|
Pierwszym wzmacniaczem, który
ograłem na tegorocznych targach był, z racji niezbyt odległego
stoiska, Engl Invader 150.

Potwór ten ma cztery kanały.
Najprościej: czysty, crunch, ogień, jeszcze więcej ognia.
Kanał czysty jest bardzo przyjemny. W
zasadzie można go dość konkretnie rozkręcić i regulować
głośność gry tylko atakiem. Brzmienie tego kanału od razu na
myśl przywodzi fenderowską szklaneczkę. Do testów użyłem
gitary Ibanez SZ520 QM, w której do czystych kanałów
najbardziej lubię ustawiać po jednej, wewnętrznej cewce każdego
humbuckera. Temu ustawieniu niedaleko do typowych fenderowskich
brzmień więc pewnie dlatego tak sprawdza się na czystym kanale.
Drugi kanał dysponuje bardzo
przyjemnym crunchem, kojarzącym się głównie ze starymi
Marshallami. Bardzo przyjemnie reaguje na artykulację. Jednakże od
kanału pierwszego różni się głównie większą
ilością gainu.
Oba powyższe kanały mają wspólny
modyfikator Bright, który rozjaśnia brzmienie i podnosi
dynamikę. I tutaj chciałbym zwrócić uwagę na sposób
przełączania kanałów, jak i wszystkiego w tym wzmacniaczu
(zresztą nie tylko w tym, to chyba jakiś nowy trend). Bardzo nie
podoba mi się zastosowanie do przełączania monostabilnych
przycisków sterujących poprzez elektronikę przekaźnikami.
Jestem zwolennikiem tradycyjnych rozwiązań i taki patent wydaje mi
się po prostu nieestetyczny. Może gdyby przyciski były chromowane,
a nie po prostu plastikowe, to wyglądałyby przyjemniej.
Trzeci kanał to kanał hi-gain. Bardzo
przyjemny, mięsisty przester o niezbyt grubym ziarnie. Bardzo
przyjemnie reaguje na atak, a palm-muting dostaje bardzo ładnego,
perkusyjnego punchu. Na uwagę zasługuje też bardzo wdzięczna
korekcja, która reagowała dokładnie tak, jakbym się tego
spodziewał.

I tu w zasadzie można by zakończyć
tą notkę, gdyby nie.... czwarty kanał.
Najbardziej rzeźnicki z pośród
wszystkich, kompletnie mnie rozczarował. Trudno mi określić co
wpłynęło na mój do niego negatywny stosunek... wydaje mi
się że był zamulony i ociężały więc nie poświęciłem mu zbyt
wiele uwagi. Cóż pierwsze wrażenie zrobił jak nie
najlepsze, a nie tego się spodziewałem po najbardziej rzeźnickim
kanale w tym ampie.
Jednym słowem, według mnie
najbardziej rzeźnickim kanałem jest kanał trzeci. I to bez
podbicia gainu, które, tak jak Bright dla czystych, jest
modyfikatorem dla kanałów hi-gain.
To jeszcze nie koniec. Wzmacniacz
dysponuje dwiema przełączalnymi pętlami efektów - rzecz
godna pochwały! Do tego jeszcze bramka szumów - ja się
zastanawiałem po co to, ale może komuś ułatwi życie, więc niech
sobie będzie. Dwa niezależne potencjometry Master, pomiędzy
którymi możemy wybierać - świetna sprawa.
Cena - 2150 euro sprawia, że
wzmacniacz ten jest świetną konkurencją dla Mesy DR, tym bardziej,
że, umówmy się, ta druga czystego kanału nie ma ;)
Gambit
Dystrybutor: Vanax
|