|
Nie ma mikrofonów neutralnych w
brzmieniu. Są takie, które być może zbliżają się do
„ideału”, ale z pewnością nie są to mikrofony wstęgowe.
Zresztą nikt nie twierdzi, że mikrofon musi brzmieć naturalnie. Z
drugiej strony biorąc mikrofon wstęgowy do np. wokalu może okazać
się, że... jest praktycznie nieużyteczny. O co tu chodzi?
Radek Barczak

Nie zapomnę zdziwienia, jakie
przeżyłem ze dwa lata temu, gdy do testów otrzymałem
pierwszy w mojej „karierze” mikrofon wstęgowy. Podłączyłem go
zaraz po otwarciu pudełka i zagadałem do niego. I w pierwszej
chwili stwierdziłem, że jest... zepsuty. No bo dźwięk jakiś
ciemny, nieco nosowy.
Pierwsze mikrofony wstęgowe skonstruowano
bodajże w latach 30. ubiegłego stulecia. Od chwili upowszechnienia,
póki nie pojawiły się mikrofony pojemnościowe, stanowiły
podstawowy typ mikrofonu w stacjach radiowych i w studiach
nagraniowych. Elementem przetwarzającym fale dźwiękowe na prąd
jest cienka folia aluminiowa o mikronowej grubości pozaginana w
harmonijkę i umieszczona w polu magnetycznym magnesu. Wstęgowce
charakteryzują się niską czułością i względnie niskim poziomem
szumów (jeśli użyte komponenty są przyzwoite... reguły
bezwzględnej w końcu nie ma). Prawda jest taka, że chcąc
wykorzystać mikrofon wstęgowy trzeba dysponować albo głośnym
źródłem dźwięku – co w połączeniu z delikatnością
wstęgi może być problemem, albo przedwzmacniaczem o dużym
wzmocnieniu. Tutaj pojawia się pewien problem, ale tylko
potencjalnie. A dlaczego, to za chwilę. Używając mikrofon wstęgowy
z kiepskiej jakości przedwzmacniaczem, próbując uzyskać
odpowiedni poziom sygnału wydobędziemy horrendalny poziom szumów
z przedwzmacniacza. I nawet niskoszumowy mikrofon w tym momencie nam
nie pomoże. A dlaczego uważam, że to sytuacja hipotetyczna? Jeśli
stać nas na zakup mikrofonu wstęgowego, to po pierwsze musimy mieć
przynajmniej te 1500 zł na chiński „wynalazek”, a wydając taką
sumę na mikrofon wstęgowy zaryzykuję stwierdzenie, że posiadamy
już przyzwoity „pojemnik”. A co nam po dobrym pojemniku bez
dobrego przedwzmacniacza? No właśnie...

Do testów tym razem otrzymaliśmy
firmowany marką Electro-Harmonix, a wyprodukowany w Rosji mikrofon
wstęgowy EH-R1. Zamknięty w solidnej metalowej obudowie ma
charakterystykę ósemkową i czułość na poziomie 1.7 mV/Pa
@1 kHz. Dostarczany jest w drewnianej skrzyneczce wraz ze sztywnym
uchwytem – uchwyt elastyczny jest niestety opcjonalny. Od razu po
podłączeniu do przedwzmacniacza TLAudio Ivory 5001 okazało się,
że szum mikrofonu jest na niezwykle niskim poziomie. Z drugiej
strony już na pierwszy rzut ucha wiadomo, że ten mikrofon do wokalu
się nie nada. Nie bardzo rozumiem opisy w różnych testach,
że wokal jest „miękki w brzmieniu” czy też „klasyczny”...
Oto wokale Pauli Leśnej nagrane na testowanym mikrofonie i TLM103:
Electro-Harmonix EH-R1
Neumann TLM-103
Mikrofon jest ciemny w brzmieniu, schodzi realnie bardzo nisko z
delikatnym brzuszkiem na 40 Hz (+2 dB), delikatnie wzmacnia od 200 Hz
(co wyszło na nagraniach harmonijki) do 4 kHz, po czym dość mocno
(około 9 dB) obniża poziom sygnału po czym na 10 – 13 kHz ma
szpicę do średniego poziomu odniesienia i opada w dół.
Realnie więc zakładając tolerancję spadku poziomu do +/-6 dB
przenosi częstotliwości od 30 Hz do 13.5 kHz (wbrew zapowiedziom
producenta 20 Hz – 20 kHz). Do tego jest czuły na efekt
zbliżeniowy wzmacniając niskie wraz ze zmniejszeniem odległości
od mikrofonu. I jest to tak znaczący efekt, że wokaliście trzeba
by chyba szczękę w dyby wstawić... I jakkolwiek kiedyś kiedyś
mikrofony wstęgowe stosowano również do wokali, to teraz nie
musimy ;) Mamy pojemniki. Zastosujmy wstęgowca tam, gdzie pokazuje
lwi pazur – w nagraniach gitary elektrycznej i harmonijki.

Szczególnie atrakcyjnie w moim
odczuciu prezentuje się testowany mikrofon w nagraniach gitar. Coś
jest w tym, że inaczej wstęga reaguje na falę niż membrana... I
nie chodzi tu tylko o nierównomierność pasma przenoszenia
mikrofonu, ale o różny sposób reakcji – w tym
szybkość – na różne części pasma. Mnie się to bardzo
podoba. Pytanie, czy jest to efekt wart 1850 zł, bo tylko w Polsce
kosztuje EH-R1. Oto przykłady zarejestrowane w MM Studio na systemie
ProTools HD na dwóch mikrofonach: Shure SM57 oraz
testowanym Electro-Harmonix EH-R1. Na gitarze gra Wojtek Hoffmann.

kanał czysty
Shure SM57
Electro-Harmonix EH-R1
kanał przesterowany
Shure SM57
Electro-Harmonix EH-R1
W nagraniu harmonijki sygnał zyskał
okrągłego „puchu” w dole – podparcie brzmienia jest
zauważalne. Fakt, że góra wymaga korekcji – właściwie
dodania zakresu 4 – 6 kHz. Ale w porównaniu do standardowego
SM57 harmonijka brzmi bardziej... solowo. Bardziej pełnie. Mimo
konieczności korekcji – i to dość znacznej. Takiego efektu na
SM57 nie uzyska się. Oto fragment nagrania koncertu zespołu Boogie Chilli.
koncert Boogie Chilli (mp3 256 kbps, 9
MB)
Wiadomo, że Electro-Harmonix nie jest
mikrofonem uniwersalnym. Zresztą to stwierdzenie jest eufemizmem –
EH-R1 nada się do pracy z niewielką liczbą typów źródeł
dźwięku. Za to można stwierdzić, że w przypadku zwłaszcza
gitary elektrycznej mało który mikrofon jest w stanie
zawalczyć z testowanym wstęgowcem. I nie chodzi tu o modę na
sprzęt vintage, a o poszukiwanie najlepszego brzmienia.
Dystrybutor: Kisielewski |