|
Na początku była gitara. Zaraz potem
wzmacniacz gitarowy. A ponieważ jesteś gitarzystą bezkompromisowym
– zamiast multiefektu – pierwsza kostka gitarowa. Za chwilę
następna. I następna. No i jeszcze jedna, a za chwilę multiefekt
gitarowy. Przyszła kolej na zamówienie pedal-boardu. Mamy
więc ów pedalboard, mamy efekty w jednej obudowie, ale to nie
rozwiązało problemu...
Wojciech Hoffmann

Właśnie - problemu, o którym
mało kto myśli zaczynając przygodę gitarzysty: jak te wszystkie
efekty okiełznać, włączać i wyłączać, czy na próbie,
czy w czasie koncertu. Co gorsza - pamiętać kiedy i jaki efekt w
danym momencie granego utworu włączyć, a który wyłączyć.
Jeśli zapędzimy się w naszych zakupach fundując sobie kilka
kostek efektowych możemy doprowadzić do tego, że grając koncert
częściej będziemy wlepiać się gałami w leżące u stóp
pedały, niż dostrzegać wpatrzone w nas ślicznotki z szalejących
pod wpływem naszej muzy pierwszych rzędów widowni! Może być
gorsza perspektywa? I tu - jak rycerz na białym rumaku ratujący
księżniczkę zamkniętą w wieży wkracza do akcji GSC - jedyny w
tej cenie sterownik i kontroler gitarowy o tak szerokich
możliwościach. Jeśli nie zgodziłeś się jeszcze ze mną, że
kontroler pozwalający skupiać się na muzie i panienkach jest
niezbędny, to albo wolisz wpatrywać się w pedały i powinieneś
iść z tym do psychologa, albo... nie grasz koncertów.

Siłą stwórczą kontrolera GSC
jest Waldemar Glomb - główny konstruktor firmy ELZAB
produkującej kasy fiskalne i wagi. ??? Skoro ten sterownik
zaprojektował facet konstruujący kasy fiskalne, to może być
porażka. Co koleś od kas może wiedzieć o sterowaniu gratami
gitarowymi? I tu zdziwko - wie i to dużo. Ten facet ma prawdziwego oryginalnego amerykańskiego Gibsona
Les Paula. No ale takich co mają dobre i drogie gitary i
nie potrafią na nich grać jest wielu. Tyle, że ten facet wie do
czego służy gitara. I kostki gitarowe też. Więcej - potrafi się
posługiwać nawet G-MAJORem ;) W tym celu m.in. zaprojektował
kontroler GSC. Zresztą można posłuchać choćby krótkiej
prezentacji potrójnego distortion pokazanego na tegorocznych
targach Music Media żeby się przekonać, że PRZYNAJMNIEJ kilka
riffów się nauczył :) Prawda jest taka, że GSC
zaprojektował muzyk i gitarzysta.
Skoro doszliśmy do tego, że
konstruktor wiedział co robi projektując GSC przekonajmy się, co
to to potrafi. I czy jest wart kasy, jaką za niego chce producent.
Wejście sygnału w GSC jest identyczne
jak w lampowych wzmakach - ma bufor dzięki tranzystorowi polowemu,
więc nic nam nie będzie obciążać przystawek gitary i ciąć
sygnału. GSC ma 4 pętle - czyli możemy podłączyć i sterować
brzmieniem przynajmniej 4 kostek. Do każdej pętli możemy podłączyć
więcej niż jedną kostkę, ale wówczas wybierając włączenie
tej pętli mamy brzmienie przetwarzane przez oba efekty (oczywiście
zawsze można włączać/wyłączać efekt oddzielnie - tylko nie po
to kupujemy GSC ;)). Te 4 pętle wystarczą do obskoczenia jakiegoś
dopalacza (overdrive, distortion czy fuzz), chorusa, delaya i
reverbu.
Dla każdej kostki z GSC jest
wyprowadzone zasilanie! Nie trzeba więc stosować plątaniny kabli
zasilaczy do kostek - wszystko kulturalnie i elegancko podłączamy
do GSC (standardowe kabelki zasilania są w komplecie).
Jeśli mamy multiefekt możemy nim
sterować przez MIDI za pomocą GSC - dostępny jest wybór
programów (Program Change). Jeśli mamy piec z pętlą,
multiefekt możemy podłączyć po nią, a sterować nim
(włączać/wyłączać, zmieniać efekty) przez GSC. Jak nie mamy
pętli we wzmacniaczu, możemy multiefekt podłączyć do GSC.
Co potrafi jeszcze GSC? Zmieniać
kanały w naszym wzmacniaczu ;) Do dyspozycji są dwa złącza SWITCH
- SW1&2 i SW 3&4. Jeśli mamy 2-kanałowy wzmak zamiast
fabrycznego sterownika podłączamy odpowiedni przewód od GSC
(lista obsługiwanych wzmacniaczy jest dostępna na stronie
producenta). A wyjście SW3&4 możemy wykorzystać np. do
podłączenia kaczki wahwah. Jeśli switch naszego wzmacniacza ma
oprócz sterowania kanałami możliwość włączania/wyłączania
reverbu lub włączania „dopały” BOOST, wówczas
wykorzystujemy do tego wyjście SW3&4 z odpowiednim okablowaniem
dostarczonym przez producenta GSC - firmę G-Lab.
A teraz najważniejsze - w pamięci GSC
jest 6 banków, a każdym można zapisać 5 programów. W
sumie mamy więc możliwość zapisania 30 programów
sterujących 4 kostkami, multiefektem i wyborem kanału we
wzmacniaczu. Pięć barw na utwór. Starczy? MUSI ;) I powinno
starczyć. A jak komuś mało, to producent przewidział możliwość
połączenia dwóch GSC w jeden system.
Mi w każdym razie jeden GSC wystarcza
- na mniejsze koncerty zabieram go ze sobą. Trochę śmiesznie, bo
zdarza się, że nawet na większych sztukach podłączam do niego
nawet taki zestaw: 3 kostki, T.C. Electronic G-System i dwa lampowe
potwory - Ibaneza i MESA. I daje radę.
Co jeszcze o GSC warto powiedzieć? Ma
wyjście na stroik (tuner) z funkcją cichego strojenia (wystarczy
przycisnąć dwa pierwsze przełączniki). Ważne jest również
to, że doprowadzenie zasilania jest zabezpieczone nakrętką, a sam
przewód od zewnętrznego zasilacza sieciowego jest długi. I
rzecz najważniejsza jeśli chodzi o obsługę - jeżeli instrukcja
obsługi cię przeraża, to odwiedź stronę producenta i obejrzyj
instrukcję obsługi wideo ;) Proste do bólu. A jeśli dla
takiego wiekowego gitarologa obsługa GSC po obejrzeniu instrukcji
wideo jest prosta, to dla gitarowej młodzieży tym bardziej.
G-Lab wystartował ostro - z wysokiego
C. No, może nie najwyższego, ale bezwzględnie GSC jest tym czego
brakowało na rynku, nie tylko polskim! Dzięki niemu nasza gra na scenie nie będzie już przypominać tańca irlandzkiego :-) To genialny w swej prostocie
sterownik zabijający ewentualną konkurencję. I do tego polskiej
konstrukcji i produkcji! A że to dobry sprzęt najlepszy dowód, kto handluje tym w
Niemczech - Thomann!
W tajemnicy powiem, że w Polsce jest
taniej :-) Jeśli więc masz baterię kostek gitarowych i wolisz na
koncertach wypatrywać panienek szalejących na Twoim punkcie - bierz
GSC!
Z gitarowym pozdrowieniem
Wojtek Hoffmann
Producent: G-Lab
|