|
Mackie to marka, której
przedstawiać nie trzeba. Ma ugruntowaną pozycję, bardzo wysoką
pozycję. Ta pozycja zobowiązuje. Ogólna tendencja do
„tanienia” sprzętu odciska swe piętno z pewnością przede
wszystkim na takich właśnie markach. Dlatego utrzymanie wysokiej
jakości i korzystniejszej niż przed laty ceny jest tak istotne. Czy
tnąc koszty Mackie ścięło również jakość swoich nowych
mikserów, w tym nadesłanego do testów 1402-VLZ3?
Jarek Mierzejewski

Nie. Pod względem jakości nie się
nie zmieniło – mimo przeniesienia kilka lat temu produkcji do
Chin. Owszem, było krótkotrwałe wahnięcie jakości
wykonania zaraz po przeniesieniu produkcji, ale to było ze 3 lata
temu. Było, minęło. Niektórzy nawet nie zauważyli :-) A
jak pod względem jakości brzmienia?
Jak to jest, że można kupić
16-kanałowy mikser za 1000 zł, a za Mackie musimy zapłacić 1800
zł? Czy w ogóle jest sens ładować się w niemal dwukrotnie
droższy mikser? Czy dzięki temu brzmienie będzie dwa razy lepsze?
Ciut śmieszne pytanie, ale z takim się już spotkałem, właśnie w
odniesieniu do niniejszego miksera :-) Gdy mamy takie dylematy, to
tym bardziej musimy choć raz spróbować klasowego miksera.
Choćby Mackie. No i nie mamy o czym rozmawiać, jeśli priorytetem
jest niska cena zakupu. Jeśli kupujemy sprzęt nie na rok, a z
założeniem, że będziemy go używać dłużej, to nawet nie ma
dyskusji co wybrać... Bo za rok lub dwa i tak będzięmy musieli
kupić następny mikser. Jeśli jesteśmy w stanie położyć więcej
kasy na stół, to zapraszam do dalszej lektury.
Na początek nieco danych technicznych.
Mikser 1402-VLZ3 jest przedstawicielem trzeciej generacji mikserów
VLZ. Nowa generacja ma zmienione – czytaj udoskonalone –
przedwzmacniacze mikrofonowe. Teraz przenoszą 130 dB dynamiki, więc
zbliżają się do możliwości najnowszych standardów
rejestracji (24-bit/192 kHz). No i nie szumią przy większych
wzmocnieniach – a skala 60 dB wzmocnienia jest realna w tym
mikserze, a nie na papierze. Dość powiedzieć, że to podstawowy
wyróżnik w porównaniu np. z takim mikserem Behringera
lub Phonic. Przy ustawieniu GAINu na godzinę 3. Behringer szumi
niemiłosiernie. Mackie dostojnie milczy. No i ta dynamika... Ale o
tym później.
powiększ fotografię
Mackie 1402-VLZ3 to mikser 14-kanałowy,
gdzie pierwsze 6 to kanały mono mikrofonowo-liniowe, a następne to
stereo z wejściami liniowymi. Wszystkie wejścia są symetryczne,
ale mogą również pracować z sygnałami niesymetrycznymi.
Tłumiki mają długość 60 mm Każdy z torów mono posiada
wejście mikrofonowe XLR z preampem XDR2, wejście liniowe jack 1/4”
TRS, filtr dolnozaporowy 18 dB/oct. @75 Hz, regulację GAIN, korektor
3-pasmowy (niestety bez przestrajanego środka, półkowe LOW
@80 Hz ±15 dB i HIGH @12 kHz ±15 dB oraz zakresowy o
dość dużej dobroci MID @2.5 kHz ±15 dB) i regulację
panoramy. I tu pada na chwilę blady strach – nie ma INSERTów!
Spokojnie – są, na tylnym panelu miksera, dla każdego kanału
mikrofonowego. Napięcie Phantom +48 V dla mikrofonów
pojemnościowych jest załączane globalnie dla wszystkich wejść.
Kanały stereo 7-8, 9-10, 11-12 i 13-14
mają po dwa wejścia liniowe jack 1/4” TRS z przełączanym
poziomem symetryczny/niesymetryczny (+4/-10 dB). Korekcja jest
identyczna jak na kanałach mono. Mikser ma dwa tory wyjściowe –
MAIN oraz pomocnicze ALT 3-4 wraz z sekcją krosownicy C-R/SOURCE dla
kanału ALT, który służyć może jako CTL ROOM. Do
dyspozycji są 2 wysyłki mono i dwa stereofoniczne powroty z
regulacją poziomu powrotu i wyborem dla AUX 1 PRE/POST. Mikser nie
ma wbudowanych efektów. Są dwa wyjścia MAIN OUT (2 ×
XLR + 2 × jack 1/4” TRS), wyjścia CONTROL ROOM (2 ×
jack 1/4” TRS), ALT OUT (2 × jack 1/4” TRS) i wyjście
słuchawkowe. Wskaźnik poziomu ma 12 par diod przy czym Mackie
szpanuje swą analogowością i tylko 7 par diod określa poziom
wysterowania do 0 dBu, czyli w tym przypadku do wartości 0.775 V.
Dalej mamy wysterowanie „na górkę” - aż do +20 dB
(czerwone diody). Producent mógł sobie na to pozwolić, gdyż
mikser ma zapaz dynamiki „nad głową”. Wskazane jest, by poziomy
szczytowe (peaki) nie przekraczały +10 dB (żółta dioda), a
najlepiej dochodziły maksymalnie do +7 dB. Warto tu wspomnieć, że
mamy dla każdego kanału pomiar poziomu zarówno przed
tłumikiem (ale po korekcji), jak po tłumiku – w celu przełączenia
trybu prezentacji poziomu trzeba wcisnąć przycisk SOLO.
W tym miejscu chwila refleksji nad
przeznaczeniem testowanego miksera. Jako firma nagłośnieniowa
wykorzystaliśmy mikser w nagłaśnianiu koncertu bluesowego zespołu
Boogie Chilli w klubie Charyzma w Poznaniu. I do takich zastosowań
1402-VLZ3 się z pewnością sprawdzi, choć tylko 6 kanałów
mikrofonowych stanowi pewne ograniczenie. Ale nie dotyczy to jakości
brzmienia. Mikser Mackie zastąpił w klubie 16-kanałowy powermikser
firmy Behringer – różnicę w brzmieniu torów
mikrofonowych było słychać momentalnie! Sygnał był czystszy,
dynamiczniejszy (na co zwrócił uwagę natychmiast wokalista),
z większym brzmieniowym powerem. Jakby z głośników
zdjęto... koce których tam nie było. Korekcja na wokalu się
również sprawdziła – środek na 2.5 kHz to dobry wybór,
by podkreślić czytelność wokalu. Ale brak parametrycznego środka
ma też swoje konsekwencje – przykładowo wyciągniecie „kliku”
stopy było średnio możliwe... Czyli w mniejszych sytuacjach
nagłośnieniowych jest OK, ale dla bardziej wymagających aplikacji
PA niekoniecznie.
Stosowałem mikser również w
trakcie instalacji nagłośnienia na potrzeby prezentacji w markecie
oraz w sytuacji nagłośnienia stoiska targowego – Mackie 1402-VLZ3
dzięki świetnym preampom i dużemu zapasowi headroom (+22 dBu) pozwala efektywnie wykorzystać nagłośnienie. Świetnie
mikser sprawdził się także w nagłośnieniu kapeli weselnej o czym
na koniec testu... Jest jeszcze jedna domena, w której ten
mikser sprawdzi się rewelacyjnie – domowe studio.
***
Radek Barczak
Tak naprawdę seria VLZ studiem stoi –
tym domowym. Nie wiadomo, co było na początku – czy te miksery
zostały zaprojektowane z myślą o domowych studiach, czy
pomysłowość ludzka doceniła doskonały stosunek jakości do ceny
i powszechnie zaczęto stosować Mackie VLZ w domowych studiach. To
nieistotne. Tam, gdzie istnieje potrzeba wysokiej jakości preampów
mikrofonowych zawartych w użytecznej i przemyślanej konstrukcji
kompaktowego miksera, 1402-VLZ3 sprawdzi się wyśmienicie.
Rozwiązanie z kanałem odsłuchowym MUTE/ALT3-4 zostało wymyślone
bodaj właśnie przez Mackie i w połączeniu z sekcją kontroli
odsłuchu/miksu CTR ROOM/SUBMIX jest dokładnie tym, czego potrzeba w
takim mikserze. A preampy naprawdę dają radę. W porównaniu
do miksera Soundcraft (fakt, że poprzedniej generacji...) nowe
przedwzmacniacze Mackie są cieplejsze, mniej „metalowe” w
brzmieniu, minimalnie mniej szumią i mają większą głębię –
czy podłączymy pojemnościowy mikrofon wielkomembranowy, czy
„zwykłego” dynamika. W ramach ciekawostki – wpadł do mnie
kumpel z grupy pl.rec.muzyka.bin i widząc Mackie 1402-VLZ3 wyraził
wątpliwość, czy może być w ogóle jakkolwiek różnica
między Mackie a takim Spiritem... Jak się słucha na 16-bitowych
„komputerowych monitorkach USB” typu Alesis M1 Active320 USB, to
nie dziwię się że nie słychać różnicy :-) . Na
porządnych monitorach i owszem – różnica została przez
młodego człowieka usłyszana natychmiast. Zresztą możecie sami
posłuchać różnic.
Na testowanym mikserze został
zarejestrowany utwór, który znalazł się na płycie
„Tribute to The Sisters of Mercy” - od początku, od basu,
djembe, gitar, wokali, wilonczeli, przeszkadzajek. Wszystko w jednym
pokoju o powierzchni 10 m2 (no... 9,5 m2). W mieszkaniu. Obok toczy
się życie rodzinne, a tu na 10 m2 w szale twórczym ustawia
się mikrofony, podłącza kable, odsłuchy (oczywiście
słuchawkowe). Centrum to Mackie 1402-VLZ3. Od początku do końca,
czy z pojemnościowym Studio Project SP B1 i Superlux S241U, czy z
dynamicznymi Shure SM57 i SM58, Sennheiser e602, Img Stage Line D30,
czy wreszcie z basem – za każdym razem z preampami Mackie nie było
żadnych problemów, ustawienie odpowiedniego poziomu
wzmocnienia nie stanowiło problemu. I nic nie szumiało. Wszystko
było nagrywane na EMU1820 – przez wejścia liniowe, bo preampy
Mackie okazały się znacząco lepsze także od tych z EMU1820 –
ponoć konstrukcji tfpro... Oto fragment zrealizowanego nagrania.
projekt Inshade - I Was Wrong
Tradycyjnie w MM Studio Przemka
Ślużyńskiego spotkaliśmy się, by nagrać przykłady do testu.
Głos z paszczy dała tradycyjnie Paula Leśna :-) Oto przykłady
wokalne.
Mackie 1402-VLZ3 - wokal 1
TL Audio 5001 - wokal 1
Mackie 1402-VLZ3 - wokal 2
Spirit Folio SX - wokal 2
Na gitarze akustycznej Cole Clark Fat
Lady 2 FL2 zagrał Wojtek Hoffmann.
Mackie 1402-VLZ3 - gitara akustyczna 1
TL Audio 5001 - gitara akustyczna 1
Mackie 1402-VLZ3 - gitara akustyczna 2
Spirit Folio SX - gitara akustyczna 2

A oto krótka prezentacja, jak Mackie poradził sobie ze wzmocnieniem mikrofonu wstęgowego Avantone CR-14 - w opozycji do przedwzmacniacza TLAudio Ivory 5001.
Mackie 14025-VLZ3 + Avantone CR-14 - gitara akustyczna 3
TLAudio Ivory 5001 + Avantone CR-14 - gitara akustyczna 3
Nagrania na gitarze elektrycznej zrealizowaliśmy na wzmacniaczu Ibanez ToneBlaster TBX65R. Skorzystaliśmy zarówno z mikrofonów Shure SM57, jak wstęgowych Avantone CR-14.
Mackie 14025-VLZ3 + Avantone CR-14 - gitara elektryczna 1
TLAudio Ivory 5001 + Avantone CR-14 - gitara elektryczna 1
Mackie 14025-VLZ3 + Shure SM57 - gitara elektryczna 2
TLAudio Ivory 5001 + Shure SM57 - gitara elektryczna 2
***
Jarek Mierzejewski
Jak najlepiej przekonać się do
jakości brzmienia miksera Mackie serii VLZ3? Kumplowi grającemu na
weselach „strzelił” mikser firmy na literkę B... To była akcja
błysk – telefon o 16 w sobotę, że rozłożyli graty na weselu i
mikser nie gada. I czy mogę coś pożyczyć? Jasne :-) Pożyczyłem
Mackie. Zawiozłem, podłączyliśmy, ustawiliśmy i... zagadało.
Trochę się uśmiałem, jak zobaczyłem dwa Shure Beta 58 na
wokalach – na dwa mikrofony wydali tyle, co na mikser :-) Gdzie
logika? Według słów kumpla – śpiewającego klawiszowca –
brzmienie zwłaszcza wokalu było na Mackie bardziej miękkie,
okrąglejsze, pełniejsze i żywsze (to ta charakterystyczna
„amerykańska” górka :-)). Śpiewające dziewczę ponoć
również zabrzmiało jakoś dźwięczniej. Coś w tym jest –
dobry przedwzmacniacz to lepsze brzmienie. Spieranie się, czy
ważniejszy jest mikrofon czy przedwzmacniacz jest dyskusją
akademicką. Oba poglądy mają swoich zwolenników. Jeśli nie
można być jednocześnie pięknym i bogatym, to jako nieco już
doświadczony nagłośnieniowiec wybieram inwestycję w dobry mikser.
Wychodzi taniej – w razie czego tańszy mikrofon sprzedamy z
mniejszą stratą, a kto będzie chciał kupić używany tani mikser?
Samobójca? A doświadczenie mówi jeszcze jedno. Bywając
w studiach – i tych profesjonalnych, i tych domowych – przeciętny
mikrofon podłączony do dobrego preampu gadał. Drogi mikrofon
podłączony do Behringera... szumiał. Bo musiał.
Mackie 1402-VLZ jest rozwiązaniem
szytym na miarę niewielkich zespołów, niewielkich klubów
i jako wielozadaniowy mikser doskonale sprawdzający się w mniej
wymagających sytuacjach nałośnieniowych typu prezentacje, targi.
Na potrzeby domowego studia konkretnie ten model jest albo za duży,
albo za mały. Do wielokanałowej rejestracji się nie nada, bo ma
„tylko” 6 preampów (bębnów na tym nie nagramy) i
nie ma wyjść DIRECT OUT. Można się oczywiście posiłkować
rozszczepionymi złączami INSERT, ale nie o kombinację przecież
chodzi... Do domowego studia wystarczą 2 lub góra 4 preampy.
I taki model również znajduje się w ofercie Mackie.
Przeglądając oferty konkurencji nie za bardzo jest w czym wybierać.
Nie to, że nie ma podobnych mikserów w ofertach – są. Ale
to jednak nieco inna, niższa półka jakościowa. No, jest
Soundcraft. Zresztą od dawna świat dzieli się na zwolenników
brytyjskiego brzmienia i amerykańskiego... Yamaha z kolei ma już
gorsze preampy i jest z niższej półki cenowej. I to w
zasadzie wszystko w kwestii konkurencji. Jak się przekonać, czy
warto zainwestować w lepszy brzmieniowo i jakościowo mikser? Może
warto zagadać ze znajomym ze sklepu, żeby wypożyczył taki mikser
na próbę? Warto spróbować.
Dystrybutor: Music Info
 |