|
Tych co mimo 21. wieku ciągle jeszcze
żyją w świecie 1 volta/oktawę, Musikmesse od lat przyciągała
wielkim, zbiorowym stoiskiem superbooth organizowanym przez Schneider
Büro. Tym razem jednak ich zabrakło. Na szczęście znalazł
się ktoś, kto tę lukę potrafił wypełnić – Synthesizer
Magazin.

Obok aktualnych konstrukcji dla
nostalgików, gdzie swoje nowości zaprezentowali tacy jak MFB
(pół-modularny Kraftzwerg; cóż za nazwa - "mocny
karzeł"), Doepfer (Monsterkofer, nowe moduły), czy Sherman
(Restyler), na swego rodzaju wystawie stworzonej przez Synthesizer
Magazin można było nie tylko zobaczyć
stare analogowe (jak również nowe cyfrowe) zabytki. Lecz mimo
nierzadko leciwego wieku, dużych pokładów kurzu oraz
chwiejnych pokręteł i przycisków również je było
wziąć pod własne palce. Kto od lat marzył o klasycznym ARPie,
kultowym Rolandzie, historycznym synthu Yamaha (ale niestety nie tej
słynnej 80-tce, tylko tej o numer mniejszej 40-tce), Korgu serii MS
wraz z sekwencerem, jak również wielu innych egzotykach, mógł
się tam nakręcić do woli. Szkoda tylko, ze organizatora nie stać
było na lepsze słuchawki. Do instrumentów były podłączone
bowiem te piankowe stworki, które niegdyś dołączano do
walkmanów. Jak wspominałem, na stoisku stały nie tylko
analogowe dinozaury, lecz również instrumenty już z ery
cyfrowej. Do najbardziej prominentnych tam zaprezentowanych
przedstawicieli zaliczam Rolanda JD-800, który swego czasu był
u mnie bardzo, bardzo wysoko na liście marzeń do spełnienia (ale
jednak kultowy Wavestation wygrał wówczas ten wyścig).

A propos Synthesizer-Magazin... Jako
organizator stoiska-wystawy czasopismo postanowiło - i slusznie -
zrobić trochę reklamy dookoła swojego wydawnictwa. Przyznam się
bez bicia - nigdy wcześniej ani nie widziałem tego tytułu, ani o
nim nie słyszałem. Jakież było moje zdziwienie gdy wertując
kilka numerów mogłem rzucić okiem na zawartość: zarówno
artykuły o wspołczesnych instrumentach wirtualnych i
hardware'owych, jak i o znanych i mniej znanych analogowych perłach
z minionej epoki, wywiady z ludźmi, których nazwiska coś
mówią nie tylko dzisiejszej młodzieży oraz dużo na temat
techniki syntezatorów i teorii. Jednym słowem - dokładnie
to, co od lat człowiek sobie życzył abonując np. niemieckiego
Keyboards'a (obecnie rozbitego na dwa czasopisma: "Keyboards"
oraz "Sound & Recording"). Jeśli ktoś ma więc dosyć
płacenia za przedłużone ramię przemysłu muzycznego nadzianego do
obrzydzenia reklamami z testami i poziomem informacji tylko lekko
wykraczającego poza to, co i tak darmo można znaleźć w Internecie
i jeśli ktoś pewnie siedzi w językowym siodle (Synthesizer-Magazin
jest wydawane po niemiecku), to bardzo gorąco polecam rzucić okiem
na ten wyjątkowo atrakcyjny dwumiesięcznik!
autor: Marek Twardochlib
Wydawnictwo: Synthesizer Magazin



|