|
Przyznam, że zasiadając do testowania
niniejszego procesora miałem sporo wątpliwości. No bo tak –
komputer zmieniłem na szybki (choć tani) i „pary” już nie
brakuje. Dorobiłem się kilku wtyczek, które znam i
sprawdzają mi się w pracy. Od gałek uzależniony nie jestem, więc
sterownika manualnego do kontroli parametrów wtyczek nie
potrzebuję. A gdy testowane urządzenie okazuje się „nie dla
mnie”, to owo testowanie toczy się jakby innym, wolniejszym,
pozbawionym zapału torem.
Radek Barczak

Mam od bodaj roku 2000 pakiet wtyczek
PSP MixPack. Jak tylko pojawił się MasterQ również wszedłem
w jego posiadanie. Poznałem te wtyczki na tyle, że miksowanie na
nich jest dla mnie bardzo proste. Ale ponieważ mają one pewne
ograniczenia, głównie dotyczy to MixPacka... Właściwie nie
tyle ograniczenia, co nie zawsze pożądaną cechę – MixPressora
słychać, gdyż brzmi baaardzo charakterystycznie i bynajmniej nie
jest przeźroczysty. No więc ponieważ ten kompresor słychać,
zaopatrzyłem się we wtyczki nieistniejącej już firmy Elemental
Audio Systems – Neodynium. Z kolei PSP MasterQ jest bardzo
CPU-żerny, więc skoro Elemental Audio Systems ma w ofercie dwa
korektory, to postanowiłem je wypróbować. No i Eqium okazał
się być tym, czego potrzebowałem. Tak przygotowany w korektory i
procesory dynamiczne nie bardzo widziałem w swoim studyjku miejsce
dla Liquid MIXa. No fajnie – nie obciąża procesora komputera
obliczeniami. Phi... Ja pracuję na sesjach koncertowych, maks 24
ślady + 6 do 8 grup. I po przesiadce z Athlona Bartona 2500+ na
Athlona X2 4000+ zapomniałem, co to maksymalne obciążenie CPU.
Więc sprzętowy procesor mi akurat niepotrzebny. Śpieszę dodać,
że za „upgrade” komputera zapłaciłem 710 zł brutto (płyta +
procesor + pamięć + karta grafiki). A Focusrite LiquidMIX kosztuje
prawie 3000 zł. Więc rachunek ekonomiczny mówi – lepiej
kupić nową płytę/procesor i mieć zapas power'u natywnie.
A może wtyczki realizowane przez
LiquidMIXa są na tyle dobre, że warto kupić ten mały pulpit dla
algorytmów stworzonych przez fachowców Focusrite'a? No
bo kto by nie chciał mieć w swoim studyjku takich zabawek, jak
Manley Slam lub Vaiable MU albo NEVE 33609/B i NEVE 2254/A? Takich
rodzynków jest na liście algorytmów LiquidMIXa dużo
więcej – w sumie 40 algorytmów kompresorów i 20
korektorów. No jasne... Gdyby emulacje mogły zastąpić
oryginały sprzętowe, to dawno by je zastąpiono choćby TC PoCo czy
Universal Audio UAD. A nic takiego nie ma miejsca – sprzętowe
dopalacze jedynie udają dla nas prawdziwe sprzętowe zabawki.
Emulują je w sposób bardzo zbliżony do oryginałów,
na pewno dzięki próbie nadania zbliżonego charakteru jakość
brzmienia zbliża się do tej z dobrych (czytaj drogich) studiów
nagraniowych. Ale to zawsze udawanie. To tak jak z gitarzystami –
jak ich nie stać, podniecają się PODem. Ale jak tylko zapali się
nadzieja na posiadanie prawdziwego lampowego potwora idą jak w dym!
Zastawiają się, sprzedają co mogą i kupują lampiaka. No –
lampiak kosztuje od 4k zł, a wypasionego starocia studyjnego bądź
współczesną kopię klasyka kupimy minimum za 6k zł, jak nie
więcej... No więc zostaje nam używanie wtyczek programowych –
natywnych (w końcu nie jest tajemnicą, że PSP stworzyło MixPack w
oparciu o kompresory TL Audio :), bądź sprzętowych, choćby w
postaci LiquidMIXa. No dobra. LiquidMIX dla mnie nie jest, bo ja już
mam swój „warsztat” opalcowany i naumiany. Ale z drugiej
strony, jak ktoś nie ma jeszcze swoich legalnych wtyczek tylko
jedzie na sprawnych-inaczej WAVES'ach to może właśnie LiquidMIX
jest dla takiego kogoś wart grzechu? No bo jakby podliczyć, że
LiquidMIX ma w sumie 60 algorytmów (czyli plug-inów),
to jedna wtyczka kosztuje 50 zł. A jakby odliczyć jednak jeszcze
koszt płyty/procesora/pamięci (przyjmijmy te 710 zł) to jeden
kompresor lub korektor kosztuje nas niecałe 40 zł. No to sprawdźmy
chociaż, jak te wtyczki brzmią...
No i tu pojawia się mały problem...
Focusrite wypuszczając LiquidMIXa w pierwszej wersji wyposażył go
jedynie w sterowniki dla „tych lepszych” komputerów z logo
niedojedzonego jabłka. Z rozpędu włożyłem płytę instalacyjną,
a komputer... nic. Nie rozpoznał nawet płyty. Poirytowany zajrzałem
do instrukcji i tu zdrada. Sterowniki w wersji 1.2 i wymagany
komputer – Macintosh. A dopiero od wersji 2 LiquidMIX pracuje z
blaszakami. No więc do Internetu i dawaj ściągać program i
impulsy. W sumie niemal 200 MB danych. Po ściągnięciu i
zainstalowaniu zabrałem się do testowania.
Focusrite LiquidMIX podłącza się do
komputera za pomocą standardowego FireWire 400. Widoczny w systemie
jako oddzielny typ urządzenia. Program obsługujący pozwala wybrać
częstotliwość próbkowania i ilość kanałów, które
mają być dostępne w urządzeniu. Plug-iny są sterowane za
pośrednictwem obsługowej wtyczki w formacie VST – wspólnej
dla kompresorów i korektorów. Każdą z sekcji można
włączać/wyłączać oddzielnie, wybierać algorytm, decydować,
czy kompresor ma być przed czy po korektorze. No i cała część
obsługowa algorytmów. To co ważne – kompresory można
używać wg oryginalnych nastaw sterowania lub stosując standardowe
parametryzowanie nastaw (funkcja „free”). Korektor można
uaktywnić jako cała wtyczka – wówczas otrzymujemy
typu-pasmowy korektor, jak w oryginale. Maksymalnie dostępnych jest
7 pasm i nic nie stoi na przeszkodzie, by dla każdego z pasm wczytać
algorytm konkretnego urządzenia wzorcowego. W ten sposób
możemy stworzyć korektor 7-pasmowy z każdym pasmem z innego
korektora sprzętowego. Ciekawe? Trąci paranoją... Moim zdaniem. Bo
by świadomie używać tych możliwości trzeba by znać pierwowzory
– ich brzmienie, sposób działania. Wiem co pomyśli Chimek
Krukowski czytając te słowa - „phi, co mi tam, ja na co dzień
mam te urządzenia pod ręką; a jak nie mam, to zamawiam i na
przyszły rok budżetowy mam w studiu” :)). Oki. Może jest 30 osób
w Polsce, które mniej więcej orientowałaby się w tym. Ja
się nie orientuję. I nie mam zamiaru. Nie ten poziom. Dla mnie
ważna jest szybkość działania i użyteczność. Nawet, jeśli
jest to zmiennoprzecinkowe przeliczanie 32-bitowe a nie
stałoprzecinkowe 48-bitowe lub 64-bitowe, to przy moich nagraniach
NIE MA TO ZNACZENIA. Tak samo, jak nie ma znaczenia, czy LiquidMIXa
można użyć przy częstotliwości próbkowania wyższej, niż
44.1 kHz. I owszem – można. Ja i tak nagrywam 24-bit/44.1 kHz, ale
jak ktoś lubi pracować na większych plikach, to LiquidMIX może
obsłużyć do 8 kanałów przy częstotliwościach 88.2 kHz i
96 kHz oraz 2 kanały przy 192 kHz. No dobra – rozgadałem się.
Wróćmy do testowania.
Dawno (tak mi się przynajmniej wydaje,
że dawno... bo to zaledwie gdzieś 2 lata minęły :)) wyrosłem z
roztkliwiania się nad analogowością nie-analogowych procesorów.
Nieważne, czy jakiś plug-in jest wzorowany np. na UREI 1176 –
ważne, jak to to brzmi, czy sprawdza się w miksie i tyle. Może
nazywać się, że jest wzorowany na najtańszym Joemeek'u. Jak jego
działanie przynosi pożądany efekt brzmieniowy to jest ok. Dlatego
lista wzorcowych sprzętów, których sploty Focusrite
pobrał do stworzenia algorytmów dołączanych do LiquidMIXa
wtyczek nie bardzo zrobiła na mnie wrażenie. Co innego, gdyby choć
1/10 znalazła się w moim studyjku ;D Ale wirtualne kopie? Do tego w
urządzeniu, które nazywa się LiquidMIX? Czyli przeźroczysty
miks? Emulacje starych sprzętów „przeźroczyste”?
Akurat...

Ale jedno zrobiło na mnie wrażenie –
zastosowanie wprost technologii splotu nie jest skomplikowane. Co
innego, gdy wkraczamy w tworzenie impulsów i odwzorowań w
odniesieniu do dynamiki/zmienności działania konkretnych urządzeń.
Co innego, jeśli otrzymujemy kompletnie odtworzony sposób
regulacji, czasy ataku i powrotu, zakresy stopnia kompresji itd. To
samo dotyczy przeniesienia charakterystyki pracy analogowych
korektorów, które liniowo bynajmniej nie działają. A
na potrzeby LiquidMIXa każde ze skalkowanych 60 kompresorów i
korektorów zostały potraktowane opatentowaną przez firmę
Sintefex Ltd. technologią Dynamic Convolution, czyli dynamicznego
splotu. Szacunek. Pod warunkiem, że to brzmi.

LiquidMIX prócz sterowania z
poziomu wtyczek VST udostępnia pełną manualną kontrolę nad
algorytmami. Jeśli ktoś to lubi. Do dyspozycji jest komplet gałek
identyczny z „wirtualnymi” gałami i przełącznikami z wtyczki
sterującej VST. Wyświetlacz jest w porównaniu z monitorem
komputera niewielki, ale jak ktoś lubi pomacać gałki, to ma co
macać. No i trzeba przyznać – wygląda to profesjonalnie. Dziwi
mnie tylko, jak można było zapomnieć o wyposażeniu urządzenia w
wyłącznik?! Powtórzę: W-Y-Ł-Ą-C-Z-N-I-K. Nie ma. Trzeba
nurkować pod biurko, by wyjąć zasilacz z gniazdka. Nie ma róży
bez kolców – a jest jeszcze jeden kolec. Przed żoną tego
zakupu się raczej nie schowa...
Normalnie szybkie zgranie koncertu –
takie „na rybę” – zabiera mi od godziny do dwóch. Nie
reguluję poziomów każdej partii w dziedzinie czasu – ot,
ustawiam globalnie jakieś wtyczki, poziomy i zgrywam to dla zespołu.
Oczywiście nie mogę sobie pozwolić na to, by wypuścić gniota
brzmiącego nieatrakcyjnie. Zespół ma się zmoczyć, że tak
brzmi. A z tym sobie radzę ;) Tak też potraktowałem zgranie tego
koncertu. Po kolei włączałem różne korektory i kompresory
z LiquidMIXa, później sprawdzałem jak to brzmi na tle
całości, zmieniałem algorytmy kompresorów czy korektorów
na inne i dalej porównywałem. I tak w ciągu godziny
uzyskałem efekt, który mogłem puścić – w swoim mniemaniu
– do ludzi ;) Czyli dla zespołu Boogie Chilli. Zapuściłem
zgranie off-line'owe. Spojrzałem jeszcze tylko ile będzie komp
liczyć – Cubase pokazał 1 godzinę i 10 minut, co przy koncercie
trwającym 125 minut jest czasem akceptowalnym i poszedłem sobie
zrobić kawę (no dobra – żona mi zwróciła uwagę, że nie
mam konfabulować: poszedłem dopilnować rosołu na obiad :/). Po
kwadransie postanowiłem skorzystać z „wieloprocesorowości”
swojego kompa i przyszedłem pobuszować w Internecie. Niestety
nielekko się zdziwiłem – teraz Cubase pokazywał przewidywany
czas operacji 3:45 i zdaje się, że lekko „wisiał”. Anulowałem
więc operację – na wyjściu pojawił się dziwny szum...
Zapuściłem więc zgranie w czasie
rzeczywistym. No i teraz poszło gładko. A efekt? Biorąc pod uwagę,
że próbowałem się z LiquidMIXem pierwszy raz – rewelacja.
Proszę posłuchać fragmentów tego zgrania i wcześniejszego
koncertu zgranego na PSP i EAS.
Zgranie na LiquidMIX ma większego kopa
niż poprzednie miksy wcześniejszych koncertów. Sprawia
wrażenie bardziej czystego, przejrzystego. Czyżby nazwa „liquid”
miała uzasadnienie??? A może to muzycy zagrali z większym rajcem?
Chyba nie do końca ;) Ten trzeci koncert pod względem formy
muzycznej był na pewno gorszy, niż poprzedni. Fakt, że na stopie
ciut przesadziłem z prezencją klicku, gdzieś na wokalu wyskakuje
chwilami za bardzo hi-hat. Ale masa i spójność brzmienia
jest porażająca. I to uzyskałem próbując pierwszy raz
LiquidMIXa... Co zatem można uzyskać traktując miksy w sposób
w pełni świadomy konkretnymi, poznanymi sobie wtyczkami
Focusrite'a?! Chyba zagłębię się w studiowanie tego procesora. Oto zgrania:
Focusrite Liquid MIX
PSP + Elemental Audio Systems

na zdjęciu Sebastian Włodarczyk w trakcie nagrań testowych w studiu Hellenic
Co mi się podoba już teraz? To, że
podobnie jak w oryginalnych kompresorach ma znaczenie, jaki ustawimy
poziom wejściowy (INPUT). Od wstępnego wysterowania wejścia zależy
nie tylko sam poziom sygnału dostarczany do układu kompresora (o
rzesz... czyżbym zaczął myśleć o LiquidMIXie jak o sprzętowym
kompresorze?), ale łączy się z tym np. „grubość” brzmienia –
w emulacji TubeTech CL1B wyższy poziom wejściowy daje głębsze
brzmienie obcinając nieco górkę. I tak jest w emulacji! To
kolejny element kształtowania brzmienia – wprawdzie niuans, ale
mając jako-takie doświadczenie, dobre monitory, przyzwoity słuch i
wrażliwość na brzmienie zyskujemy kolejny atut. Pod warunkiem, że
wiemy, jak to wykorzystać ;) Z upływem czasu i trwania pracy na
LiquidMIXie zauważyłem, że przestałem uaktywniać funkcję FREE
(uniwersalne ustawienia parametrów kompresji nie mające nic
wspólnego z emulowanymi urządzeniami) i zacząłem w miarę
świadomie używać dwóch kompresorów:

Class A 1 (NEVE 2254) oraz

Viking 1 (Tube-Tech CL1B)
Prawdę mówiąc zawsze marzyłem
o tym drugim... To taka moja mała słabość ;) A ponieważ swego
czasu z Sebastianem Włodarczykiem w studiu Hellenic zgraliśmy
próbki zarówno NEVE2254 jak Tube-Tech CL1B, to
pozwoliłem sobie bezpośrednio porównać ich brzmienie z
emulacjami – z identycznymi nastawami. Teraz zacząłem odkrywać
odkrywać nowy świat brzmienia prawdziwych kompresorów.
Jedyne, czego nie emulują algorytmy LiquidMIXa to coś, co określam
mianem „prądu” - w działaniach wtyczek LiquidMIXa nie słychać
prądu... Bo go nie ma. To takie metafizyczne określenie ;) Ale
posłuchajmy przykładów dźwiękowych.
lektor - NEVE 2254
lektor - LiquidMIX Class A 1
wokal żeński - NEVE 2254
wokal żeński - LiquidMIX Class A 1
wokal męski - NEVE 2254
wokal męski - LiquidMIX Class A 1
slap bass - NEVE 2254
slap bass - LiquidMIX Class A 1
lektor - Tube-Tech CL1B
lektor - LiquidMIX Viking 1
wokal żeński - Tube-Tech CL1B
wokal żeński - LiquidMIX Viking 1
wokal męski - Tube-Tech CL1B
wokal męski - LiquidMIX Viking 1
slap bass - Tube-Tech CL1B
slap bass - LiquidMIX Viking 1
Nawet, jeśli nie są to IDENTYCZNE
brzmienia (a nie są, bo... ustawione w przeciwfazie sygnały się
nie znoszą ;)) to możliwość głębszego kształtowania brzmienia
i uzyskiwanie bardzo zbliżonego zachowania się kompresora do
oryginału jest dużym osiągnięciem. A efekt brzmieniowy miksu
świadczy o tym, że warto się dać skusić na propozycję
Focusrite'a. Tym bardziej, że od jakiegoś czasu myślę o dopalaczu
– nie dla zwolnienia CPU komputera, bo ten ma duży zapas mocy, ale
dla wtyczek (algorytmów) dostępnych na konkretną platformę.
Grzeję się na PoCo. To system „otwarty”, z wtyczkami każdej
maści – od procesorów dynamicznych, korektorów,
przez modulacyjne, pogłosy i delaye, aż po procesory masteringowe.
A przecież LiquidMIX to TYLKO kompresory i korektory. I nic więcej.
I nie zapowiada się, by miało być coś więcej – to system
zamknięty...
Gdyby ktoś przed tym testem
powiedział, że zachoruję na LiquidMIXa kazałbym mu się bujać.
Założyłbym się o dużą kasę, że „to kolejne wtyczki udające
analogi tyle, że realizowane przez zewnętrzny procesor”. Owszem –
w przypadku pogłosu skierowanie przetwarzania do zewnętrznego
procesora ma sens, bo to najbardziej CPU-żerne algorytmy. Zwłaszcza,
jeśli można przy tym skorzystać z pogłosów Lexa lub TC.
Ale kompresory udające analogi w wykonaniu początkującego przecież
w tej dziedzinie Focusrite'a? Złamanego małego szeląga bym za to
nie dał... A tu proszę – zacząłem kombinować, czy bardziej
potrzebny mi jest 8-kanałowy preamp, czy LiquidMIX. Wiem, że
preamp... Ale już rozpocząłem negocjacje z małżonką na
okoliczność przygotowania gruntu pod zakup LiquidMIXa. Puściłem
jej poprzednie zgranie i to „testowe” i zapytałem, które
lepsze. Sama stwierdziła, że to z LiquidMIXa. No! Teraz Pani widzi,
że LiquidMIX jest mi potrzebny! ;) Będzie okazja, żeby wrócić
do dyskusji. Może po nowym roku?
Dystrybutor: Audio-Tech |