|
Jesteśmy snobami. Nie da się ukryć.
Wierzymy do tego, że możemy coś kupić taniej. Taniej, niż to
kosztuje. Taka globalna promocja :-) Uwierzyć, że - dajmy na to -
możemy kupić dokładnie to samo brzmienie silnika co Ferrari Modena
płacąc 1/100 ceny Ferrari... Możliwe? Średnio. Ale my wierzymy,
że możemy kupić brzmienie klasycznych stołów SSL za 1/100
ceny. Nie wiadomo, czy to producent wytworzył i wzmocnił takie
przekonanie, czy też ludzkość jest aż tak naiwna.
Radek Barczak

Solid State Logic zaproponował niemal
dwa lata temu Duende – cyfrową platformę DSP udostępniającą
algorytmy kompresji i korekcji dające kompletny channel strip
stworzony na wzór i podobieństwo stołów cyfrowych CCL
C200. No i to, co zdobyło renomę ogólnoświatową, czyli
Stereo Bus Compressor pochodzący z SSL 4000G. Po dwóch latach
system został dopracowany i... poddany kolejnej pauperyzacji. Tym
razem w wersji Duende Mini za 1900 PLN netto.

SSL Duende Mini ma postać niewielkiego
boxa. Z przodu mamy włącznik, a z tyłu dwa gniazda FireWire oraz
gniazdo zasilania. Zasilanie nie jest konieczne, jeśli podajemy je z
komputera (6-bolcowe „duże” wtyki FireWire). Zarówno
stacjonarne komputery, jak MacBook z dużym gniazdem FireWire
zasilały bezproblemowo Duende Mini. Instalacja jest bezproblemowa,
ale zawsze lepiej sprawdzić w necie, czy jest dostępna nowsza
wersja oprogramowania. Po zainstalowaniu mamy do dyspozycji wtyczki
SSL w formacie VST i RTAS – możemy wykorzystać 16 kanałów
mono lub 8 stereo w częstotliwości próbkowania 44.1/48 kHz,
a przy częstotliwościach 88.2 kHz i 96 kHz 8 mono lub 4 stereo.
Ciekawostką jest możliwość pracy do 4 Duende w ramach jednego
systemu.
Zamiast 32 kanałów
przetwarzania w dużej wersji Duende, w wersji Duemde Mini mamy 16
kanałów. No i nie mamy Stereo Bus Compressora. Znaczy –
jest w działającej 10 godzin wersji testowej. Podobnie, jak plug-in
Drumstrip oraz znane z serii X-Logic X-EQ i X-Comp. Te 10 godzin
wystarczy, by zachorować na przynajmniej jeden z tych plug-inów
– osobiście bardzo mi przypadł do gustu kompresor X-Comp. Mając
więc Duende Mini za 1990 PLN netto możemy dokupić każdy z tych
plug-inów. I każdy w wersji mono zabiera jeden tor procesora,
a w wersji stereo dwa tory. Stereo Bus Compressor kosztuje 249 EURO
netto. Za kolejne 249 EURO netto możemy dokupić płytkę z układami
DSP zwiększającą możliwości naszego Duende Mini do potencjału
dużego Duende Classic – pełne 32 kanały przetwarzania! Oto
wszystkie dostępne opcje do Duende Mini:
Duende Mini DSP Upgrade: 249 EURO
Drumstrip: 299 EURO
X-EQ: 449 EURO
X-Comp: 349 EURO
Duende Mini Stereo Bus Compressor: 249
EURO
Prawda, że nieźle zaprojektowane?
Umiejętność sprzedawania mitu SSL opanował do perfekcji. Jeśli
skusimy się na kupno mitu i sławy, to uczyńmy to świadomie. Na
tyle świadomie, o ile użyteczne okażą się dostępne plug-iny. Bo
nie oszukujmy się, SSL Duende jest sprzętowym kluczem dla
plug-inów. I niczym więcej. Moc współczesnych
procesorów jest w stanie zdmuchnąć moc obliczeniową takiego
SSL Duende, Focusrite LiquidMIX i TC PowerCore razem wziętych.
Więcej – gdy zechcemy korzystać z tych wszystkich dobrodziejstw w
jednym komputerze okaże się szybko, że miast ułatwić sobie pracę
skomplikujemy sobie żywot i stabilność naszego komputera. Trzeba
wybierać, czy SSL, czy Focusrite z jego dynamicznymi impulsami
sprzętu z całej Ziemi, czy TC PoCo.
Wracając do SSL Duende Mini - nie o
odciążenie procesora tu chodzi, a o nabycie wartościowych narzędzi
kształtujących brzmienie naszych miksów. Więc jak jest z
brzmieniem wtyczek SSLa? Warto wydać tyle pieniędzy na możliwość
uruchomienia 16 monofonicznych torów wtyczek SSL bądź 8
stereo?
I tu niestety odpowiedź jest dwojaka.
Z jednej strony warto – może mniej z uwagi na brzmienie kompresora
z channel stripa, ale dla brzmienia jego korektorów. I to w
podwójnej wersji korektorów, bo mamy w Duende zaszyte
algorytmy korekcji zarówno stołów serii G, jak E.
Która lepsza? Nie wiem – obie są wartościowe. To straszne
co napiszę, bo powtarza się opinia z testu Estrada i Studio – te
korektory są po prostu magiczno-muzyczne. Pod względem brzmienia to
jedne z najlepszych jakie słyszałem (konkurentem mogą być wtyczki
Sonalksis lub Sonnox Oxford), a z pewnością najlepsze na jakich
pracowałem. Właśnie – pod względem brzmienia korektory channel
stripa są świetne, ale nie jeśli chodzi o precyzję działania.
Pod tym względem dostajemy narzędzie o pewnych ograniczeniach. Ale
po kolei.
SSL Channel Strip otwiera sekcja
filtrów górnoprzepustowego i dolnoprzepustowego.
Pierwszy o nachyleniu 18 dB/oct. może pracować w zakresie od 20 Hz
do 500 Hz. Filtr LP to filtr 2-rzędu (12 dB/oct.) i może być
przestrajany w zakresie 3 kHz – 22 kHz.
Teraz korektory – są cztery pasma:
-
filtr półkowy LF
przestrajany w zakresie 40 Hz – 600 Hz działający w zakresie
±16.5 dB; istnieje możliwość przełączenia tego filtru z
trybu półkowego na filtr dzwonowy (funkcja BELL)
-
filtr pasmowy „niskich średnich”
działający w zakresie ±20 dB, o dobroci Q od 0.5 do 2.5 i
przestrajany od 200 Hz do 2 kHz
-
filtr pasmowy „wysokich
średnich” działający w zakresie ±20 dB, o dobroci Q od
0.5 do 2.5 i przestrajany od 600 Hz do 7 kHz
-
filtr półkowy HF
przestrajany w zakresie 1.5 kHz – 22 kHz działający w zakresie
±20 dB; podobnie jak w przypadku filtru LF, także tutaj
istnieje możliwość przełączenia tego filtru z trybu półkowego
na filtr dzwonowy (funkcja BELL)
Dodatkowo mamy możliwość
przełączania między algorytmami korekcji typu G (domyślny) i E
(włącznik E). Czym się różnią? Charakterystyką i
brzmieniem. Filtry G działają w sposób „analogowy” -
przy pasmowym korektorze ustawionym na wartości dodatnie, przy
skraju przetwarzanego pasma korektor układa się w charakterystyczny
„brzuszek” i przyjmuje wartość ujemną. Analogicznie, przy
ustawieniu tłumienia filtru, na skraju przetwarzania w niewielkim
zakresie przyjmowana jest wartość dodatnia. Warto zaznaczyć, że
przy tym zakresy dobroci są bardziej łagodne i nieliniowe. I mniej
precyzyjne. Od precyzji jest tu algorytm korekcji E – to stricte
cyfrowe, nie udające „analoga” korektory. A przy tym doskonale
brzmiące.
Skoro to takie świetne i doskonałe,
czy dam się zwariować i kupię Duende Mini? Nie wiem... Mały
wtręt. Gdy komputery miały miały niższą wydajność, stosowanie
wysokiej klasy korektora na każdym kanale – choćby PSP MasterQ –
było zabójstwem dla mocy obliczeniowej CPU. Więc stosowałem
„lżejsze” dla CPU korektory... I w pewnym stopniu nieświadomie
obniżałem jakość swoich zgrań. Nagrywanie koncertu ma to do
siebie, że wbite na dysk ślady są pozbawione jakiejkolwiek
obróbki. Są gołe i suche. Inaczej, niż w studyjnej
specyfice pracy, gdy przeważnie wbija się na ślady odpowiednio
dobrany sygnał nagrany na odpowiednio dobranym mikrofonie, z
ustawioną korekcją i często kompresją. Naturalnie, że później
dokonuje się szczegółowej obróbki pasmowej,
dynamicznej, ale pracy jest mniej – i w mniejszym zakresie. Jest to
wówczas czysta korekta tego, co się nagrało. Przy nagraniach
koncertowych trzeba każdy ślad edytować niejako podwójnie,
a nawet potrójnie, a poziom ingerencji bywa drastyczny. Przed
koncertem nie ma przecież czasu dobierać mikrofonów, sposobu
omikrofonowania – na rozstawienie się i podłączenie jest
niekiedy zaledwie godzina. Nie ma na to po prostu czasu. Nie ma
doboru preampu, korektora, kompresora. Na etapie miksu siłą rzeczy
korekta brzmienia jest dużo głębsza. A przy 24-śladowej sesji
zapięcie na każdym śladzie wysokiej klasy EQ kończyło się
spuchnięciem procka :-/ Więc znalazłem „lżejszy” korektor
(Elemental Audio System Eqium) z pełnym wyborem typów filtrów
i dowolną ich ilością. Tyle, że praca nad miksem polegała w
znacznej mierze na walce z drapieżnością brzmienia, jego
ostrością, niestabilnością harmoniczną. Po prostu z efektem
„darcia papieru”. I choć nowy komp dawałby radę, siła
przyzwyczajenia do Eqium nie pozwoliła mi zmienić go na PSP
MasterQ, którego mam i stosowałem przy masterach. No i
wówczas pojawił się w testach SSL Duende Mini. Nagle,
miksując za pomocą jego korektorów, nie musiałem walczyć z
darciem papieru. Bo go nie było. Testowo przełączyłem się z
powrotem na Eqium – pojawił się ów nieszlachetny
pierwiastek w brzmieniu... przełączyłem się na PSP MasterQ i...
darcie zniknęło! Z ciekawości włączyłem sobie na 16 kanałów
MasterQ zamiennie z SSL Duende Channel Strip – na maszynie Intel
Core2 Duo E8400 3 GHz 16 monofonicznych MasterQ zajmuje 20% CPU.
Fakt, SSL Duende Mini zajmuje... nic. Zero CPU. Są jednak pewne
kłopoty ze stabilnością systemu. Zdarza się, iż Duende Mini
milknie – podobnie jak duży Duende. Wówczas nie wystarczy
zrestartować hosta (w moim przypadku Cubase SX3). Trzeba zrestarować
cały system. Jeśli zdarza się to rzadko, to ok. Ale mi zdarzyło
się raz, że w ciągu jednego dnia Duende Mini milkł aż 5 razy.
Ale zwykle przy codziennej pracy na Duende Mini zdarzało się to raz
na 2-3 dni. Ciekawe kiedy to poprawią?
Filtry SSL Duende Channel Strip są
świetne brzmieniowo. Ale nie są doskonałe w każdej sytuacji. Nie
są tak precyzyjne, jak choćby PSP MasterQ. I jest ich tylko cztery,
w tym 2 półkowe. Fakt, że są doskonałe filtry HP i LP,
bardzo muzyczne i w ogóle, ale korektory są tylko cztery.
Pracując nad miksami koncertowymi w niektórych przypadkach
siłą rzeczy musiałem zapinać dwie instancje SSL Duende Channel
Strip na kanał. A Duende Mini ma tylko 16 kanałów
przetwarzania przy częstotliwości próbkowania 44.1/48 kHz.
Okazuje się więc, że pod względem efektywności systemu jest tak
se. Gdyby można było zamiast kompresora zastosować dodatkowy
filtr, sytuacja już byłaby lepsza.
Bo ten kompresor do żadnych
super wynalazków brzmieniowych nie należy. Na papierze
wygląda nieźle – próg od +10 do -20 dB, pomiar szczytowy i
średni, automatyczny atak przełączany na szybki atak 1 ms,
zwolnienie kompresora od 0.1 sek do 4 sek i nachylenie od 1:1 do ∞:1.
Ale coś jest dziwnego w pracy tego kompresora. Po przekroczeniu
nachylenia 2:1 kompresor przestaje być w pełni kontrolowalny...
Sekcja przetwarzania dynamiki ma
ponadto expander/bramkę, a ponadto istnieje możliwość włączenia
trybu Side-Chain i zastosowania Channel Stripa jako deesser,
faktycznie skuteczny i ładnie brzmiący. Ale mimo wszystko to
dodatek...
Siłą całej serii SSL Duende są
korektory zwarte w Channel Strip. Doskonałe korektory. Ale mają
tylko 4 pasma... Kalkulując cenę Duende Mini i jednego toru
Channel Strip, płacimy za niego 125 zł netto. Taki PSP MasterQ
kosztuje 149 USD. Obliczając koszt 20% mocy mojego komputera (440 zł
netto) wychodzi, że zawodowy tor korektorów w takim przypadku
kosztuje około 50 zł netto. Fakt, nie mamy SSLa, nie mamy DOKŁADNIE
TAK brzmiących korektorów. Ale czy to oznacza, że SSL Duende
Mini jest godny uwagi? Owszem, byłby. Gdyby doinwestować go i
dokupić rozszerzenie do 32 kanałów (249 EURO netto), BUS
Compressor (249 EURO), który jest w wielu sytuacjach genialnym
narzędziem, to cena kompletu wychodzi nam pod 4000 zł... A tu już
niedaleko do „dużego” Duende, który można rozszerzyć do
64 kanałów. Zależy więc, co kto potrzebuje.
Niezaprzeczalnie, SSL Duende Mini ma wiele zalet. A podstawową są
świetnie brzmiące korektory. Czy są warte swojej ceny? Osobiście
wolałbym wersję PCIe – ma 32 kanały no i w komplecie nie tylko
Channel Strip, ale także BUS Compressor. Chyba, że ktoś potrzebuje
zewnętrzną wersję procesora... W każdym razie wybór jest
trudny.
Dystrybutor: AudioTech
|