Focusrite Liquid MIX - sprzętowy 32-kanałowy channel strip
24.10.2007.

Image Przyznam, że zasiadając do testowania niniejszego procesora miałem sporo wątpliwości. No bo tak – komputer zmieniłem na szybki (choć tani) i „pary” już nie brakuje. Dorobiłem się kilku wtyczek, które znam i sprawdzają mi się w pracy. Od gałek uzależniony nie jestem, więc sterownika manualnego do kontroli parametrów wtyczek nie potrzebuję. A gdy testowane urządzenie okazuje się „nie dla mnie”, to owo testowanie toczy się jakby innym, wolniejszym, pozbawionym zapału torem.

Radek Barczak

Image

Mam od bodaj roku 2000 pakiet wtyczek PSP MixPack. Jak tylko pojawił się MasterQ również wszedłem w jego posiadanie. Poznałem te wtyczki na tyle, że miksowanie na nich jest dla mnie bardzo proste. Ale ponieważ mają one pewne ograniczenia, głównie dotyczy to MixPacka... Właściwie nie tyle ograniczenia, co nie zawsze pożądaną cechę – MixPressora słychać, gdyż brzmi baaardzo charakterystycznie i bynajmniej nie jest przeźroczysty. No więc ponieważ ten kompresor słychać, zaopatrzyłem się we wtyczki nieistniejącej już firmy Elemental Audio Systems – ImageNeodynium. Z kolei PSP MasterQ jest bardzo CPU-żerny, więc skoro Elemental Audio Systems ma w ofercie dwa korektory, to postanowiłem je wypróbować. No i Eqium okazał się być tym, czego potrzebowałem. Tak przygotowany w korektory i procesory dynamiczne nie bardzo widziałem w swoim studyjku miejsce dla Liquid MIXa. No fajnie – nie obciąża procesora komputera obliczeniami. Phi... Ja pracuję na sesjach koncertowych, maks 24 ślady + 6 do 8 grup. I po przesiadce z Athlona Bartona 2500+ na Athlona X2 4000+ zapomniałem, co to maksymalne obciążenie CPU. Więc sprzętowy procesor mi akurat niepotrzebny. Śpieszę dodać, że za „upgrade” komputera zapłaciłem 710 zł brutto (płyta + procesor + pamięć + karta grafiki). A Focusrite LiquidMIX kosztuje prawie 3000 zł. Więc rachunek ekonomiczny mówi – lepiej kupić nową płytę/procesor i mieć zapas power'u natywnie.

A może wtyczki realizowane przez LiquidMIXa są na tyle dobre, że warto kupić ten mały pulpit dla algorytmów stworzonych przez fachowców Focusrite'a? No bo kto by nie chciał mieć w swoim studyjku takich zabawek, jak Manley Slam lub Vaiable MU albo NEVE 33609/B i NEVE 2254/A? Takich rodzynków jest na liście algorytmów LiquidMIXa dużo więcej – w sumie 40 algorytmów kompresorów i 20 korektorów. No jasne... Gdyby emulacje mogły zastąpić oryginały sprzętowe, to dawno by je zastąpiono choćby TC PoCo czy Universal Audio UAD. A nic takiego nie ma miejsca – sprzętowe dopalacze jedynie udają dla nas prawdziwe sprzętowe zabawki. Emulują je w sposób bardzo zbliżony do oryginałów, na pewno dzięki próbie nadania zbliżonego charakteru jakość brzmienia zbliża się do tej z dobrych (czytaj drogich) studiów nagraniowych. Ale to zawsze udawanie. To tak jak z gitarzystami – jak ich nie stać, podniecają się PODem. Ale jak tylko zapali się nadzieja na posiadanie prawdziwego lampowego potwora idą jak w dym! Zastawiają się, sprzedają co mogą i kupują lampiaka. No – lampiak kosztuje od 4k zł, a wypasionego starocia studyjnego bądź współczesną kopię klasyka kupimy minimum za 6k zł, jak nie więcej... No więc zostaje nam używanie wtyczek programowych – natywnych (w końcu nie jest tajemnicą, że PSP stworzyło MixPack w oparciu o kompresory TL Audio :), bądź sprzętowych, choćby w postaci LiquidMIXa. No dobra. LiquidMIX dla mnie nie jest, bo ja już mam swój „warsztat” opalcowany i naumiany. Ale z drugiej strony, jak ktoś nie ma jeszcze swoich legalnych wtyczek tylko jedzie na sprawnych-inaczej WAVES'ach to może właśnie LiquidMIX jest dla takiego kogoś wart grzechu? No bo jakby podliczyć, że LiquidMIX ma w sumie 60 algorytmów (czyli plug-inów), to jedna wtyczka kosztuje 50 zł. A jakby odliczyć jednak jeszcze koszt płyty/procesora/pamięci (przyjmijmy te 710 zł) to jeden kompresor lub korektor kosztuje nas niecałe 40 zł. No to sprawdźmy chociaż, jak te wtyczki brzmią...

No i tu pojawia się mały problem... Focusrite wypuszczając LiquidMIXa w pierwszej wersji wyposażył go jedynie w sterowniki dla „tych lepszych” komputerów z logo niedojedzonego jabłka. Z rozpędu włożyłem płytę instalacyjną, a komputer... nic. Nie rozpoznał nawet płyty. Poirytowany zajrzałem do instrukcji i tu zdrada. Sterowniki w wersji 1.2 i wymagany komputer – Macintosh. A dopiero od wersji 2 LiquidMIX pracuje z blaszakami. No więc do Internetu i dawaj ściągać program i impulsy. W sumie niemal 200 MB danych. Po ściągnięciu i zainstalowaniu zabrałem się do testowania.

ImageFocusrite LiquidMIX podłącza się do komputera za pomocą standardowego FireWire 400. Widoczny w systemie jako oddzielny typ urządzenia. Program obsługujący pozwala wybrać częstotliwość próbkowania i ilość kanałów, które mają być dostępne w urządzeniu. Plug-iny są sterowane za pośrednictwem obsługowej wtyczki w formacie VST – wspólnej dla kompresorów i korektorów. Każdą z sekcji można włączać/wyłączać oddzielnie, wybierać algorytm, decydować, czy kompresor ma być przed czy po korektorze. No i cała część obsługowa algorytmów. To co ważne – kompresory można używać wg oryginalnych nastaw sterowania lub stosując standardowe parametryzowanie nastaw (funkcja „free”). Korektor można uaktywnić jako cała wtyczka – wówczas otrzymujemy typu-pasmowy korektor, jak w oryginale. Maksymalnie dostępnych jest 7 pasm i nic nie stoi na przeszkodzie, by dla każdego z pasm wczytać algorytm konkretnego urządzenia wzorcowego. W ten sposób możemy stworzyć korektor 7-pasmowy z każdym pasmem z innego korektora sprzętowego. Ciekawe? Trąci paranoją... Moim zdaniem. Bo by świadomie używać tych możliwości trzeba by znać pierwowzory – ich brzmienie, sposób działania. Wiem co pomyśli Chimek Krukowski czytając te słowa - „phi, co mi tam, ja na co dzień mam te urządzenia pod ręką; a jak nie mam, to zamawiam i na przyszły rok budżetowy mam w studiu” :)). Oki. Może jest 30 osób w Polsce, które mniej więcej orientowałaby się w tym. Ja się nie orientuję. I nie mam zamiaru. Nie ten poziom. Dla mnie ważna jest szybkość działania i użyteczność. Nawet, jeśli jest to zmiennoprzecinkowe przeliczanie 32-bitowe a nie stałoprzecinkowe 48-bitowe lub 64-bitowe, to przy moich nagraniach NIE MA TO ZNACZENIA. Tak samo, jak nie ma znaczenia, czy LiquidMIXa można użyć przy częstotliwości próbkowania wyższej, niż 44.1 kHz. I owszem – można. Ja i tak nagrywam 24-bit/44.1 kHz, ale jak ktoś lubi pracować na większych plikach, to LiquidMIX może obsłużyć do 8 kanałów przy częstotliwościach 88.2 kHz i 96 kHz oraz 2 kanały przy 192 kHz. No dobra – rozgadałem się. Wróćmy do testowania.

Image 

Dawno (tak mi się przynajmniej wydaje, że dawno... bo to zaledwie gdzieś 2 lata minęły :)) wyrosłem z roztkliwiania się nad analogowością nie-analogowych procesorów. Nieważne, czy jakiś plug-in jest wzorowany np. na UREI 1176 – ważne, jak to to brzmi, czy sprawdza się w miksie i tyle. Może nazywać się, że jest wzorowany na najtańszym Joemeek'u. Jak jego działanie przynosi pożądany efekt brzmieniowy to jest ok. Dlatego lista wzorcowych sprzętów, których sploty Focusrite pobrał do stworzenia algorytmów dołączanych do LiquidMIXa wtyczek nie bardzo zrobiła na mnie wrażenie. Co innego, gdyby choć 1/10 znalazła się w moim studyjku ;D Ale wirtualne kopie? Do tego w urządzeniu, które nazywa się LiquidMIX? Czyli przeźroczysty miks? Emulacje starych sprzętów „przeźroczyste”? Akurat...

Image

Ale jedno zrobiło na mnie wrażenie – zastosowanie wprost technologii splotu nie jest skomplikowane. Co innego, gdy wkraczamy w tworzenie impulsów i odwzorowań w odniesieniu do dynamiki/zmienności działania konkretnych urządzeń. Co innego, jeśli otrzymujemy kompletnie odtworzony sposób regulacji, czasy ataku i powrotu, zakresy stopnia kompresji itd. To samo dotyczy przeniesienia charakterystyki pracy analogowych korektorów, które liniowo bynajmniej nie działają. A na potrzeby LiquidMIXa każde ze skalkowanych 60 kompresorów i korektorów zostały potraktowane opatentowaną przez firmę Sintefex Ltd. technologią Dynamic Convolution, czyli dynamicznego splotu. Szacunek. Pod warunkiem, że to brzmi.

Image

LiquidMIX prócz sterowania z poziomu wtyczek VST udostępnia pełną manualną kontrolę nad algorytmami. Jeśli ktoś to lubi. Do dyspozycji jest komplet gałek identyczny z „wirtualnymi” gałami i przełącznikami z wtyczki sterującej VST. Wyświetlacz jest w porównaniu z monitorem komputera niewielki, ale jak ktoś lubi pomacać gałki, to ma co macać. No i trzeba przyznać – wygląda to profesjonalnie. Dziwi mnie tylko, jak można było zapomnieć o wyposażeniu urządzenia w wyłącznik?! Powtórzę: W-Y-Ł-Ą-C-Z-N-I-K. Nie ma. Trzeba nurkować pod biurko, by wyjąć zasilacz z gniazdka. Nie ma róży bez kolców – a jest jeszcze jeden kolec. Przed żoną tego zakupu się raczej nie schowa...

Normalnie szybkie zgranie koncertu – takie „na rybę” – zabiera mi od godziny do dwóch. Nie reguluję poziomów każdej partii w dziedzinie czasu – ot, ustawiam globalnie jakieś wtyczki, poziomy i zgrywam to dla zespołu. Oczywiście nie mogę sobie pozwolić na to, by wypuścić gniota brzmiącego nieatrakcyjnie. Zespół ma się zmoczyć, że tak brzmi. A z tym sobie radzę ;) Tak też potraktowałem zgranie tego koncertu. Po kolei włączałem różne korektory i kompresory z LiquidMIXa, później sprawdzałem jak to brzmi na tle całości, zmieniałem algorytmy kompresorów czy korektorów na inne i dalej porównywałem. I tak w ciągu godziny uzyskałem efekt, który mogłem puścić – w swoim mniemaniu – do ludzi ;) Czyli dla zespołu Boogie Chilli. Zapuściłem zgranie off-line'owe. Spojrzałem jeszcze tylko ile będzie komp liczyć – Cubase pokazał 1 godzinę i 10 minut, co przy koncercie trwającym 125 minut jest czasem akceptowalnym i poszedłem sobie zrobić kawę (no dobra – żona mi zwróciła Imageuwagę, że nie mam konfabulować: poszedłem dopilnować rosołu na obiad :/). Po kwadransie postanowiłem skorzystać z „wieloprocesorowości” swojego kompa i przyszedłem pobuszować w Internecie. Niestety nielekko się zdziwiłem – teraz Cubase pokazywał przewidywany czas operacji 3:45 i zdaje się, że lekko „wisiał”. Anulowałem więc operację – na wyjściu pojawił się dziwny szum...

Zapuściłem więc zgranie w czasie rzeczywistym. No i teraz poszło gładko. A efekt? Biorąc pod uwagę, że próbowałem się z LiquidMIXem pierwszy raz – rewelacja. Proszę posłuchać fragmentów tego zgrania i wcześniejszego koncertu zgranego na PSP i EAS.

Zgranie na LiquidMIX ma większego kopa niż poprzednie miksy wcześniejszych koncertów. Sprawia wrażenie bardziej czystego, przejrzystego. Czyżby nazwa „liquid” miała uzasadnienie??? A może to muzycy zagrali z większym rajcem? Chyba nie do końca ;) Ten trzeci koncert pod względem formy muzycznej był na pewno gorszy, niż poprzedni. Fakt, że na stopie ciut przesadziłem z prezencją klicku, gdzieś na wokalu wyskakuje chwilami za bardzo hi-hat. Ale masa i spójność brzmienia jest porażająca. I to uzyskałem próbując pierwszy raz LiquidMIXa... Co zatem można uzyskać traktując miksy w sposób w pełni świadomy konkretnymi, poznanymi sobie wtyczkami Focusrite'a?! Chyba zagłębię się w studiowanie tego procesora. Oto zgrania:

Focusrite Liquid MIX

PSP + Elemental Audio Systems

Image

na zdjęciu Sebastian Włodarczyk w trakcie nagrań testowych w studiu Hellenic 

 

Co mi się podoba już teraz? To, że podobnie jak w oryginalnych kompresorach ma znaczenie, jaki ustawimy poziom wejściowy (INPUT). Od wstępnego wysterowania wejścia zależy nie tylko sam poziom sygnału dostarczany do układu kompresora (o rzesz... czyżbym zaczął myśleć o LiquidMIXie jak o sprzętowym kompresorze?), ale łączy się z tym np. „grubość” brzmienia – w emulacji TubeTech CL1B wyższy poziom wejściowy daje głębsze brzmienie obcinając nieco górkę. I tak jest w emulacji! To kolejny element kształtowania brzmienia – wprawdzie niuans, ale mając jako-takie doświadczenie, dobre monitory, przyzwoity słuch i wrażliwość na brzmienie zyskujemy kolejny atut. Pod warunkiem, że wiemy, jak to wykorzystać ;) Z upływem czasu i trwania pracy na LiquidMIXie zauważyłem, że przestałem uaktywniać funkcję FREE (uniwersalne ustawienia parametrów kompresji nie mające nic wspólnego z emulowanymi urządzeniami) i zacząłem w miarę świadomie używać dwóch kompresorów:

Image

Class A 1 (NEVE 2254) oraz

 

Image

Viking 1 (Tube-Tech CL1B)

 

Prawdę mówiąc zawsze marzyłem o tym drugim... To taka moja mała słabość ;) A ponieważ swego czasu z Sebastianem Włodarczykiem w studiu Hellenic zgraliśmy próbki zarówno NEVE2254 jak Tube-Tech CL1B, to pozwoliłem sobie bezpośrednio porównać ich brzmienie z emulacjami – z identycznymi nastawami. Teraz zacząłem odkrywać odkrywać nowy świat brzmienia prawdziwych kompresorów. Jedyne, czego nie emulują algorytmy LiquidMIXa to coś, co określam mianem „prądu” - w działaniach wtyczek LiquidMIXa nie słychać prądu... Bo go nie ma. To takie metafizyczne określenie ;) Ale posłuchajmy przykładów dźwiękowych.

Image 

lektor - NEVE 2254
lektor - LiquidMIX Class A 1

wokal żeński - NEVE 2254
wokal żeński - LiquidMIX Class A 1

wokal męski - NEVE 2254
wokal męski - LiquidMIX Class A 1

slap bass - NEVE 2254
slap bass - LiquidMIX Class A 1


lektor - Tube-Tech CL1B
lektor - LiquidMIX Viking 1

wokal żeński - Tube-Tech CL1B
wokal żeński - LiquidMIX Viking 1

wokal męski - Tube-Tech CL1B
wokal męski - LiquidMIX Viking 1

slap bass - Tube-Tech CL1B
slap bass - LiquidMIX Viking 1


Nawet, jeśli nie są to IDENTYCZNE brzmienia (a nie są, bo... ustawione w przeciwfazie sygnały się nie znoszą ;)) to możliwość głębszego kształtowania brzmienia i uzyskiwanie bardzo zbliżonego zachowania się kompresora do oryginału jest dużym osiągnięciem. A efekt brzmieniowy miksu świadczy o tym, że warto się dać skusić na propozycję Focusrite'a. Tym bardziej, że od jakiegoś czasu myślę o dopalaczu – nie dla zwolnienia CPU komputera, bo ten ma duży zapas mocy, ale dla wtyczek (algorytmów) dostępnych na konkretną platformę. Grzeję się na PoCo. To system „otwarty”, z wtyczkami każdej maści – od procesorów dynamicznych, korektorów, przez modulacyjne, pogłosy i delaye, aż po procesory masteringowe. A przecież LiquidMIX to TYLKO kompresory i korektory. I nic więcej. I nie zapowiada się, by miało być coś więcej – to system zamknięty...

Image

Gdyby ktoś przed tym testem powiedział, że zachoruję na LiquidMIXa kazałbym mu się bujać. Założyłbym się o dużą kasę, że „to kolejne wtyczki udające analogi tyle, że realizowane przez zewnętrzny procesor”. Owszem – w przypadku pogłosu skierowanie przetwarzania do zewnętrznego procesora ma sens, bo to najbardziej CPU-żerne algorytmy. Zwłaszcza, jeśli można przy tym skorzystać z pogłosów Lexa lub TC. Ale kompresory udające analogi w wykonaniu początkującego przecież w tej dziedzinie Focusrite'a? Złamanego małego szeląga bym za to nie dał... A tu proszę – zacząłem kombinować, czy bardziej potrzebny mi jest 8-kanałowy preamp, czy LiquidMIX. Wiem, że preamp... Ale już rozpocząłem negocjacje z małżonką na okoliczność przygotowania gruntu pod zakup LiquidMIXa. Puściłem jej poprzednie zgranie i to „testowe” i zapytałem, które lepsze. Sama stwierdziła, że to z LiquidMIXa. No! Teraz Pani widzi, że LiquidMIX jest mi potrzebny! ;) Będzie okazja, żeby wrócić do dyskusji. Może po nowym roku?

 

Dystrybutor: Audio-Tech
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
CETi
OSKAR

Logowanie

Zarejestruj się, zagłosuj w ankiecie i wygraj APS IO





Nie pamiętam hasła
Konto? Zarejestruj się!
Interton
T.Burton
Roland
Arcade Audio RCF
internetowy sklep Perkusje.pl
AudioTech
Music Store
Case-Pack
Music Center Poznań Śródka
APS Monitors

Testy gitarowe

Cole Clark FatLady 2AC

ImageCOLE CLARK – to brzmi jak z jakiegoś amerykańskiego gangsterskiego filmu. Dzięki polskiemu dystrybutorowi – firmie INTERTON – wiemy, że chodzi o australijską firmę produkującą gitary, zarówno akustyczne jak i elektryczne. My zajmiemy się teraz konkretnym modelem gitary akustycznej COLE CLARK - Fat Lady 2AC. Jest to środkowy model „Grubej Damy”. Już na pierwszy rzut oka gitara wydaje się być szczególną. Spojrzenie na cenę potwierdza, że to instrument klasy najwyższej. Czy brzmienie instrumentu oraz wykonanie również to potwierdza?

Wojciech Hoffmann

Czytaj całość…
 

NAPISZ DO NAS! 

Jeśli brakuje w naszym wortalu testu instrumentu bądź sprzętu muzycznego którego szukasz, napisz do nas! Postaramy się przetestować urządzenie i opublikować test.

info@e-muzyk.net.pl