|
Wielokanałowy interfejs audio, cyfrowy
mikser z procesorem efektów i sterownik DAW w jednym - brzmi
nieźle, choć osobiście z ogromnym dystansem podchodzę do urządzeń
typu 'all in box'. Tym bardziej, że owa hybryda z komputerem
komunikuje się złączem USB 2.0.
Michał „Vasyl” Wasyl, Radek
Barczak

Cały zestaw tworzy kontroler manualny
w postaci „miksera” z potencjometrami obrotowymi oraz interfejs,
na pokładzie którego znajdziemy komplet wejść i wyjść.
Interfejs jest nie byle jaki, bo 16-kanałowy i do tego pracuje na 16
kanałach w parametrach 24-bit/96 kHz! Do połączenia obu tych
elementów służy dość sztywny, wieloparowy kabel o długości
2 metrów. Tradycyjnie w pudełku znajdziemy też sekwenser w
wersji LE – w tym przypadku SONAR – oraz „uszy” umożliwiające
montaż samego interfejsu w tradycyjnej skrzyni 19''.
Zarówno obudowa interfejsu jak i
sterownika została wykonana z tworzywa sztucznego. Wyjątkiem są
tylne ściany na których zlokalizowane są złącza oraz płyta
górna „miksera” pokryta atrakcyjnie prezentującym się
drapanym aluminium w kolorze grafitowym.

Kontroler manualny – czyli mikser -
dostarcza nam najpotrzebniejsze wejścia i wyjścia. Znajdziemy w nim
wyjście słuchawkowe, wyjścia do podłączenia głównego
systemu odsłuchowego oraz stereofoniczne wejścia 15/16. Tu mamy do
wyboru wejścia w postaci dwóch symetrycznych gniazd 1/4”,
lub jednego 1/8”.
Edirol M-16 DX jest pierwszym mikserem i
interfejsem ze zintegrowanym systemem optymalizacji odsłuchu. Na
system składa się mikrofon pomiarowy, analizator DSP i 16-pasmowy
korektor stereofoniczny. System kontroli odsłuchu po wygenerowaniu
na odsłuchy sygnałów testowych – oddzielnie dla kanału
lewego i prawego – dobiera odpowiednie nastawy korektora. Idea
piękna, ale... No właśnie. Realizacja i wiarygodność pomiarów
są dość wątpliwe... Poza tym jakoś trudno mi sobie wyobrazić,
że akustykę pomieszczenia i monitorów studyjnych można by
skontrolować stereofonicznym korektorem 16-pasmowym :-)

Cała reszta „dziur” znajduje się
w pudełku, które z założenia ma ograniczyć motaninę kabli
w miejscu pracy. Mówiąc jaśniej - od samej motaniny nie
uciekniemy, ale przynajmniej nie mamy jej na biurku ;-)
Na płycie czołowej znajdują się
cztery wejścia mikrofonowo-liniowe z czego dwa pierwsze mogą
pracować z sygnałami o wysokiej impedancji (czyli można podłączyć
bezpośrednio basówkę albo gitarę). Tam też znajdziemy
włącznik zasilania Phantom, który w zależności od ustawień
w sterowniku załącza się dla wejść 1-4 lub 3-4; cyfrowe wejścia
i wyjścia kanałów 11-12 są zrealizowane na złączach
optycznych (S/PDIF) i elektrycznych (RCA). Ponadto z przodu znajduje
się gniazdo DX BUS oraz włącznik zasilania.

Tylna część interfejsu uzbrojona
została w złącza jack 1/4” TRS dla wejść 5-14, oraz RCA dla
15-16. Dwie ostatnie pary wejść pełnią funkcję powrotów,
dlatego nie mają trójdrożnej korekcji, panoramowania oraz
wysyłek AUX jak to jest przypadku sparowanych wejść od 5/6 do
11/12.
Ale to nie wszystko. Na tylnym panelu
znajdziemy również symetryczne wyjście główne (2 ×
jack 1/4” TRS), wyjście niesymetryczne (2 × cinch) ,
symetryczne wyjścia grupy ALT oraz dwie wysyłki AUX (również
jack 1/4” TRS). Całość uzupełnia port USB oraz gniazdo do
którego podłączymy zewnętrzny zasilacz.
Mózgiem całego systemu jest
prostokątny sterownik z potencjometrami. Zaznaczmy – z lekko
chwiejącymi się potencjometrami. Niemniej niemal półroczne
bardzo intensywne wykorzystywanie miksera zarówno w warunkach
studia domowego i nagrywania i nagłaśniania koncertów nie
spowodowało żadnych problemów. Już na pierwszy rzut oka
widać, że pierwszy i drugi kanał jest najobficiej wyposażony.
Prócz podstawowych manipulatorów, wejścia te posiadają
możliwość szeregowego wpięcia procesora efektów (INSERT
FX). Niestety na oba kanały można wpiąć tylko jeden i ten sam
efekt.
Filtry dolnozaporowe znajdujące się w
torze wejść mikrofonowych nastrojone są na 75 Hz i nie mamy tu
możliwości jakiejkolwiek manipulacji.
Kolejne sparowane kanały (5/6, 7/8,
9/10, 11/12), posiadają taką samą korekcję jak wejścia
mikrofonowe. W ich skład wchodzą dwa przestrajane filtry półkowe
dla niskich i wysokich częstotliwości oraz parametryczny środek.
Każdy z tych kanałów posiada
również wysyłkę AUX – AUX 2/FX na tor zewnętrzny lub
wewnętrzny procesor oraz AUX 1 na zewnętrzny tor. No i jest również
możliwość panoramowania oraz przyciski funkcyjne. Podświetlany
SEL służy do przywołania okna edycji na wyświetlaczu LCD, gdzie
mamy wgląd do tego co się dzieje z danym kanałem. Chcąc wyjść z
okna edycji wciskamy przycisk DISPLAY, który włącza
wyjściowe okno na którym wyświetlane są poziomy wszystkich
16 wejść.
W sekcji MASTER mamy jeszcze jeden blok
efektów – FINALIZE. Do dyspozycji jest 6 algorytmów
dopalaczy, szczególnie przydatnych w sytuacjach
nagłośnieniowych.
Częstotliwości próbkowania
ustawia się z pozycji edytora w sterowniku. Do wyboru mamy 44.1 kHz,
48 kHz i 96 kHz. Niestety ma możliwości synchronizacji z wejść
cyfrowych – urządzenie musi pracować w trybie MASTER. Pewnym
mankamentem jest, że po dokonaniu zmiany częstotliwości aby
przełączyć urządzenie na wybrana częstotliwość próbkowania
trzeba na chwilę wyłączyć interfejs.
W praktyce
Instalacja sterowników zarówno
w systemie Mac OS X jak i Windows XP nie przysporzyła żadnych
problemów. Uaktualnienie oprogramowania do wersji 2.0 w samym
interfejsie rozszerzyło jego możliwości i dzięki temu zyskał
funkcję kontrolera manualnego w trybie uczenia MIDI współpracując
z takimi aplikacjami jak Reason, Ableton Live, Logic czy Sonar. Dla
Sonara jest wręcz dokładniejszy, zapisany w pamięci M-16 DX program
kontroli. A jest czym kontrolować - mamy w sumie 54 manipulatory do
kontroli DAW, włącznie z funkcjami transportu! Trochę irytuje
kompletne pominięcie najpopularniejszego chyba w Europie Cubase, ale
ja akurat tego programu nie używam. Natomiast z dołączonym do
miksera sekwencerem Sonar LE kontroler DAW działa bez zastrzeżeń.
Pierwszym zadaniem bojowym Edirola M-16 DX było nagranie i nagłośnienie niedużego koncertu.
Rejestracja w sumie 14 śladów
przebiegła bezproblemowo, gorzej było z opanowaniem sygnału
wysyłanego na system PA. Gorzej ponieważ tylko pierwsze cztery
kanały posiadają indywidualne potencjometry Volume... Pozostałe 12
kanałów to kanały stereo, z czego dwie ostatnie pary nie
mają możliwości korekcji. Sygnał wysyłany z komputera do
interfejsu trafia na szynę 13/14, więc w trakcie pracy zapełniłem
wszystkie dostępne kanały.
Po drodze okazało się, że
potencjometry głośności i korekcji działają z pewnym opóźnieniem
– około 20-30 ms. Owa latencja nie wpływa znacząco na pracę,
ale chwilami potrafi dość mocno zirytować. A trzeba o tym
pamiętać. Unikniemy problemów choćby z chwilowym
przewaleniem któregoś z pasm w trakcie nagłaśniania
imprezy.
Po kilku sesjach nagraniowych
stwierdzam, że Edirol M-16 DX jako interfejs działa bardzo
poprawnie. Wniosek jest prosty... USB 2.0 daje radę – zasługa
leży też po stronie autorów solidnych sterowników.
Jeszcze raz należy docenić możliwość 16-kanałowej rejestracji w
parametrach 24-bit/96 kHz. Jeśli chodzi o mikser, to
stereofoniczność większości kanałów dość mocno
ogranicza potencjalne wykorzystanie w tradycyjnych sytuacjach
nagłośnieniowych. Natomiast świetnie się sprawdzi jako submikser
dla klawiszowca wykorzystującego również komputer na scenie.
Niemniej szkoda, że nie ma możliwości przełączenia w mikserze
kanałów stereo w tryb mono – znacząco podniosłoby to
możliwości wykorzystania testowanego miksera.
***
Radek Barczak
Jestem wielbicielem WRC. W tym sporcie
– zupełnie jak w szrankach na profesjonalnym rynku audio – lider
ma przerąbane. W WRC lider zgarnia całą luźną powierzchnię
drogi przecierając szlak następnym kierowcom. Edirol jest ambitną
firmą. W sumie Edirol i Roland. Jeśli jakiegoś urządzenia nie ma
na rynku, to Roland/Edirol taki sprzęt wymyśli, skonstruuje i
wprowadzi na rynek. Inna rzecz, że odkrywając dopiero nowe rejony
percepcji na pograniczu cyfrowego audio i komputerów
niejednokrotnie oferowane urządzenia pomimo swej odkrywczości są
nie do końca optymalnie skonstruowane. Zawiłe? Ot prosty przykład.
Jak firma jako pierwsza zaproponowała interfejs MIDI? Roland. Jaka
firma pierwsza wprowadziła do oferty interfejs MIDI na USB? Roland.
Kto pierwszy z branży zawodowego sprzętu audio zaproponował w
miarę przystępny cenowo przenośny rejestrator mp3? Edirol. Kto
zbudował pierwszy niewielki przenośny mikser cyfrowy? Naprawdę
przenośny? Roland. Kto zbudował pierwsze superpłaskie klawiatury
sterujące z interfejsem audio? Edirol.
Standard USB 2.0 miał stanowić
konkurencję dla FireWire. I w wielu przypadkach to się udało,
jednak nie w odniesieniu do audio. Interfejsy audio na USB 2.0 o ile
zaczęły się pojawiać dość wcześnie, to wielokrotnie sprawiały
przepotężne problemy. Dość wspomnieć casus MOTU 828 mkII USB 2.0
– totalna wtopa producenta, który wprowadził na rynek
produkt, który NIE DZIAŁA. O ile MOTU 828 mkII w wersji
FireWire święciło triumfy, to USB 2.0 kompletnie rozczarowało.
Urządzenia które dostały się na rynek można obecnie co
najwyżej traktować jako przyzwoite konwertery analogowo-cyfrowe na
ADAT. Bo do pracy jako interfejs audio do komputera się kompletnie
nie nadaje.
Pamiętam pierwszy swój kontakt
z interfejsem audio na USB 2.0. To był Edirol UA-1000. Droga rzecz.
W sumie 8 kanałów analogowych (4 mikrofonowe + 4 liniowe) +
ADAT IN/OUT + S/PDIF. Żeby nie było wątpliwości, sprzęt pracował
w standardzie 24/96, ale miał 10-kanałową architekturę (analogi +
S/PDIF lub ADAT + S/PDIF). To był rok bodaj 2004 – USB 2.0 dopiero
zaczynało zdobywać popularność. I w tamtym czasie był to jedyny
interfejs na USB 2.0 na rynku. I owszem – był, ale winszował
sobie współpracę tylko z niektórymi chipsetami USB
2.0. Poza tym trudno było nazwać pracę sterowników jako
stabilną. Równolegle dostałem do testów MOTU 828 mkII
na FireWire. Działało w lewo/prawo na 20 kanałach IN/18 OUT. Od
tego czasu USB 2.0 mocno nadgoniło dystans. Są już interfejsy
audio na USB 2.0 oferujące 16 kanałów. Ale Edirol musiał
znowu być pierwszy :-)
Edirol M-16 DX to połączenie cyfrowego
16-kanałowego miksera z 2 stereofonicznymi torami wysyłki AUX,
cyfrowymi kompresorami na 2 pierwszych kanałach, pogłosem dla AUX
2, funkcjonalnością 16-kanałowego interfejsu audio USB 2.0 w
24-bit/96 kHz. To nie wszystko – M-16 DX ma jeszcze jedno
pionierskie urządzenie, którego pomysł ściągnęło już
kilka firm, choćby IK Multimedia czy KRK – system korekcji
odsłuchu, czyli analizator akustyki pomieszczenia odsłuchowego i
charakterystyki monitorów odsłuchowych połączony z
wielopasmowymi korektorami. W przypadku M16-DX funkcjonowanie systemu
korekcji odsłuchu jest dość wątpliwe i nie pokusiłbym się o
miksowanie z zaproponowanymi przez moduł analizujący nastawami
korekcji. Zresztą podobnie jak w przypadku nowszych rozwiązań. Nie
oszukujmy się – lepiej zainwestować w porządne monitory i choćby
minimalna adaptację pokoju do pracy z audio, niż inwestować w
sztuczne poprawianie charakterystyki. Nie zmienia to faktu, że znowu
Edirol był pierwszy.
Kolejną nowinką w świecie
interfejsów, gdzie Edirol M-16 DX był pierwszy, to wyposażenie
w pokładowy DSP realizujący do odsłuchu pogłos np. dla wokalisty.
Teraz już są analogiczne rozwiązania, ale gdy M-16 DX miał swoją
premierę był absolutnie pierwszym takim urządzeniem na rynku.
Edirol M-16 DX jest niemal idealnym
mikserem/interfejsem do studia z dużą ilością klawiszy
umożliwiając podłączenie w sumie 8 torów stereo. Niemal,
bo nie ma ani jednego portu MIDI. Ale swoje zadanie świetnie wypełni
zarówno w warunkach domowych, jak na koncercie. W warunkach
studia domowego pierwsze 4 kanały można wykorzystać do nagrywania
ujęć mikrofonowych oraz przez „drut” wszelkich gitar. Pod
względem funkcjonalnym – prócz MIDI – niczego nie
brakuje. W sumie przeszkadzało mi podczas pracy tylko jedno.
Regulacji korektorów dokonuje się za pomocą potencjometrów.
Super. Ale już wartości parametryków dokonujemy za pomocą
przycisków +/-. Czasochłonne rozwiązanie i dość
niedokładne. Poza tym wyświetlacz mógłby być większy.
Oto przykłady dźwiękowe nagrane
przez przedwzmacniacze mikrofonowe M-16 DX. Jako porównanie
nagrania zrealizowane na preampach EMU1820.
wokal - Edirol M16-DX + Shure SM57
wokal - EMU1820 + Shure SM57
wokal - Edirol M16-DX + SP B1
wokal - EMU1820 + SP B1
Poziom szumu preampów M-16 DX
jest minimalnie wyższy przy ustawieniu odpowiedniego wzmocnienia dla prawidłowego wysterowania mikrofonu, ale na absolutnie akceptowalnym
poziomie.
Pod względem wydajności Edirol M-16 DX
nie odstaje od innych interfejsów na USB, a biorąc pod uwagę
możliwość pracy 16-kanałowej z parametrami 24-bit/96 kHz jakość
sterowników należy ocenić wysoko. W stosunku do interfejsu
EMU1820 na karcie PCI notował przy identycznych ustawieniach
latencji około 10% większą zajętość systemu. Nie można jednak
zapominać o tym, że odsłuch na przykład dla wokalisty realizujemy
na poziomie miksera, sprzętowo, z realizacją pogłosu przez DSP
miksera :-)
Sterowniki nie są niestety
Multi-Client – w danej chwili może z nich korzystać tylko jedna
aplikacja. Dysponując wydajną maszyną spokojnie można korzystać
z minimalnych ustawień latencji (wejściowa 6 ms, wyjściowa 3 ms).
Tylko po co :-) Mając sprzętowy monitoring z pogłosem można
spokojnie pracować z latencją 6 ms dla wyjścia.
Radek Barczak
***
Michał „Vasyl” Wasyl
Na naszym rynku są wielokanałowe
interfejsy w podobnym przedziale cenowym i możliwością pracy w
standardzie 24bit/96kHz. Na USB 2.0 jest to jednak jedno z niewielu
działających i stabilnych rozwiązań. Do tego nie znajdziemy
cyfrowego miksera z możliwością rejestracji 16 kanałów,
możliwością kontroli DAW w tej cenie – oficjalna cena to 2350
PLN, ale w niektórych sklepach można kupić M-16 DX sporo
taniej. Co do samego miksera/interfejsu - mnie taka idea nie
przekonuje, ale z pewnością Edirol M-16 DX znajdzie zastosowanie w
niejednym domowym studiu projektowym.
Dystrybutor: Roland Polska
|