również regulację barwy i poziomu
wyjściowego. Mogą pracować jako źródło lekko przesterowanego brzmienia,
lub w połączeniu z preampem spełniać funkcję Boostera oraz wstępnej
korekcji barwy sygnału. Typowym przykładem kostki overdrive jest efekt
Ibanez TS808 i cała seria jego następców. Częstym zjawiskiem spotykanym
wśród efektów Overdrive jest obecność niewielkiej ilości sygnału
czystego wraz z sygnałem przesterowanym. Nie uzyska się przez to
lejącego brzmienia typu lead, ale z drugiej strony poprawia to znacznie
dynamikę brzmienia i odpowiedź efektu na wszelakie zabiegi
artykulacyjne gitarzysty.

Kolejnym etapem w mordowaniu piękna naszego czystego sygnału gitary
jest efekt typu Distortion :) Efekty tego typu oferują zazwyczaj
większe zakresy przesterowań, często rozbudowane układy korekcji barwy,
niekiedy wbudowane bramki szumu, różne tryby działania. Typowymi
przedstawicielami tej grupy są efekty Boss DS-1, Pro Co RAT.
Przesterowanie sygnału uzyskiwane jest poprzez silne wzmocnienie
sygnału i gwałtowne obcięcie wierzchołków. Zupełna odwrotność tego co
się dzieje w wielostopniowym układzie lampowym, ale nie zrażajmy się.
Efekty Distortion są po prostu kolejnym narzędziem mającym pomóc w
uzyskaniu poszukiwanego przez nas brzmienia.
Spotyka się również efekty będące kombinacją kilku z powyższych, mogą
posiadać kilka przełączanych kanałów, podbicie głośności do zagrania
solo itp.
Idąca z uporem maniaka do przodu technologia cyfrowa
umożliwiła jakiś czas temu powstanie zupełnie nowej kategorii efektów.
Umieszczone w klasycznej, podłogowej obudowie efekty oferują funkcje,
które zależą tylko od wyobraźni programisty i konstruktora. Mamy więc
do dyspozycji urządzenia modelujące całą rodzinę efektów, czy nawet
wzmacniaczy. Wiodącą firmą na tym polu wydaje się firma Line6, choć i
inni producenci jak Boss czy Digitech posiadają w swojej ofercie takowe
urządzenia.
Przyjrzyjmy się teraz praktycznie stałemu elementowi
każdej kostki typu Overdrive, czy Distortion. Jest nim korekcja barwy.
Spotyka się wersje od najprostszej - jednogałkowej, po wielopasmowe
parametryczne korektory. Wśród układów korekcji barwy opartych na
jednej gałce Tone można spotkać kilka rodzajów. W efekcie obcięcia
wierzchołków sygnału (tak nadużywane tu słowo „przesterowanie”)
produkowana jest duża ilość harmonicznych, najprostsze wersje
regulatora Tone działają po prostu jako przestrajany filtr
dolnoprzepustowy wpływając na zawartość górnego pasma. Taką korekcję
barwy spotkamy np. w efekcie Ibanez TS9, czy Pro Co RAT. Inny rodzaj,
spotykany m.in. w DS1, czy EH BigMuff, to korekcja barwy działająca w
ten sposób, że w maksymalnie lewym położeniu gałki otrzymujemy filtr
dolnoprzepustowy, zmieniając położenie w kierunku środka płynnie
przechodzimy do lekkiego stłumienia środka pasma, kręcąc dalej filtr
zmienia charakterystykę na górnoprzepustową. W bardziej rozbudowanych
konstrukcjach spotkamy typowe 3 pasmowe „gitarowe” bierne korektory
barwy, lub tradycyjne aktywne „odchudzone” z ilości pasm wersje
korektorów graficznych. W małych podłogowych kosteczkach spotkamy
również korektory parametryczne. Chyba najbardziej popularnym
przykładem tutaj jest Boss MT2, posiadający regulatory Treble, Bass
oraz parametryczny regulator środka.
Istnieją również efekty wyposażone w oddzielne lub przełączane wyjście
z symulatorem kolumny gitarowej, czyli zespołem filtrów mającym
naśladować układ kolumna-mikrofon dając możliwość podłączenia efektu do
zestawu szerokopasmowego.
Podczas oceny walorów brzmieniowych efektu warto zwrócić uwagę na takie aspekty:
- reakcja na artykulację. Korzystamy tu z wzorca „lampowego”, który jak
dotąd, pod względem dynamiki nie ma chyba sobie równych. Warto
sprawdzić jak zachowuje się brzmienie przy lekkim szarpnięciu strun i
mocniejszym uderzeniu, jak efekt brzmi przy skręcaniu głośności gałką w
gitarze, naturalnym zjawiskiem jest po prostu zmniejszanie się
nasycenia harmonicznymi, ale w przypadku efektów bywa różnie.
- reakcja na rodzaj gitary, przetworników. Dobrze jest sprawdzić jak
efekt zachowuje się z różnymi rodzajami gitar i przetworników. Da to
informację na ile efekt jest transparentny, a na ile jest maszynką do
produkowania jednego typowego brzmienia.
- działanie korekcji barwy, to najczęstsza pułapka. Niejednokrotnie,
przy bardziej rozbudowanych układach korekcji trzeba spędzić dużo czasu
na znalezienie tzw. „sweet spot” czyli ustawienia, w którym brzmienie
będzie najbardziej cieszyć nasze uszy.
- szumy własne urządzenia.
- wpływ efektu na brzmienie, gdy jest on wyłączony. Niewielu masowych
producentów obecnie stosuje tzw. TrueBypass, czyli całkowite ominięcie
elektroniki efektu gdy jest on nieaktywny. Prawdopodobnie dzieje się
tak, ze względu na pewne kłopoty konstrukcyjne, które ciężko jest
rozwiązać w produkcji wielkoseryjnej. A może po prostu z
przyzwyczajenia ;) W każdym razie kilka efektów włączonych szeregowo
może w znacznym stopniu degradować brzmienie oryginalne. Degradacja ta
przekłada się zazwyczaj na stratę górnego pasma, a tam właśnie mieszczą
się wszelakie alikwoty i inne zjawiska, które gitarzysta produkuje przy
pomocy różnych technik artykulacyjnych,
Inna sprawą jest kwestia zasilania efektów. Jeśli posiadamy jeden, czy
dwa efekty, to często dla wygody zasilane są one z baterii. Przy
większych ilościach warto zaopatrzyć się w zasilacz. Istotnym
parametrem tutaj jest pobór prądu przez efekt. Obecnie chyba już
standardem stało się zabezpieczenie przed podłączeniem zasilania o
odwrotnej polaryzacji, więc przypadkowe złe podłączenie nie powinno
uszkodzić efektu.
Cóż, Piter wyjaśnił nam sporo o wszelkich przesterach ;) Teraz małe co-nieco od Przemka Ślużyńskiego.
Nasz test nie miał wprawdzie skupiać się na jednym „gatunku” urządzeń,
ale czy to z powodu popularności czy z innych nieznanych nam powodów
większość testowanych efektów to w mniejszym lub w większym stopniu
rodzina Ibaneza Tubescreamera. Co takiego jest w tych zielonych
efektach, że gitarzyści wręcz nie mogą się bez nich obejść? Tak
naprawdę niewiele – w zasadzie jeden podwójny wzmacniacz operacyjny. Są
dwie metody przesterowania sygnału – można go wystarczająco wzmocnić,
żeby kolejne stopnie nie wytrzymały napięcia (wprawdzie nie
międzywierszowego) albo oprócz silnego wzmocnienia nie zdawać się na
przypadek i „pomóc” trochę, dodatkowo obcinając sygnał diodami. Seria
kultowych i często kopiowanych efektów Ibanez Tubescreamer działa
właśnie tak. Zauważmy jednak, że tym co odróżnia konstrukcyjnie efekty
„overdrive” od „distortion” jest sposób użycia diod – w omawianych
urządzeniach znajdują się one w sprzężeniu zwrotnym, w efektach
„distortion” - brutalnie, na wyjściu wzmacniacza. Co sprawia, że to
właśnie Ibanez jest „tym” efektem, a nie na przykład Boss? W
oryginalnym tubescreamerze zastosowano podwójny wzmacniacz operacyjny,
w konkurencyjnych rozwiązaniach - albo to, albo tranzystory. Pomógł
najprawdopodobniej przypadek – zastosowany w TS-808 podwójny wzmacniacz
operacyjny 4558 okazał się mieć to brzmienie, którego inne, równie
tanie układy scalone, nie miały. Podkreślmy – 4558 to nie jest żaden
cud ani nie jest (czy też może raczej był) specjalnie drogi – ot,
znalazł się we właściwym miejscu i we właściwym otoczeniu. Wielkie
firmy produkują duże ilości urządzeń i gdy jedne elementy są
nieosiągalne, stosują zamienniki. Niestety – gniazda czy nawet oporniki
można sobie podmieniać bez szkody dla brzmienia, ale tego układu
scalonego – nie. I tak odkrywamy powód, dlaczego jedne urządzenia
brzmią lepiej, a inne gorzej, mimo identycznych schematów! Inne powody,
dla których mimo identycznych układów i wartości elementów różne
urządzenia różnie brzmią to przede wszystkim jakość zastosowanych
podzespołów, a zwłaszcza kondensatorów – może to powodować różnicę w
barwie nawet przy identycznie ustawionych gałkach. Zdolny elektronik
bez problemu podmieni układ scalony w naszym „bajerze”, jeżeli tylko
uda nam się go dostać. Jeżeli nie, to polecam „wizytę z odsysaczem” we
wnętrzu różnych innych urządzeń elektronicznych – zastąpienie w nich
4558 czymś lepszym wyjdzie im tylko na dobre. Czytałem, że są też
różnice w brzmieniu układów amerykańskich i japońskich – no cóż,
powodzenia w eksperymentach ;-)
***
Próbki nagraliśmy w dwóch etapach – najpierw w MM Studio

z udziałem Wojtka Hoffmanna

oraz Witka Żuromskiego.

Na zlocie grupy gitarowej pl.rec.muzyka.gitara (na gitarze zagrał
Gambit) mieliśmy do dyspozycji także spory wybór przesterów BOSSa i
kilka dodatkowych „zabawek”, jak choćby marzenie niejednego gitarologa
– MESA V-Twin, a także autorskie konstrukcje Pitera.
Na następnych stronach prezentujemy wszystkie próbki. W MM Studio nagrywaliśmy przykłady na wzmacniaczu Peavey Bandit 112
przez mikrofon Shure SM57, przedwzmacniacz TLAudio Ivory 5001. W każdym
przypadku ustawialiśmy w efekcie DRIVE na połowę i na maksa (są
zapowiedzi przed każdym przykładem), podobnie z korekcją. Wojtek zagrał
na swoim zółtym Ibanezie, a Witek na gitarze GL. Przyznam, że obrałem
niezbyt korzystną pozycją przy nagrywaniu próbek - na wprost combo.

kanał czysty i zapowiedź
W przypadku próbek nagrywanych na zlocie grupy gitarowej za każdym razem kostki ustawiali Licho i Piter (swoje konstrukcje). Próbki były nagrywane na wzmacniaczu Hellstone z paczką Black Dog 4 × 12".
zapowiedź Gambita
Czas rozpocząć igrzyska! Który efekt najbardziej nam odpowiada? Zapewne
będzie tyle opinii, ilu gitarzystów. I nie tylko – realizatorzy nagrań
również będą mieli swoje typy, zazwyczaj jednak odmienne od gitarzystów
;) Dotyczy to zwłaszcza efektów cyfrowych – okazuje się bowiem, że
właśnie cyfrowe efekty miksuje się wygodniej, niż klasyczne
tranzystorowe lub nawet lampowe przestery. Z kolei wielu gitarologów
lepiej w czasie gry odnajduje się korzystając z klasycznych kosteczek.
Więc jak? Lampa, tranzystor czy cyfra?
BOSS
BOSS BD-2

przykład (Gambit)
***

BOSS DS-1

przykład (Gambit)
***

BOSS DS-2

przykład (Gambit)
***

BOSS MD-2

przykład (Gambit)
***

BOSS MT-2

przykład (Gambit)
***

BOSS OD-2

przykład (Wojtek Hoffmann)
przykład (Witek Żuromski)
***

BOSS OD-3

przykład (Gambit)
***

BOSS OS-2

przykład (Gambit)
|