|
Sława monitorów niemieckiej firmy ADAM dotarła do Polski kilka lat
temu. To, co stanowiło problem w szerszym spopularyzowaniu się tej
marki w studiach domowych, to niestety, jak na polskie realia, dość
wysoka cena. Pojawienie się modelu ANF-10 nieco ten stan rzeczy
zmieniło, ale... po pierwsze – są to monitory pasywne, a po drugie tak
realnie efektywne pasmo w dole zaczyna się w tym modelu od 80 Hz. Niżej
ANF-10 grają, ale przy spadku efektywności –10 dB. Inaczej z nowym
modelem – A7. Ale przecież nie sam bas świadczy o jakości i
przydatności monitorów w studyjnej pracy.
Radek Barczak & Arek Namysłowski

Przede wszystkim nowe monitory są dzieckiem firmy
ADAM – czyli za przetwarzanie górnego pasma odpowiada autorska
konstrukcja głośnika szczelinowo-wstęgowego nazwana A.R.T. Wiąże się z
tym zasadnicza cecha wszystkich monitorów tego producenta –
niespotykana wręcz w konkurencyjnych konstrukcjach detaliczność i
klarowność górnego pasma. Już na wstępie trzeba zaznaczyć, że jednych
realizatorów ta cecha przekona do monitorów firmy ADAM, a inni
stwierdzą, że „górka” jest męcząca. Faktem jest natomiast, że nawet na
ADAM A7 – w końcu najtańszym aktywnym modelu monitorów – szczegółowość
brzmienia, szerokość bazy stereo i głębia planów jest na poziomie
nieosiągalnym dla większości konkurencyjnych głośników.
Nie da się jednak ukryć, że projektując nowe monitory
producent musiał iść na kompromisy – w końcu to najtańsze aktywne
monitory w ofercie tego producenta. Czy odbiło się to na jakości? No i
przede wszystkim na brzmieniu?
Nowe monitory mają dwa wzmacniacze napędzające oddzielnie dolne i
wysokie pasmo – każda z końcówek dostarcza moc 50 W RMS. Pasmo dzielone
jest przed końcówkami przez aktywną zwrotnicę na częstotliwości 2.2
kHz. O przetworniku wysokotonowym pisać w zasadzie nie trzeba – to
A.R.T. Identyczna konstrukcja jak w modelu P11A o powierzchni 71 cm2 i
przekątnej 9.5 cm. Nową konstrukcją jest woofer o średnicy 6.5”,
którego membranę wykonano z łączonych mozaikowo powierzchni z kewlaru i
tworzywa Rohacell nadającego membranie sztywność i wytrzymałość (to
tworzywo jest wykorzystywane m.in. przy budowaniu łopat wirników dla
elektrowni wiatrowych).

A jak to gra? Mocno, nisko i głośno! I jakoś tak... znajomo. Pamiętacie test monitorów ANF-10
ogłoszonych przez marketingowców firmy A.D.A.M. jako następcę
„jamaszek” NS-10M? Udowodniliśmy wówczas za sprawą pomysłu Joachima
Krukowskiego, że i owszem, przy zastosowaniu korektora szybko i prosto
z ANF-10 można „zrobić” eNeSki. Ale bez korektora „se-ne-da”. Nowy
aktywny model już na wstępie, przy pierwszym odsłuchu przypomina
NS-10M! Nie znaczy to, że grają tak samo, ale podstawowa cecha, czyli
„wywalony środek” się zgadzają. Każdy kto pracował lub słyszał eNeSki,
wie o co chodzi ;) Tyle, że A7 oferuje znacznie więcej – przede
wszystkim większą czytelność i plastyczność górki oraz... bas! Jak na
konstrukcję z przetwornikiem o średnicy 6.5” schodzą bardzo nisko.
Wszak przetwornik odpowiedzialny za przenoszenie dolnego pasma do
gigantów nie należy. Producent w materiałach reklamowych informuje, że
nowe budżetowe monitory przenoszą pasmo mieszczące się w zakresie 46 Hz
– 35 kHz przy tolerancji +/-3 dB. Przy szczegółowym badaniu generatorem
okazało się, że owszem – monitory grają nisko, ale nie aż tak jak
podaje producent ;) Realnie użyteczne pasmo zaczyna się od około 55 Hz.
Wszystko co poniżej jest odtwarzane przy spadku większym, niż 3 dB.
Trzeba przyznać, że dzięki lekkości membrany bas jest bardzo szybki i w
miarę precyzyjny, choć mam wrażenie (porównując do moich monitorów TLC
AMS-1 i Behringer B2031A) że w testowanych A-siódemkach bas wybrzmiewa
nieco szybciej, jest jakby krótszy. W sumie jest na to wyjaśnienie –
membrana głośnika niskotonowego w A7 jest z pewnością lżejsza i
sztywniejsza, niż w AMS-1 i B2031A. Co powinno być wzorcem?

Są różne szkoły konstruowania monitorów studyjnych. W
zasadzie naczelną zasadą powinno być zapewnienie w pełnym zakresie
równomiernego przetwarzania częstotliwości. Praktyka pokazuje jednak,
że każdy z markowych producentów ma swój własny „styl” brzmienia.
Wiadomo, czego można spodziewać się po monitorach Genelec, Mackie,
Dynaudio, JBL czy A.D.A.M. Nowe A7 – mimo podniesionego poziomu
średnicy – nadal należą do rodziny Pierwszego (czyli ADAMa ;)) Pewne
jest, że idealnie liniowo w pełnym zakresie pasma nie zagrają. Można
przyjąć, że A7 mają delikatnie podbity dół i nieznacznie podbitą,
bardzo czytelną górę. Wrażeniowo na pierwszy rzut ucha owa górka może
wydać się mocno podbita, ale to wynik nie tyle wyższego poziomu, co
czytelności przetwornika A.R.T. Czy to dobrze? Zależy, co kto lubi i na
czym wykształcił swój słuch. Ja jestem zwolennikiem możliwie liniowo
grających monitorów, zaś rolę A7 w moim studiu widziałbym jako monitory
do masteringu i jako odsłuch alternatywny. Ale pół świata pracuje na
monitorach Genelac, Mackie, Dynaudio, A.D.A.M., a te z pewnością
liniowo nie grają. Co to oznacza? Konstruktorzy zastosowali znany z
wcześniejszych swoich konstrukcji zabieg i wzmocnili nieco zakres pasma
od 80 Hz do około 150 Hz. W efekcie w kiepskich akustycznie
pomieszczeniach studiów domowych należy posłużyć się korektorem BASS EQ
zmniejszając poziom niskich tonów. W moim przypadku było to –2 dB. A
jak przychodzi klient po „odbiór” miksu czy mastera, to bas zawsze
można przywrócić po poziomu „zero” (czyli „plus” ;))).
Jednak najistotniejszą cechą A-siódemek jest
czytelność, przestrzenność i głębia planów wysokotonowego przetwornika
A.R.T. Planowanie przestrzenne miksu na A7 daje super-zabawę i może być
niezwykle kreatywne. Faktem jest, że po ukończonym miksie mało które
monitory czy zestawy głośnikowe innego producenta dadzą takie poczucie
głębi – efekt brzmieniowy będzie bardziej skomasowany, płytszy – ale
pracując nad miksem mamy absolutną kontrolę nad planami przestrzennymi.
No i zawsze można „błysnąć” przed klientem dając mu odsłuchać miks na
A-siódemkach. No i nie należy zapominać, że środkowe pasmo A7 jest
bliskie temu, co znają użytkownicy NS-10M – wyuczone ucho od razu
poczuje się pewniej, zwłaszcza przy miksowaniu wokali.
Oto wrażenia Arka Namysłowskiego z testowania A-siódemek.
***

„A-siódemka” to konstrukcja nowa. Na polskiej stronie
internetowej producenta i dystrybutora żadnych danych na temat tej
konstrukcji jeszcze nie ma (dane z dzisiaj - 4 lipca 2006). Więc, jak
już wspomniałem... Wiem, wiem, od więc się nie rozpoczyna zdania. Ale
dosyć już tych wtrąceń! Do meritum czym prędzej!
Radek już od pewnego czasu mnie szczuł, bo był na targach muzycznych
MusikMesse we Frankfurcie i widział je, słyszał i twierdził, że za
niedługo będą... W każdym razie, wiedzę jakąś posiadł i co
najważniejsze, wiedzą tą się podzielił. Ze mną! Pewnie z innymi też,
ale ja się jakoś tak podjarałem. Przede wszystkim rozmiarami, (bo mam
małe biureczko) i planowaną ceną (bo mam mały budżecik), no i tym, że
zastosowane głośniki to konstrukcje już sprawdzone i montowane w innych
zestawach. Wszystko to wróżyło sukces.
W momencie, kiedy firma oficjalnie rozpoczęła
dystrybucję, poprosiłem Radka o sprowadzenie jednej pary do testów. W
tak zwanym, międzyczasie okazało się, że dostałem zlecenie na oprawę
dźwiękową filmu dokumentalnego dla TVP1. Miałem to zrobić w studiu,
którego wyposażenie było niepełne – brakuje właśnie monitorów
studyjnych ;) I tu pojawiła się sposobność, poza tym wszyscy będziecie
mogli posłuchać owoców mojej pracy i tym samym możliwości „A7” w
telewizji publicznej. Wiem, że to może trochę szalone, bo ja przecież
jeszcze nigdy tak naprawdę na „Adamach” nie pracowałem, ale kiedyś musi
być ten pierwszy raz. Najwyżej kolaudacja w „publicznej” odrzuci
materiał ze względu na zły dźwięk i wtedy się dowiem, że coś
schrzaniłem J. Na razie jestem dobrej myśli!

W celu uniknięcia poruszania się w kompletnej
ciemności, a raczej głuszy, postanowiłem przygarnąć monitorki do domu
choć na parę dni. Tak, żeby przesłuchać jak najwięcej znanych mi dobrze
płyt oraz posłuchania moich miksów robionych na odsłuchach NS10M, TLC
PRO, i słuchawkach Beyerdynamic DT 770 pro. Informacja dla wszystkich
zawistników: oczywiście nie posiadam całego tego sprzętu w domu, tylko
„w różnych okolicznościach przyrody” korzystałem z takiego sprzętu w
miejscach, w których przyszło mi pracować. A słuchawki... Są MOJE!!!
:-) Od razu, kiedy Radek je dostał, zapowiedziałem swoją wizytę. Zanim
do niego dojechałem, poprosiłem żeby jednak je rozpakował, bo chciałem
sobie posłuchać jak grają w porównaniu z TLC i Behringerami, które u
niego stoją. Dojechałem i od razu przeszliśmy do rzeczy.
- Włączaj! – zagaiłem od progu.
- Może jakiejś kawy, albo coś zimnego? – spytał Radek.
- Później! – odpowiedziałem.
Pierwsze wrażenie... szok! Cholera sam środek i góra oczywiście (z tego
drugiego w końcu słyną „Adamy”). Co jest grane? Kurcze uduszą mnie!
Zamówiłem odsłuchy, które mogą być trochę niedobre (delikatnie rzecz
ujmując).
- Zrób mi kawę. Czarną. Mocną. Z cukrem. Dwie łyżeczki... Masz fajki?
Chwila w spokoju, pozbieranie myśli i zaczęło się
poprawiać. Po pierwsze: przecież Yamahy NS 10 M, moje ulubione, też
mają wywalony środek :-). Czyli, nie ma dramatu, to właśnie dobrze!
Wręcz rewelacyjnie! Po drugie: one mają bas! Wrażenie pierwszej chwili
– wystarczającą ilość. Przecież będę robił film dla telewizji, a nie
miksował techno czy drum’n’bass. Czyli ten środek to zaleta, a nie
wada! A po trzecie: uszy miałem za nisko. No bo jak ADAMy A7 postawi
się na Behrinngery B2031A, które stoją do tego na TLC Pro AMS-1, to...
Przyjmijcie po prostu, że tak było. Wystarczyło wstać i wszystko stało
się jasne. Grają dobrze! Może nawet rewelacyjnie. Ale to będę jeszcze
musiał sprawdzić!
Dobra, wracam za godzinę. Spakuj mi je proszę. W „chacie” postawię
sobie na biureczku obok panelu LCD i zobaczymy, a raczej usłyszymy. No
i usłyszałem. Podłączyłem pod niezbalansowane wyjścia w mojej karcie
M-Audio FW 410, włączyłem Public Enemy i... musiałem zmniejszyć bas (z
tyłu są trzy pokrętełka, jak to zwykle bywa w konstrukcjach aktywnych).
I musiałem je ściszyć (przedni panel). Nie tylko dlatego, że zbyt
głośno grały, ale przede wszystkim, dlatego że nie mają limitera i nie
chciałem na „dzień dobry” spalić jakiegoś głośnika. I wtedy zaczęły
„gadać”! Nawet tak sobie zacząłem porównywać z moimi słuchawkami i...
tu kolejny szok, grają bardzo podobnie! Wręcz tak samo! Nie, no to
jestem w domu! Właściwie „w ciemno” dokonałem właściwego wyboru. Chyba
zaczynam zdradzać oznaki wielkości J. Dobra, dobra, bez przesady.
Opierałem się przecież na opiniach innych ludzi, którzy „A7” mieli
okazję słyszeć.
Do końca tygodnia „katowałem” A-sódemki różnymi
odmianami hip-hopu, bluesa, heavy-metalu i, o zgrozo, popu. W każdym
razie, przeczołgałem je trochę na okoliczność poznania brzmienia i
nauczenia się dobrych i słabych stron tych ośmiokilowych cacuszek. I?
Podpisuję obydwoma rękami pod tym, że to znakomite
jak na tę cenę monitory. To idealne rozwiązanie dla małych studiów
nagraniowych, albo dla studyjek domowych. „Rozchodzi się jednak o to,
żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów”. Jest taka jedna teoria,
która głosi, że monitory odsłuchowe nie powinny grać za ładnie, gdyż
rodzi to niebezpieczeństwo robienia złych miksów... Wiem, wiem – trochę
to skomplikowane, no ale są ludzie którzy tak twierdzą i nie można im
zarzucić, że plotą bzdury. Wiec ostrożnie! Róbcie miksy z dużą uwagą i
sprawdzajcie po kilka razy czy wszystko jest rzeczywiście dobrze. Nie
„przefajnowujcie”!!!
Arek Namysłowski

Jak wspomniał Arek, A7 nie mają zainstalowanych limiterów. Należy więc
uważać, by zbyt wysokim poziomem sygnału nie spalić któregoś z
przetworników. Do A7 sygnał można doprowadzić za pośrednictwem złączy
XLR (symetryczne) lub cinch (niesymetryczne). Do dyspozycji są dwa
filtry – dla niskich częstotliwości EQ usytuowany na 50 Hz działający w
zakresie +/-6 dB i wpływający na częstotliwości poniżej 150 Hz oraz dla
wysokich częstotliwości EQ usytuowany na 15 kHz działający w zakresie
+/-6 dB wpływający na częstotliwości powyżej 6 kHz. Ponadto mamy
możliwość regulować poziom głośności głośnika wysokotonowego w zakresie
+/-4 dB. Z przodu monitorów na dole płyty czołowej znajduje się
włącznik zasilania oraz regulacja poziomu wzmocnienia (od –60 dB do +6
dB).

Zamiast podsumowania – samobiczowanie (to taka moda w czasach powrotu
do PeeReLowskich praktyk władz). Wstyd się przyznać, ale podczas pracy
na A7 przekonałem się, że kilka miksów zrobionych wcześniej ma źle
zmiksowane górne pasmo (zbyt „zdeptana” górka). Zwłaszcza na etapie
masteringu wkradło się kilka błędów, których na AMS-1 i B2031A nie
słychać. A na A7 owszem. Od razu. Poza tym w przypadku materiału, który
jeszcze nie opuścił moich rąk na nowo podszedłem do miksu. Okazało się,
że przy nagraniu 13-osobowej kapeli reggae, przy projektowaniu
przestrzeni stereo miksu nastąpiło kilka zbitek, które dopiero na A7
stały się słyszalne. W zasadzie wniosek z testu jest jeden – wcześniej
czy później monitory A.D.A.M. muszą zagościć na stałe w moim studiu. A
cena A7 na poziomie 3650 zł jest niezwykle kusząca... Kto ulegnie?
|