|
Wreszcie! Jest! Po niemal roku od pierwszych prezentacji pojawiły się w
Polsce klawiatury CME. Już teraz są legendą ;) Ileż to pytań i dociekań
pojawiało się w ostatnim roku w Internecie... Czas więc zweryfikować
ową legendę. Czy klawiatury CME faktycznie zasługują na tak wielkie
zainteresowanie?
Radek Barczak

Do testów otrzymaliśmy wersję 4-oktawową. Co ciekawe, nawet ten model
wyposażono w częściowo doważoną klawiaturę. W ofercie znajduje się
wersja MIDI oraz uzupełniona o interfejs audio/MIDI na złączu FireWire.
My otrzymaliśmy tę „wypasioną” wersję – z rozszerzeniem audio. Mniam ;)

Klawiatura wypakowana. Jak jest? Hmmm... Srebrna obudowa z drapanego
aluminium, gałki i suwaki, niewielki 3-znakowy wyświetlacz LED,
klawisze sterowania sekwencerem, kółka PITCH BEND i MODULATION – całość
uzupełniona „obciachowymi” boczkami z tworzywa sztucznego w kolorze
„kupiastego” brązu. I to ma niby być imitacja drewna? Zdecydowanie
nieudana. To przykład na to, jak można zepsuć jednym elementem
interesujący w sumie design. Ale w końcu nas interesuje bardziej, jak
to działa. A jak ktoś jest super-estetą, to może sobie ów plastik
przemalować ;)

Pierwszy kontakt z klawiaturą przynosi delikatne zdziwienie – białe i
czarne klawisze mają nieco odmienną charakterystykę dynamiczną. Czarne
przy tej samej sile uderzenia wysyłają wyższe wartości VELOCITY. W
zapanowaniu nad tym zjawiskiem pomaga ustawienie trzeciej krzywej
VELOCITY – w sumie dostępne są 4 ustawienia (NORMAL, HARD, SOFT i
WIDE). Poza tą niedogodnością klawiatura CME sprawdza się doskonale.
Klawisze mają fajny atak, nie są „gumowe” w grze, doważenie sprawdza
się rewelacyjnie. To naprawdę w niczym – na szczęście – nie przypomina
na przykład współczesnych „gumiastych” klawiatur Edirola. CME ma
jeszcze jedną przewagę nad większością konkurencji – cała seria UF jest
wyposażona w klawiatury z funkcją AFTERTOUCH – wprawdzie moment
zadziałania jest w różny sposób wyczuwalny na białych i czarnych
klawiszach, ale „w praniu” nie ma to większego znaczenia. Przyznam się,
że osobiście żałowałem, że nie otrzymaliśmy przynajmniej 5-oktawowej
klawiatury, gdyż na 4 oktawach trudno rozwinąć pianistyczne skrzydełka
i grając czułem się nieco jak w budce telefonicznej. Ale dla wielu
użytkowników 4 oktawy to aż nadto – w zasadzie jeśli nie stosujemy
technik pianistycznych 4 oktawy wystarczą. Warto również wspomnieć, że
klawiaturę można podzielić na dwie strefy (SPLIT) lub uaktywnić dwie
pełnozakresowe strefy (DUAL) z niezależnymi kanałami MIDI, choć edytor
programowy (jeszcze w wersji beta) nie udostępnia kontroli nad tym
elementem. Trzeba posłużyć się klawiszami na panelu sterowania.
Programowanie stref klawiatury opracowano nieco „pod górkę”, gdyż
uaktywniając funkcję SPLIT nie ma już możliwości edycji dolnej strefy –
by zmienić np. kanał MIDI trzeba wyłączyć funkcję SPLIT, ustawić
pożądany kanał MIDI i ponownie wcisnąć klawisz SPLIT. Punkt podziału
programuje się już prościej – wystarczy dłużej przytrzymać klawisz
SPLIT i nacisnąć klawisz na klawiaturze MIDI, który ma być punktem
podziału.

Ale w końcu UF5 to nie tylko sama klawiatura, ale
również bogato wyposażony sterownik. I tutaj jedna ważna uwaga –
proponuję nie instalować driverów w wersji wcześniejszej, niż v.1.05,
bo narazimy się na stresy i kłopoty. Klawiaturę otrzymałem do testów na
etapie dostępności driverów v.1.04 i spędziłem szereg nerwowych chwil
próbując dociec, co jest nie tak w moich dwóch komputerach testowych.
No bo niby wszystko działa, ale w chwili przekroczenia zajętości CPU w
Cubase SX3 poziomu 60% kontrolery suwakowe i potencjometry obrotowe
wysyłały wartości skokowo, a nie płynnie. Co gorsza zdarzało się, iż po
włączeniu zapisu na śladzie MIDI wszystkie zagrane nuty były
rejestrowane... na początku śladu! I nie miało znaczenia, czy interfejs
USB był na chipsecie VIA, SiS, NEC czy Intel. Za każdym razem wtopa.
Dopiero sterowniki v.1.05 udostępnione na stronie producenta rozwiązały
ten problem. I od tego momentu użytkowanie CME UF5 stało się prawdziwą
przyjemnością. Trzeba jednak pamiętać, że w razie wcześniejszego
zainstalowania sterowników v1.04 trzeba je odinstalować przez wgraniem
sterowników v.1.05, gdyż w przeciwnym przypadku pozostają w systemie
elementy poprzedniego sterownika.
Kontrolery manualne UF5 mogą pracować zarówno jako
sterowniki aplikacji (np. Cubase, do którego na stronie producenta są
dostępne mapy ustawień) pozwalając kontrolować np. mikser, lub jako
sterownik MIDI. Dużą zaletą jest, że suwaki mają 3 niezależne nastawy
przełączane z panelu sterowania, z czego do sterowania aplikacją można
wykorzystać pierwsze dwie nastawy co daje nam w sumie możliwość
bezpośredniego sterowania 16 kanałami miksera (jedna nastawa jest
przygotowana do obsługi trybu DRAWBAR na przykład w emulacji organów
Hammonda firmy Native Instruments B4).

Klawiatura ma preprogramowane ustawienia dla sterowania instrumentami
standardów GM, GS i XG – programy można łatwo przełączać z panelu
sterowania. By stworzyć własne mapy dla kontrolerów manualnych można
skorzystać z aplikacji UF Editor (na razie jeszcze w wersji beta).
Wprawdzie interfejs graficzny nie grzeszy atrakcyjnością (szaro, buro i
tak jakoś nieciekawie), ale skuteczność działania jest poza dyskusją.
Zabrakło mi jednak kilku funkcji. Podstawowym brakiem jest niemożność
zmiany biegunowości kontrolera nożnego SUSTAIN. Akurat posiadany przeze
mnie kontroler „nie pasuje” do UF5, a niestety ani w systemie
operacyjnym, ani w edytorze nie ma możliwości zmiany bieguna. Poza tym
przydałaby się na przykład funkcja odwracająca biegunowość kontrolera
MODULATION – w przypadku UF5 na stałe jest przypisane wysyłanie
wartości od 0 pozycji dolnej do 127 w pozycji górnej.

Z przyjemnością zanotowałem fakt wyposażenia
testowanej klawiatury w złącze kontrolera dętego BREATH CONTROLLER – od
dawna nie miałem okazji wykorzystywać BC3 Yamahy.
Ile zapłacimy za interfejs audio/MIDI FireWire z
wejściem mikrofonowo-instrumentalnym, stereofonicznym wejściem
liniowym, cyfrowymi elektrycznymi portami wejścia/wyjścia S/PDIF,
portami MIDI, dwoma wyjściami słuchawkowymi i niezależnymi wyjściami
audio połączony z doważoną 4-oktawową klawiaturę sterującą z systemem
kontroli na który składają się gałki, suwaki, kółka kontrolne i złącza
kontrolerów nożnych? Za taką wersję trzeba położyć 1650 zł. Wersja bez
interfejsu audio/MIDI kosztuje 799 zł. Pachnie dumpingiem. Czy przy tak
niskich cenach zachowano dbałość o jakość i trwałość?

W trakcie testów okazało się, że tak. Klawiatura pracowała przez ponad
4 miesiące, niemal codziennie – fakt, że przez dłuższy czas jako
klawiatura sterująca po kabelku MIDI (to przez problemy ze sterownikami
v1.04). Służyła głównie do wgrywania śladów MIDI, ale również pokusiłem
się o nagrywanie automatyki w Cubase. Zrealizowaliśmy też kilka nagrań
z wykorzystaniem CME UF5 mLan zarówno jako klawiatura sterująca, jak
interfejs audio.

Integralną częścią testowanego modelu jest interfejs
audio na FireWire – to zaadaptowany moduł firmy Terratec mogący
pracować nawet w trybie 24-bit/192 kHz. Pamiętajmy, że interfejs
kosztuje ok. 900 zł – i w takiej kategorii cenowej należy go oceniać.
Jak na swą cenę oferuje sporo – udostępnia dwa wejścia liniowe, które
można zamiennie wykorzystać również jako wejście instrumentalne lub
mikrofonowe, elektryczne wejście i wyjście cyfrowe S/PDIF, dwa wyjścia
słuchawkowe i niezależne wyjście liniowe oraz port MIDI (IN, OUT,
THRU). Co do jakości przedwzmacniacza zachwycać się nie ma czym, ale
ważne, że jest. Nie ma możliwości podłączenia mikrofonu
pojemnościowego, gdyż wbrew zapowiedziom prasowym sprzed roku
przedwzmacniacz nie podaje zasilania Phantom – chyba, że dysponujemy
mikrofonem z własnym zasilaniem bateryjnym, choćby MXL DRK (Decktop
Recording Kit). Czułość została tak dobrana, by nie „przewalić” poziomu
nawet bardzo czułym mikrofonem. W przypadku zastosowania klasycznego
dynamika Shure SM57 poziom wzmocnienia wydał się nawet ciut zbyt niski.
W przypadku rejestracji np. utworu demo, wokaliście lub
instrumentaliście można podać sygnał na dodatkową parę słuchawek, gdyż
moduł mLan udostępnia dwa wyjścia słuchawkowe.
Oto nagrania testowe. W pierwszej kolejności śpiewa
Paulina Leśna - użyliśmy dwóch mikrofonów Shure SM57, a jako wzorcowy
przedwzmacniacz posłużył tradycyjnie TLAudio 5001.
przedwzmacniacz CME UF5 mLan
przedwzmacniacz TLAudio 5001
Oto nagranie gitary akustycznej z wykorzystaniem
przedwzmacniacza CME UF5 mLan. Na gitarze Ibanez EP7 Euphoria gra
Wojtek Hoffmann.
wejście instrumentalne UF5 mLan

Słowa uznania należą się też za wydajność i stabilność sterowników.
Zakres ustawień latencji od 97 sampli do 1757 sampli (przy
częstotliwości próbkowania 44.1 kHz jest to zakres od 2.2 ms do 38.8
ms) wydaje się być nieco zbyt wąski – nie do końca rozumiem, dlaczego
nie ma możliwości ustawienia wyższych wartości latencji? Przy zgrywaniu
materiału, gdy potrzeba więcej „pary” a oprogramowanie samo kompensuje
opóźnienia, wyższe wartości byłyby wręcz pożądane. Ale i tak, jak na
tego typu rozwiązanie, moduł audio instalowany w CME UF5 zaskakuje
wydajnością. W zasadzie do tych 40 ms różnicy z rozwiązaniami
dźwiękowymi na kartach PCI jest na tyle niewielka, że pomijalna (około
5% CPU w Cubase SX3). W przypadku wykorzystywania instrumentów VSTi
można bezpiecznie pracować z latencją już na poziomie 5-6 ms (przy
obciążeniu na poziomie 50% CPU).

Na koniec testu kilka refleksji. Po pierwsze, czasy
gdy sprzęt Made in China pozostawiał wiele do życzenia pod względem
jakości minęły, a klawiatury CME są tego doskonałym przykładem. Po
drugie, jeśli można się do czegoś przyczepić, to pewne braki
funkcjonalne, jak choćby brak pamięci na programy, brak możliwości
zmiany biegunowości pedału SUSTAIN. To wynik braku doświadczenia
chińskich konstruktorów. Ale cały czas robią postępy, a generalnie
seria UF i tak wypada na tle konkurencji bardzo dobrze. Kolejna uwaga
dotyczy interfejsu audio. Nie oczekiwałem super jakości – za 900 zł nie
można de facto kupić niezależnego interfejsu audio na FireWire
z dobrej jakości przedwzmacniaczem mikrofonowym. Co do jakości
analogowego toru liniowego rozczarowałem się bardzo miło – dźwięk jest
dynamiczny, pełny, szczegółowy i pozbawiony szumów. Zawiodłem się nieco
na przedwzmacniaczu mikrofonowym, ale... w końcu czego można oczekiwać
po urządzeniu za 900 zł? Preamp mikrofonowy jest. Może posłużyć w
sytuacji awaryjnej, ale wysokiej klasy dema wokalnego na nim nie
zrealizujemy. Do tego niezbędny jest dodatkowy przedwzmacniacz, choćby
taki za 200 – 300 zł. I w tej sytuacji wysoka jakość wejść liniowych
analogowego toru audio jest niewątpliwym atutem.
CME UF5 jest
całkowicie godny polecenia. Czy w wersji samego sterownika MIDI, czy w
wersji rozszerzonej o moduł audio – zależy od potrzeb i już posiadanego
sprzętu. Na pewno wydajność sterowników dla rozszerzenia mLan jest
absolutnie wystarczająca, by wykorzystywać testowany sterownik na
scenie we współpracy z laptopem. Możliwość grania wirtualnymi
instrumentami i jednoczesnego odtwarzania wcześniej zgranych podkładów
czy loopów jest godna dodatkowej inwestycji. Faktem jest, że tej
jakości klawiatury z tak szerokimi możliwościami kontroli MIDI i
dodatkowo z wysokiej klasy interfejsem audio nie kupimy w tej cenie.
Radek Barczak
Dystrybutor: Audiostacja |