|
Pewnego dnia natknąłem się w sklepie
muzycznym na dwa efekty, które od razu zwróciły moją
uwagę. Pierwszym powodem był fakt, że oba zostały skonstruowane
do uzyskania z gitary mocno przesterowanego brzmienia – mówiąc
krótko, do rzucania gruzem i siarką. Drugim powodem mojego
zainteresowania nimi był ich rasowy rodowód – w końcu T.C.
Electronic słynie z zawodowego sprzętu, również dla
gitarzystów. Nie pozostało mi zatem nic innego jak dogadać
się z chłopakami ze sklepu, żeby udostępnili sprzęt do testów.
Udało się ;)
Krzysztof Gambit Stanisz

Efekty sprawiają wrażenie solidnych:
ciężka, masywna, metalowa obudowa, metalowe przyciski… całość
robi naprawdę pozytywne wrażenie. Ze względu na plastikowe gałki
potencjometrów jednak, nie poddałbym tych kostek testowi z
czołgiem, jakiemu poddano G-System :D. Na tylnej ściance każdego z
nich umieszczono gniazda wejścia, wyjścia oraz zasilania, natomiast
na spodniej solidny kawał gumy zapobiegający „bieganiu” efektu
za nami i pokrywę komory baterii. Na froncie pojawiają się już
różnice – Vintage Distortion posiada jeden przełącznik
nożny, potencjometry drive level, output level, color filter oraz
maleńki przycisk boost. Vintage Dual Distortion wyposażony jest w
dwa footswitche, służące do przełączania sekcji gain oraz
pokrętła color filter, output level, gain A level oraz gain B
level. Rozplanowanie tych elementów jest wzorem ergonomii.
Bardzo łatwo daje się regulować wszystkie parametry, mając do
dyspozycji duże gałki z dobrze widocznym wskaźnikiem.
Przejdźmy do najważniejszego, czyli
do brzmienia tych efektów. Są to urządzenia bardzo zbliżone
parametrami. W zasadzie można się pokusić o stwierdzenie, że
wersja Dual to po prostu dwa Vintage Distortiony w jednym. Jest to
niemal trafne stwierdzenie. Niemal. W obu przypadkach bardzo ciekawie
działa barwa tonu (color filter) kręcąc tą gałką od razu
przyszło mi na myśl skojarzenie z efektem wah-wah. Spektrum
„kolorów” zaczyna się na zduszonym, ciemnym, okrojonym z
wysokich harmonicznych, a kończy na jazgotliwym, przesyconym górą,
ostrym i jasnym.
Przejdźmy do różnic. Efekt
żółty posiada przycisk boost, po wciśnięciu którego
dopiero efekt zamienia się w potwora. Tak, tak. Z wyłączonym
boost’em mamy do czynienia niemalże z overdrivem, za to bardzo
przyjemnym. Po skręceniu gały „gain” na minimum otrzymujemy w
zasadzie czyste brzmienie, jednakże wystarczy mocniej przyłożyć w
struny i pojawia się lekka chrypka. Gdy zaś dodamy przesteru ile
fabryka nadała można już się zacząć bawić w metal, może
jeszcze bez siarki, ale metal ;). Wciśnięcie przycisku boost
dorzuca do pieca jeszcze trochę ognia i już jest zabawa. Na próżno
wówczas gain’em szukać crunchu. Ilość przesteru jest
duża, dla niektórych pewnie za duża.
Efekt fioletowy pozwala na uzyskanie
równie przesterowanych brzmień co poprzedni w trybie boost,
jednakże dolna granica tego parametru jest nieco wyżej. To co
odróżnia ten efekt od żółtego brata, to dwa pokrętła
gain, pomiędzy którymi przełączamy się korzystając z
solidnych przycisków nożnych. Przydatna rzecz choćby wtedy,
gdy zachodzi potrzeba podbicia gainu na solo. Brzmienie przesteru
jest zdecydowanie gruboziarniste, konturowe. Nie są to na pewno
urządzenia, które spodobają się wszystkim. Za to każdy na
pewno będzie pozytywnie zaskoczony reakcją efektów na atak.
Dynamika nie zostaje drastycznie spłaszczona, jak to ma miejsce w
przypadku wielu tanich urządzeń. Efekty te w zasadzie mają tylko
dwie wady. Pierwszą z nich są dość pokaźne, jak za distortion w
kostce, ceny. Okolice sześciuset dla żółtego i
dziewięciuset złotych dla fioletowego, to dość dużo moim
zdaniem, jak za tego typu urządzenia, ale ja się nie znam :D.
Druga wada to wspólne dla
żółtego z włączonym boost’em i fioletowego
„przebasowanie”. Jest to na pewno kwestia osobista, jednakże ja
podczas zabaw z tymi kostkami gały wzmacniaczy odpowiedzialne za
basy kręciłem ostro w lewo. Tak też postąpiłem podczas
nagrywania próbek, w których chciałem uzyskać
możliwie najlepsze – oczywiście subiektywnie – brzmienie.
Zapraszam zatem do posłuchania przygotowanych próbek, gdyż w
kwestii brzmienia mają one na pewno wyższą wartość niż słowo
pisane ;).
Aha! Gdzież moje maniery! Serdecznie
dziękuję chłopakom ze sklepu Music Underground, z ulicy
Floriańskiej w Krakowie za udostępnienie efektów do testu.
Krzysztof Gambit Stanisz |