|
Seria CP firmy Yamaha istnieje od
połowy lat 70. Pierwszym modelem serii była Yamaha CP30. Najnowszy
topowy model ma jedno zero więcej – czy Yamaha CP300 jest
faktycznie najlepszym instrumentem typu stage piano na rynku, jak to
sugeruje producent?
Radek Barczak
Yamaha ma ogromne tradycje w produkcji
elektronicznych substytutów pianin i fortepianów
cyfrowych. Przebój ogólnoświatowy Yamaha GrandTouch
GT1 i GT2 widac na każdej scenie festiwalowej, seria Clavinova
święci triumfy komercyjne od lat, a modele serii P i CP nie schodzą
ze scen od lat. Najnowszy model epatuje 40-MegaBajtową barwą
fortepianu zbudowaną z 3 warstw dynamicznych uzupełnionych próbkami
wciśnięcia prawego pedału (w akustycznym instrumencie, w
elektronicznym to pedał SUSTAIN/DAMPER) oraz próbkami
zwolnienia mechaniki młoteczka (tzw. key-off). Czy to wystarczy, by
konkurować z najnowszymi osiągnięciami konkurencji?
Trzeba przyznać, że na rynku pojawiło
się w ostatnich latach sporo interesujących propozycji. Choćby GEM
promega 3 z syntezą łączącą tradycyjny PCM (odtwarzanie próbek)
z modelowaniem fizycznym i 320-głosową polifonią. Albo Kawai MP 8
II z genialną drewnianą klawiaturą i dynamicznie brzmiącymi
fortepianami. Czy wreszcie najnowszy model Rolanda RD 700 GX z
genialną klawiaturą młoteczkową z klawiszami wykończonymi na
wzór akustycznych fortepianów (Ivory Feel),
wielowarstwowymi barwami fortepianów i modułem SuperNATURAL
odpowiedzialnym za tworzenie dźwięków pian elektrycznych. Na
tym tle Yamaha CP300 ma kilka atutów pozwalających zawalczyć
w najcięższej wadze pian scenicznych.
Dawno instrument nie sprowokował mnie
do tak ostrych, diametralnie różnych opinii. Yamaha CP300 to
prowokator! A dałem się sprowokować – fakt, oczekiwania miałem
ogromne, bo w mojej głowie siedzi świadomość/wspomnienie o P100 i
P200 z końca lat 90. ubiegłego stulecia, z którymi miałem
krótki czas do czynienia. W tamtym czasie Yamaha P200 kasowała
stage piana konkurencji. Roland eksperymentował wówczas z
„doważaną olejowo” klawiaturą w modelu RD600, próbki i
procesor efektów w ówczesnych pianach Kawai jeszcze
szumiały... No, Kurzweil z PC88MX był alternatywą. Ale nie miał
wbudowanych głośników, więc pewien segment klienteli nie
był zainteresowany tym modelem. Profesjonalna ludzkość muzyczna
wybierała Yamaha P100 i P200. Gdy więc pojawia się nowy instrument
na rynku oczekiwałem, że Yamaha znowu uderzy mocno i w punkt.
Klawiatura jest szybka i precyzyjna.
Diablo szybka. Swoją charakterystyką pracy nie przywodzi na myśl
porównań do klawiatury akustycznego instrumentu, gdzie
najsprawniejsza mechanika repetycji przez wzgląd na bezwładność
układu klawisz – młoteczek narzuca ograniczenia. W Yamaha CP300
tych ograniczeń nie ma, choć klawiatura ma mechanikę młoteczkową.
Właściwie do charakterystyki pracy klawiatury w ogóle nie
musiałem się przyzwyczajać, uczyć się. To klawiatura w stylu
„wchodzisz i grasz”. Świetna klawiatura na festiwale :-) Tym
bardziej, że same klawisze dobrze leżą pod palcami, czarne mają
delikatnie chropowatą powierzchnię.
Za generowanie dźwięku jest
odpowiedzialny moduł AWM o 128-głosowej polifonii. Prócz 50
barw panelowych we wnętrzu ukrywa się pełnowartościowy moduł XG
z 480 barwami i 12 zestawami perkusyjnymi. Procesor efektów do
bloki: pogłosu, chorusa, VARIATION i trzy bloki efektów
insertowych. No i na sumie 5-pasmowy korektor z regulacją z panelu
sterowania. Z panelu sterowania można wybrać jeden z 5 programów
pogłosu, przy czym w ogóle algorytmów pogłosów
jest 19. Podobnie z blokiem CHORUS – spośród 24 efektów
jedynie 3 są wybierane z panelu. Reszta za pośrednictwem System
Exlusive. Bloki VARIATION/INSERT mają po 118 algorytmów, przy
czym do dyspozycji z panelu sterowania dostępnych jest tylko 14. W
pamięci instrumentu można zapisać 64 programy performance
organizujące do 4 warstw instrumentu w grze na żywca.
Yamaha CP300 jest topowym modelem stage
piano w ofercie tego producenta. Stąd wymagania dotyczące tego
drogiego instrumentu są wysokie. Oczekujemy perfekcji na miarę
możliwości nowoczesnych technologii. Kierując te oczekiwania pod
adresem testowanego piana i mając doświadczenia z najnowszym
konkurencyjnym stage piano Rolanda RD 700 GX doznajemy zawodu. Niby
wszystko jest super, brzmienie atrakcyjne, ale brakuje tego
wykończenia szczegółów cechującego mistrzowski
instrument.
Barwy fortepianu są imponujące w
pierwszym wrażeniu, zwłaszcza gdy gramy pełnym dźwiękiem. Może
minimalnie za jasne, ale w końcu mamy 5-pasmowy korektor pełną
gębą :-) Więc jak coś nam nie pasuje, możemy korygować. Grając
forte brzmienie jest głębokie, ale w chwili wytrzymania dźwięków
do pełnego wybrzmienia wydaje się ono nienaturalnie długie...
Dziwnie to brzmi, zwłaszcza biorąc pod uwagę klasę cenową CP300.
Toż bardziej dopracowane barwy montowali w wysokich modelach CLP i
CVP! Z kolei grając w dynamice piano brzmienie nie jest już tak
atrakcyjne. Fakt – słychać, że barwa ma 3 warstwy próbek.
Ale czy o to chodzi w cyfrowym pianie topowej klasy, żeby było
można rozróżniać warstwy? Barwa ma być plastyczna,
naturalna. Nie musi krzyczeć do nas „Słuchajcie! Mam trzy
warstwy!”. Cóż – nawet te 40 MB nie robi wrażenia... W
Kurzweilu z 8 MB uzyskali naturalniejsze brzmienie. Może trochę
przesadzam, ale barwy Grand Piano zostały niejako stworzone dla
fortepianistów, na przykład „pod” Eltona Johna –
niczego nie ujmując temu Artyście, grę na fortepianie ogranicza do
trzepania akordów (wiem, że potrafi inaczej, słyszałem i
widziałem; jest całkiem sprawnym pianistą, ale na koncertach
ogranicza się do tej czynności właśnie). I w takim ujęciu CP300
brzmi świetnie i jest (chyba, choć nie ma meandry Versace) dość
drogie, by Elton taką klawiaturę dotknął. Gdy z CP300
chcielibyśmy zrobić instrument wirtuozowski dla podróżującego
pianisty, nie spełni on oczekiwań wymagającego Artysty. Moim
zdaniem. Oto przykłady dźwiękowe (sample)
O ile jednak Yamaha CP300 nie
dopieściła mnie swoimi grand pianami, to zauroczyła barwami
elektrycznych pian. Rewelacja. Dynamizm, charakterność, posunięta
chwilami do bolesnego charkotu gdy naprawdę mocno przywaliło się w
klawisze. Zawsze lubiłem stage piana Yamahy, zwłaszcza mój
ulubiony „stary” model P120. Tutaj dynamizm osiągnął nowy
poziom. Za to można CP300 pokochać. Zresztą, co będę
opowiadać... Wystarczy posłuchać przykładów :-) Barwy aż
skłaniają do eksperymentów dynamicznych i artykulacyjnych.
Oceniając ogólny wybór
barw panelowych – pojedynczych barw, nie możliwości łączenia
ich w strukturach PERFORMANCE - mam pewien niedosyt. Fakt, na
pokładzie mamy pełnowartościowy moduł XG, ale dostęp do jego
barw jest dość utrudniony. A w barwach panelowych mamy totalny
niedobór dobrze brzmiących barw sekcji smyczkowych. Raptem są
dwie i do tego nieszczególnej urody. Toż to obciach, żeby
tak nieatrakcyjne barwy włożyć do instrumentu za niemal 9000 zł.
Ba, cena... Cena ceną, ale toż to topowe stage piano Yamaha. Nie
postarali się.
Są za to przyzwoicie brzmiące barwy ORGAN i BASS.
Spotykałem się wiele razy ze
sceptycznym podejściem do stage piano z wbudowanym nagłośnieniem.
Ma to moim zdaniem sens, choć przynosi dodatkowe kilogramy do
noszenia. Co ciekawe, wbudowane nagłośnienie choć zbudowane na
relatywnie niewielkich głośnikach (2 × 13 cm średnicy)
całkowicie daje radę przenieść dynamikę brzmienia tych barw.
Nawet niskich partii fortepianów czy przesterowanych pian z
niskim dołem. Charkot jest przeuroczy i nie jest on produkowany
przez głośniki a jedynie reprodukowany przez nie, bo jest wynikiem
procesora efektów SP300. Chwilami ma się wręcz wrażenie,
jakby pod klawiszem stała stareńska kolumna od Fender Rhodes'a :-)
Super. Wzmacniacze mają moc 2 × 30 W i wystarczą nawet na
próby czy kameralne występy.
Pod względem funkcjonalnym CP300 jest
dobrze zaprojektowany. Obsługa jest intuicyjna, mimo małego
wyświetlacza. Właśnie... Ten wyświetlacz to chyba się nie
zmienił od czasów P100 i P200. No, jest dwukrotnie szerszy
:-o Czy profesjonaliści grający na CD300 nie zasługują większy
komfort i większe literki? Czyżby większy wyświetlacz pracujący
w trybie graficznym a nie tekstowym tak przedrażał konstrukcję, że
Yamaha postanowiła zastosować stary klasyczny 2-linijkowy LCD?
Przyciski funkcyjne wyboru barw wokół wyświetlacza
sprawdzają się w szybkim wyborze i łączeniu barw. W programie
PERFORMANCE można stworzyć 4-warstwowe barwy, z podziałem
klawiatury. Na całej klawiaturze możemy łączyć dwie barwy.
Wszystkie parametry są zapisywane w programie PERFORMANCE.
Najważniejsze funkcje są wyciągnięte na panel sterowania i nie
trzeba nurkować w wielopoziomowym menu. Wszystko co istotne jest pod
przyciskami lub suwakami. Mamy więc regulację głośności warstw i
ustawienia korektora na suwakach. Również głośność
odtwarzanych sekwencji można regulować za pomocą suwaka. Zabrakło
mi jedynie oktawowej transpozycji działającej na szybko dla
wybranej warstwy/barwy w wielopłaszczyznowej barwie. Ale poza tym
obsługa jest łatwa i przyjemna. I szybka.
Yamaha CP300 ma 16-trackowy sekwencer.
Właściwie należy go traktować jako podręczny notatnik muzycznych
pomysłów. Nie uświadczymy zaawansowanej edycji, wygodnego
trybu graficznego czy nawet możliwości łatwego importu sekwencji z
zewnątrz. Właśnie to jest najdziwniejsze – taki odtwarzacz
plików SMF w połączeniu z modułem XG byłby doskonałym
rozwiązaniem. Dlaczego topowe stage piano Yamahy takiej opcji nie
posiada?
Yamaha
CP300 jest przeznaczony dla dwóch typów artystów
– topowych gwiazd i młodych pianistów. Dlaczego? Waga
instrumentu dla faceta w średnim wieku mogłaby się okazać
zabójcza dla jego kręgosłupa. Sam instrument waży 32 kg. Z
solidnym kejsem w technologii flight case przynajmniej 55 kg. Nawet
na dwóch jest to sporo. Póki jest się młodym można
dźwigać... Zaraz - właściwie CP300 również niekoniecznie
jest dobrym rozwiązaniem dla młodych pianistów... Co z tego,
że są silni? Jak nie dbasz za młodu, to na starsze lata pojawią
się problemy. Chojrakowanie ma swoje koszty i granice. Yamahę CP300
powinno się określać nie terminem stage piano, a stable lub
stationary piano.
Jak na topową konstrukcję można by
oczekiwać więcej. Póki co Roland RD 700 GX jest ciekawszą
propozycją. Może następny model stage piano Yamahy będzie w
stanie podnieść rękawicę rzuconą przez RD 700 GX? Bo CP300 moim
zdaniem nie daje rady.
Przedstawiciel: Yamaha Polska
 |