|
Boss
to firma, której nikomu specjalnie przedstawiać nie trzeba.
Przez lata efekty „w kostce” tego producenta zdobyły sobie
rzesze użytkowników, a nawet wielbicieli. Wiele z nich, jak
choćby DS-1, DD-3, czy MT-2 mógłbym nawet nazwać klasykami
gdyby nie fakt, że tego typu określenia są ostatnimi czasy mocno
nadużywane. Nie ma się czemu dziwić. Efekty Bossa zawsze
gwarantowały przyzwoite brzmienie zapakowane do pancernej obudowy,
za rozsądne pieniądze. Czyli sytuację idealną. Żeby tego było
mało, obok kostek Bossa pojawiały się wielkie nazwiska, których
tutaj przytaczać raczej nie muszę.
Gambit

Oprócz
kostek Boss popełnił serię multiefektów serii GT, oraz
multiefekt ME-50, które również, pomimo bardzo dużej
konkurencji, zapracowały sobie na przychylność gitarzystów.Dzisiaj zaprezentuję Wam następcę
tego ostatniego. ME-20, bo o nim mowa, trudno nazwać po prostu
multiefektem.
Urządzenie oferuje bowiem dwa tryby
pracy, z których pierwszy przypomina w działaniu zestaw kilku
pojedynczych efektów, z których każdy można jednym
nadepnięciem włączyć lub wyłączyć. W drugim trybie mamy do
dyspozycji 10 banków po 3 presety. Żeby przełączyć preset
w banku nie musimy przewinąć numeru presetu klawiszami góra
– dół, wystarczy po prostu nacisnąć jeden z przełączników
nożnych – bardzo wygodne. Gorzej z bankami, gdyż albo musimy się
schylić, albo dokupić dodatkowy, dwuprzyciskowy footswitch. Co mamy
do dyspozycji?

Na pokładzie są trzy główne
moduły: OD/DS, Mod oraz Delay. Moduł OD/DS zawiera efekty:
Overdrive, Blues, Distortion, Metal, Fuzz oraz kompresor. Dodatkowo
mamy jeszcze opcję OD/DS SOLO, podbijającą niektóre
częstotliwości i dodatkowo wzmacniającą sygnał, czyli taki
pokładowy booster.
Moduł Mod zawiera: Chorus, Phaser,
Flanger, Tremolo i Rotary. Moduł Delay zawiera linię opóźniającą
podzieloną na trzy tryby: delay od 0 – 99 ms, delay od 100 – 700
ms oraz reverb. Oprócz tych trzech modułów załączanych
przyciskami nożnymi mamy do dyspozycji czteropasmowy korektor,
przyzwoitą bramkę szumów oraz pedał ekspresji, który
po uruchomieniu urządzenia działa jako pedał głośności. Gdy
dociśniemy mocno jego górną część, staje się on pedałem
wah-wah. W tym miejscu pojawił się pewien problem. Otóż,
aby włączyć kaczkę należy się do tego solidnie przyłożyć. O
włączeniu kaczki na siedząco możemy zapomnieć. Jednak tutaj z
pomocą przyszła (a jakże!) instrukcja obsługi. Projektanci
zadbali o możliwość dopasowania przełączenia trybu pracy pedału
do indywidualnych potrzeb posiadacza. Wystarczy tylko obniżyć próg
reakcji urządzenia na nacisk i już nie trzeba wykorzystywać do
przełączenia każdego naszego kilograma :-) Skoro już jesteśmy
przy pedale ekspresji, to oprócz czułości przełącznika
trybów, możemy sami ustawić, w których położeniach
chcemy mieć minimum i maksimum efektu.
Przejdźmy teraz do samego sposobu
regulowania poszczególnych parametrów. Cały interfejs
opiera się o sprawdzony już model tabeli. Do dyspozycji mamy cztery
potencjometry i pięć przycisków wyboru wiersza. Przyciskiem
wybieramy wiersz, którego parametry będziemy regulować za
pomocą potencjometrów. Piąty przycisk, EZ Edit, przełącza
potencjometry w tryb, w którym każdy z nich pozwala wybrać
kilka predefiniowanych ustawień każdego z efektów, za
wyjątkiem bramki szumów, której ustawienia są
globalne. Na uwagę zasługuje też możliwość wyboru jednego z
dwóch trybów pracy potencjometrów. W pierwszym z
nich potencjometry pracują normalnie, czyli kręcąc zmieniamy
wartości zgodnie z położeniem suwaka. Drugi tryb to naprawdę
fajna sprawa biorąc pod uwagę fakt, że każdy potencjometr
obsługuje kilka parametrów. Najprościej rzecz ujmując, w
drugim trybie nie zmienimy wartości parametru dopóki nie
wybierzemy dotychczas ustawionej wartości. Jest to o tyle łatwe, że
pokręciwszy gałką na wyświetlaczu pojawia się ustawiona
aktualnie wartość parametru. Trochę to komplikuje edycję, ale z
drugiej strony żadnego parametru nie zmienimy w sposób
przypadkowy. Zestaw parametrów każdego modułu jest
standardowy. Dla modułu przesterów mamy regulację gainu,
barwy tonu oraz poziomu głośności, dla efektów
modulacyjnych mamy do dyspozycji regulację czasu, głębokości i
poziomu efektu, a efektami opóźniającymi możemy sterować
za pomocą parametru czasu, wybrzmienia i poziomu efektu.
Obsługa urządzenia podczas gry jest
wygodna. Duże przyciski pozwalają wygodnie zmieniać presety,
włączać i wyłączać moduły. Pedał ekspresji, jak już
wcześniej wspomniałem, po drobnej korekcie ustawień pracuje bardzo
dobrze. Problem pojawia się gdy chcemy zmienić bank presetów,
lub też włączyć podbicie podczas partii solowej. Żeby wygodnie
skorzystać z tych funkcji należy się zaopatrzyć w dodatkowy
sterownik nożny. Jest to o tyle kiepskie rozwiązanie, że wielu
ludzi wybiera multiefekty właśnie dlatego, żeby uniknąć
podłączania wielu urządzeń do siebie, co się wiąże z plątaniną
kabli. Wydaje mi się, że aby nie komplikować sprawy wystarczyło
by zamienić ze sobą miejscami przełączanie trybów
działania procesora (równoczesne naciśnięcie przełącznika
2 i 3) z uruchomieniem trybu SOLO, gdyż odnoszę wrażenie, że
jednak tego drugiego częściej się używa podczas gry (zwłaszcza
na scenie), niż zmiany trybu pracy z „kostkowego” na
„multiefektowy”. Muszę jednak przyznać, że są to jedyne
wątpliwości co do sposobu obsługi urządzenia, jakie przychodzą
mi na myśl, więc jest nieźle.
Brzmienia jakie oferuje ME-20 to
całkiem przyjemne algorytmy, których charakter kojarzy się z
producentem tego urządzenia. Mnie najbardziej spodobał się delay,
rotary i wah. Pierwszy z nich to kontynuator dobrych tradycji linii
opóźniających Bossa. Maksymalny czas opóźnienia jest
dość krótki, jak na tę klasę urządzeń, bo tylko 700ms,
jednakże do większości zastosowań w zupełności wystarczy.
Drugi, bardzo ciepły i okrąglutki efekt rotary, pozwala ustawić
się tak, że jest słyszalny, a przy tym niezbyt nachalny. Kaczka
nie jest rewolucją, ale to chyba nie o to chodzi. Pracuje za to
bardzo ładnym pasmem i charakter jej pracy nie zaskoczył mnie –
po prostu jest taki jakbym tego oczekiwał.
Przestery mnie nieco rozczarowały. W
zasadzie żaden z nich nie pracuje w taki sposób, jakbym tego
oczekiwał. Nie znaczy to, że nie da się na ME-20 ukręcić
przyzwoitego brzmienia (vide próbki). Problem tkwi gdzie
indziej, a konkretnie w sposobie pracy regulatora gainu. Gdy
przekręcimy ten potencjometr na zero otrzymujemy lekki przester
(względem wybranego rodzaju rzecz jasna). Gdy przekręcimy gałkę
na wartość 10 ilość przesteru w sygnale rośnie tak jakbyśmy
tego oczekiwali. Natomiast już od wartości 12 – 15 zaczyna się
zmieniać pasmo którego dotyka zwiększenie gainu, w dodatku
pasmo to się kurczy od dołu. Powoduje to, że im wyżej ustawimy
przester, tym wyższe częstotliwości będzie on dotykał
pozostawiając niższe bez zmian. Powoduje to zapiaszczenie
brzmienia. Jeżeli ktoś to lubi, to OK. Ja nie lubię. Stąd
opracowując własne brzmienia musiałem mocno kręcić korekcją.
Przydało się to, że to 4-pasmowy układ. Niestety taka regulacja
gainu staje się coraz bardziej popularna w cyfrowych urządzeniach i
ME-20 nie jest jedynym urządzeniem, w którym to
zaobserwowałem.
Paradoksalnie, w module OD/DS
najbardziej spodobał mi się… kompresor :). Sam byłem tym faktem
zaskoczony, niemniej jednak muszę oddać „Szefowi”
sprawiedliwość. Kręcąc „gałami” najwięcej bawiłem się
chyba właśnie kompresorem, który bardzo przyjemnie zaokrągla
czyste brzmienie gitary i sprawia, że jest ono bardziej tłuste. Do
tego jeszcze odrobina pogłosu, chorusa i mamy bardzo ładne, czyste
brzmienie. No właśnie, chorus też pracuje przewidywalnie, przy
czym można ustawić go na taką głębokość, że mamy wrażenie
rozstrojonej gitary. Phaser i flanger też grają nieźle, aczkolwiek
efektom tym poświęciłem trochę mniej czasu, ze względu na to, że
bardzo mało ich używam i niespecjalnie czerpię radość z ich
używania. Bardzo ważne jednak jest to, że multiefekt ten gra
pełnym pasmem i ładnie reaguje na zmiany dynamiki, a należy
pamiętać, że do niedawna, żeby kupić efekt oferujący tą
„funkcjonalność” należało sprzedać samochód. Również
pod względem jakości samego sygnału nie można nic BOSSowi
zarzucić – sygnał jest przetwarzany przez 24-bitowe przetworniki
z oversamplingiem.
Oto przykłady - najpierw nagrane przez Wojtka Hoffmanna.
BOSS ME-20 - blues + reverb
BOSS ME-20 - blues + rotary + reverb
BOSS ME-20 - overdrive
BOSS ME-20 - overdrive + chorus
BOSS ME-20 - overdrive + chorus + delay
BOSS ME-20 - overdrive + phaser + delay
BOSS ME-20 - distortion
BOSS ME-20 - distortion + UX-1 GearBox J-800 Brit
BOSS ME-20 - metal
BOSS ME-20 - metal + UX-1 GearBox J-800 Brit
BOSS ME-20 - fuzz + UX-1 GearBox J-800 Brit
A oto przykłady nagrane przeze mnie.
BOSS ME-20 - blues
BOSS ME-20 - overdrive
BOSS ME-20 - distortion
BOSS ME-20 - fuzz + wah
BOSS ME-20 - metal
BOSS ME-20 - comp + rotary
Reasumując, Boss ME-20 jest sprawnym
urządzeniem aczkolwiek, jak wszystko, ma swoje minusy, do których
przede wszystkim zaliczyłbym średnio udaną sekcję przesterów
- zwłaszcza z uwagi na dziwny sposób regulacji GAINu. Za to
efekty modulacyjne i delaye to klasyka BOSSa. No i nie zapominajmy, że w zasadzie BOSS ME-20 jest przedsionkiem dopalającym wzmacniacz gitarowy rozszerzonym o efekty. BOSS ME-20 przy cenie 690 zł wart
jest zakupu. Jest
to konstrukcja skierowana do konkretnej grupy użytkowników, do której ja się raczej nie zaliczam. Stąd może mój brak entuzjazmu... Proponuję zatem wyrobić sobie
własne zdanie, zaczynając choćby od posłuchania powyższych
próbek.
Dystrybutor: Roland Polska
|