|
Pierwszy raz zakochałem się w micronie, gdy w 2004 roku wystawiono
prototyp na targach Musik Messe. Brzmienie tego instrumentu po prostu
mnie powaliło! Rok później przesiedziałem przy micronie ponad godzinę
utwierdzając się w przekonaniu, że to świetny instrument. Gdy micron
trafił do naszej Redakcji w pierwszej kolejności trafił do kilku
przyjaciół – ja już wiedziałem, że to dobry instrument. Ciekawe, że po
testach u Marcina Mastykarza i Macieja Bartkowiaka obaj stwierdzili, iż
to niezły instrument, fajnie brzmiący, ale... to tyle. Obaj mieli spore
problemy, żeby go zmusić do pełnej współpracy. A wina leży po czyjej
stronie?
Radek Barczak & MB

Po stronie producenta, który kompletnie olał odbiorców tego
niewielkiego cacka korzystających z sekwencerów nie udostępniając ani
implementacji MIDI, ani nawet pełnej listy komunikatów kontrolnych dla
banków barw, patternów, rytmów i globalnych struktur SETUP. W swej
bezduszności producent nie udostępnił nawet pełnej listy patternów,
rytmów i programów SETUP – jedynie listę barw, a i to z błędami!!! Nie
ma informacji, z jakich barw są zbudowane programy SETUP, jak należy
kontrolować instrument w trybie MULTITIMBRAL, jak zmieniać patterny...
Czyżby micron został zaprojektowany jako syntezator do występów na
żywca, z łapy? To w jakim celu w takim razie ma złącza MIDI? Straszne,
jak potencjalnie świetny instrument można osłabić lekceważąc sobie
stronę obsługową tej genialnej pod wieloma względami maszynki! Ale do
rzeczy.

Micron to wirtualny analog – dźwięk generowany jest cyfrowo na
podstawie algorytmów emulujących działanie generatorów analogowych.
Warto zaznaczyć już na wstępie, że twórcy toru syntezy zaimplementowali
losowe odstrajanie się generatorów tak charakterystyczne dla starych
analogów! Poziom realizmu brzmieniowego jest bardzo wysoki, może poza
jednym elementem – w wysokich rejestrach dość słyszalne stają się
zniekształcenia określane mianem aliasingu. Należy to przyjąć za cechę
instrumentu – można z nią zrobić, co się chce ;) Albo unikać
najwyższych rejestrów w naszych produkcjach muzycznych, albo...
wykorzystać tę cechę jako element kształtujący brzmienie. Mało to razy
w przebojach choćby muzyki klubowej – choćby w numerze Voyager Daft
Punk – efekt aliasingu jest wykorzystywany wręcz jako element
kształtujący brzmienie?

Klawiatura w micronie jest 3-oktawowa, o bardzo dobrej jakości. Tu nie
ma kompromisu, choć do pełni szczęście zabrakło realizacji funkcji
docisku AFTERTOUCH. Na panelu są dedykowane klawisze transpozycji
oktawowej +/-. Do kontroli nad dźwiękiem udostępniono dwa suwaki, kółko
PITCH BEND i trzy gałki typu encoder (obracające się o 360 st). Dość
kontrowersyjne jest umiejscowienie kółka PITCH BEND. Fajnie, że jest
podświetlone (świeci gradacyjnie, im większe odchylenie, tym mocniej
świeci), ale jakoś nie mogłem przyzwyczaić się do usytuowania go w
poprzek instrumentu. Może to oryginalne, ale czy praktyczne? Do
instrumentu można podłączyć dwa kontrolery nożne: SUSTAIN i EXPRESION.
Niestety, w systemie operacyjnym producent nie przewidział możliwości
zmiany polaryzacji dla pedału SUSTAIN. Poza tym zamiast pedału
EXPRESSION bardziej przydatny byłby kontroler SWITCH umożliwiający np.
przełączanie rytmów bądź patternów. Z tyłu umieszczono również trzy
złącza MIDI (IN, OUT, THRU), wejście audio (2 × symetryczne jack 1/4”
TRS), wyjście (2 × symetryczne jack 1/4” TRS) i wyjście słuchawkowe na
dużym jack’u stereo.
Główną jednostką organizacyjną w micronie jest
program SETUP – może się składać nawet z 32 partów, co przy 8-głosowej
polifonii wydaje się być lekkim zbytkiem ;) Spośród tych 32 partów aż
do 26 można przypisać patterny melodyczno-harmoniczne bądź rytmy
perkusyjne. Oczywiście nie musimy korzystać wcale z sekcji PATTERN bądź
RHYTHMS i uaktywnić jedynie barwy z sekcji PROGRAMS. Prócz tego micron
ma 40-bandowy vocoder! Wbudowany przedwzmacniacz jest nie najwyższych
lotów i można do niego podłączyć tylko mikrofon dynamiczny, ale
korzystając z pośrednictwa zewnętrznego przedwzmacniacza z zasilaniem
Phantom można posłużyć się również mikrofonem pojemnościowym (nawet
dwoma, bo są dwa wejścia). Pozwoli to uzyskać znacznie lepszą jakość
dźwięku, choć i tak... wokoder na tyle zniekształca sygnał źródłowy, że
podłączanie np. mikrofonu Neumann przez preamp TL Audio jest zbytkiem
;) Reasumując – micron na mikrusa wygląda, ale ze swymi potencjalnymi
możliwościami może spokojnie stanąć w szranki z wielokrotnie droższymi
instrumentami. Przynajmniej tak może się wydawać...
Demo VOCODER
demo Alesis micron
Jak dotąd wszystko jest jasne i oczywiste. Ale to
pozór. Wszystko jest dobrze pod warunkiem, że będziemy wykorzystywać
microna w live act – jako maszynę perkusyjną, zakręcony syntezator z
arpeggiatorem, podkład melodyczny bądź muzyczny... Oto kilka przykładów
zagranych live na micronie:
przykład 1
przykład 2
przykład 3
przykład 4
przykład 5
przykład 6
przykład 7
przykład 8
przykład 9
przykład 10

Ale gdy spróbujemy zapanować nad nim z poziomu
sekwencera, czeka nas długa i wyboista droga dochodzenia, jak zmusić
microna do posłuszeństwa. A i tak niekoniecznie odniesiemy pełne
zwycięstwo... Ja przynajmniej dwa razy w trakcie testów załamałem ręce.
No bo tak – stara się człowiek popracować z micronem pod kontrolą
Cubase SX, a tu okazuje się że w całym necie NIE MA MAPY BARW tego
kurdupla! No to co... Jest lista barw w PDFie, kopiujemy ją do pliku
tekstowego i pracowicie wpisujemy komunikaty zmiany barw (Program
Change, Bank Select MSB i LSB), grupujemy barwy wg kategorii, po czym
importujemy listę do Cubase SX. I jest! Trwało to pewnie ze 5 godzin,
ale opłaciło się. Niestety – tylko pozornie. Wybierając barwy z
pierwszego banku jest OK, ale im dalej w las, tym gorzej. Wybieramy
barwę X, a w instrumencie pojawia barwa Y. Kaszana totalna! No więc
wracam do listy barw ściągniętej ze strony Internetowej producenta i po
kolei sprawdzam kolejność barw. Nie, nie... wybierając manualnie w
samym instrumencie się nie da, bo barwy są zorganizowane w grupy, z
których nie wynika niestety numer programu! Trzeba stworzyć jeszcze
jedną mapę barw – w kolejności banków – zaimportować do Cubase SX i z
jego poziomu zmieniać barwy. I sprawdzać. I co się okazuje? Że w liście
barw fabrycznych SĄ BŁĘDY! Nic nie usprawiedliwia producenta – nawet
to, że lista może pochodzić z wersji systemu operacyjnego v.1.0, a
obecnie udostępniona jest wersja v.1.04. W końcu jest bank barw
fabrycznych w postaci pliku SySex. A i owszem – załadowałem go
(odradzam korzystanie z firmowej aplikacji Alesisa, gdyż może powodować
poważne błędy...). Reasumując – musiałem przejść po kolei wszystkie
banki barw i wprowadzić poprawki... Gdy już to uczyniłem, zacząłem
kombinować z kontrolowaniem via MIDI patternów, rytmów i programów
SETUP. Listy programów producent nie udostępnia, więc chcąc nie chcąc
siadłem i wpisałem „z wyświetlacza” microna po kolei wszystkie schematy
rytmiczne. Przyznaję – na programy SETUP już mi nie starczyło
cierpliwości. Wymyśliłem sobie jednak, że mając w Cubase SX listę barw,
patternów i rytmów oswoję microna.
Niestety – możemy zapomnieć o tym, że z poziomu
sekwencera będziemy mogli w programie SETUP uaktywnić partię/program.
Program SETUP musimy zaprogramować sobie wcześniej „ręcznie”, w samym
micronie. A później już tylko należy wybrać odpowiedni numer programu
SETUP z poziomu Cubase SX. Ale i tu jest problem – własne programy
trzeba zapisywać w strefie programów USER, a najpierw musimy „odkryć”
komunikaty banków. Na szczęście zmieniając program z pozycji pokrętła w
micronie, tenże wysyła komunikaty ProgramChange/Bank Select. Upierdliwe
to, ale można odkryć prawdę i wpisać sobie w mapę barw microna w Cubase
SX odpowiednie wartości. Nie koniec to problemów... Jeśli mielibyśmy
ochotę kontrolować z pozycji kompa procesor efektów, to możemy o tym
zapomnieć. Nie ma takiej możliwości! A szkoda, bo micron udostępnia
całkiem przyzwoity multiefekt z dodatkowymi przesterami. Chcąc
korzystać z procesora trzeba go wcześniej zaprogramować w programie
SETUP. Pewnego rodzaju wadą jest również to, że zmiana programu
barwy/setup powoduje zakończenie wybrzmienia poprzedniej barwy.
Aaa.... Byłbym zapomniał - oto mapa barw i rytmów do Cubase SX. Może komuś się przyda ;)

Jak widać problemów z micronem jest co nie miara. Najgorsze jest jednak
to, że... mnie te wszystkie utrapienia w obsłudze nie odstraszają. Bo
micron jest świetnie brzmiącym instrumentem i uzbrajając się w dużą
dozę cierpliwości można z niego wyciągnąć naprawdę wiele.
Zaczynając od możliwości syntezy – trzy oscylatory z algorytmami sinusa
(SINE), trójkąta/piły (TRI/SAW) i prostokąta (PULSE), generatorem szumu
(biały i różowy), z modulacją FM, waveshaperem, symulacją odstrojenia
analogowego, modulacją kołową (RING MODULATOR) synchronizacją
modulatorów z tempem to potęga. Do tego dwa niezależne filtry na barwę,
każdy udostępniający 20 algorytmów filtrów (prócz tradycyjnych
„analogowych” dolno- górno- i pasmowo- przepustowych i zaporowych
również filtry formantowe!). Do barwy można przypisać efekt DRIVE z
takimi algorytmami, jak: kompresor, RMS Limiter, Tube Overdrive,
Distortion, Tube Amp i Fuzz Pedal. Nad kształtowaniem barwy kontrolę
mamy dzięki trzem 6-elementowym obwiedniom z interesującymi funkcjami
zapętlenia i uaktywniania losowego/permanentnego. W sumie przebrnięcie
przez wszystkie funkcje kształtowania toru syntezy to robota na cały
wieczór. Również na całkiem przyzwoitym poziomie mamy potencjał
kontroli w czasie rzeczywistym nad barwami, choć jest jedno „ale”.
Parametry przypisane do gałek X/Y/Z są kontrolowane za pośrednictwem
komunikatów NRPN. Do tego – w dbałości o gęstość komunikatów
kontrolnych – posłużono się podwójnymi wartościami DATA ENTRY (MSB
CC006 oraz LSB CC038). Czyli na każdą zmianę parametru przypadają nie
trzy komunikaty, a cztery. W praktyce może to spowodować nawet
„zapchanie” MIDI, co jest w zasadzie jedyną bolączką starszego brata
microna – syntezatora ION. Na szczęście przy ograniczeniu w micronie
ilości kontrolowanych parametrów do trzech nic takiego się nie dzieje.

To, co jest w nim wpisane na stałe z rytmów i
patternów sprawdzi się w niejednej sytuacji muzycznej. Wybór jest
ogromny, a jakość gotowych programów patternów i rytmów zahacza o
artyzm. Sekcja patternów i rytmów udostępnia jednak nie tylko gotowe
schematy, ale również możliwość programowania własnych. Przyznaję – z
poziomu microna i jego wyświetlacza nieco to kłopotliwe, ale da się to
obejść. Wystarczy bowiem... zaprogramować własny pattern w kompie na
sekwencerze i „wypuścić” ją przez MIDI do microna ;) Następnie można
się ewentualnie pobawić edycją wybranych parametrów toru syntezy i
modulatorami i pattern gotowy. Warto też zaznaczyć, że na panelu
znajduje się klawisz TAP umożliwiający nabicie tempa dla patternu bądź
rytmu.
Wyświetlacz w micronie jest mikronowych rozmiarów –
jak na tak skomplikowaną budowę toru syntezy i wszelkich innych
przybytków w postaci choćby sekwencera patternów wyświetlacz jest po
prostu za mały. Gdyby producent się wysilił i udostępnił komputerowe
oprogramowanie edycyjne, to byłaby inna bajka. Najgorsze, że nawet
gdyby znalazł się szaleniec, któremu chciałoby się napisać takie
oprogramowanie, to nie ruszy z miejsca z powodu braku implementacji
MIDI i System Exclusive. No chyba, że komuś będzie się chciało
zinterpretować paczkę SySex z fabrycznymi programami barw ;) Ale i tak
micron mi się podoba.
Fajne jest to, że z microna można wysyłać patterny do
innych instrumentów lub do sekwencera. Nie znaczy to jednak, że
programując pattern możemy zdecydować, które dźwięki idą do
wewnętrznego syntezatora, a które tylko na zewnątrz, przez MIDI.
Wszystko wychodzi i do syntezatora microna, i na zewnątrz. Niemniej
może czasem warto ściszyć gałkę głośności microna?

Oto wrażenia MB z użytkowania microna
***
Alesis Micron (a zatem i jego starszy i większy brat
– Ion) jest bardzo interesującą propozycją pod względem możliwości
brzmieniowych. Sama architektura toru syntezy nie zaskakuje żadnym
rewolucyjnym rozwiązaniem, nie znajdziemy tu niczego, co nie byłoby
dobrze znane z innych klasycznych syntezatorów analogowych i VA. Z
drugiej strony, pod pokładem mamy po prostu bardzo przemyślany i
wszechstronny silnik, w którym widać wysiłek w kierunku stworzenia
bardzo wszechstronne i elastycznego, choć dość konserwatywnego
"analoga". Mimo wszystko, nie ustrzeżono się paru dziwactw i bardzo
irytujących ograniczeń, o których później.
Oscylatory (sztuk 3) będące źródłem drgań nie wytwarzają przebiegów o
ściśle określonym kształcie. Zamiast klasycznych trójkątów i impulsów
mamy płynną regulację współczynnika symetrii przebiegu oraz krzywizny
jego zbocza, dzięki czemu możemy wygenerować każdy pośredni kształt, na
przykład pomiędzy trójkątem a piłą oraz trójkątem a prostokątem poprzez
przebieg paraboliczny (zbliżony do sinusoidy). Oczywiście te parametry
mogą być modulowane obwiedniami, generatorem wolnych przebiegów lub
dowolnym komunikatem CC, można zatem uzyskać ciekawe i ewoluujące w
czasie widma już na starcie. Niestety, oscylatory aliasują w
najwyższych rejestrach i w zasadzie jest to główny zarzut, który można
im postawić.
Przebiegi oscylatorów można dodatkowo synchronizować ze sobą w kilku
kombinacjach i dwóch trybach (twardej i miękkiej synchronizacji), przy
czym ten pierwszy jest źródłem bardzo ostrych i przenikliwych barw
(przypomnijmy laserową harfę J-M Jarre'a), ten drugi wprowadza do
dźwięku dość charakterystyczny (acz nie zawsze przyjemny) brud.
Możliwa jest również modulacja częstotliwości oscylatorów, znów w kilku
kombinacjach wzajemnych zależności (który oscylator moduluje który) i
dwóch charakterystykach modulacji – liniowej i wykładniczej. Obeznani z
tematem wiedzą, o co chodzi – modulacja liniowa odstraja oscylator w
górę i w dół na skali liniowej, a więc o tę samą ilość Hz, czego zaletą
jest utrzymanie stroju oscylatora modulowanego (bo częstotliwość
średnia się nie zmienia), jednak jej wadą jest to, że im wyżej na skali
częstotliwości tym głębokość modulacji maleje (bo jest względnie coraz
płytsza w stosunku do częstotliwości nominalnej oscylatora). Modulacja
wykładnicza nie ma tej wady, jednak niesymetryczne odstrojenie powoduje
przesuwanie się odczuwanej pozornej wysokości dźwięku (związanej z
częstotliwością średnią) wraz ze wzrostem głębokości modulacji.
Pierwszy tryb jest więc bardziej przydatny do uzyskiwania nowych barw
instrumentów chromatycznych, ten drugi – do efektów specjalnych.
Niestety, praktyka implementacji modulacji częstotliwości w Micronie
trochę odbiega od oczekiwań – oba tryby powodują odstrajanie się
dźwięku, nad którym trudno zapanować. Rozczaruje się też ten, kto
oczekuje po tej opcji źródła barw typu Yamaha DX. W istocie synteza FM
w/g Yamahy opierała się na modulacji kąta (czyli fazy) i działała
trochę inaczej niż modulacja częstotliwości oscylatora. To, co mamy w
Micronie to raczej próba symulacji możliwości modulacyjnych w
klasycznych analogowych syntezatorach Oberheim czy Sequential.
Na koniec warto wspomnieć o zaimplementowanej w Micronie opcji losowego
odstrajania się oscylatorów, która wprawdzie występuje już w wielu
współczesnych VA, to jednak tutaj doczekała się osobnej pozycji w
programie barwy. Oczywiście odstrojenie oscylatorów doskonale symuluje
analogową niestabilność odpowiedzialną za wrażenie tłustości i
organiczności brzmienia. Instrument może pracować w kilku trybach
unison, który poprzez zwielokrotnienie kilku głosów dodatkowo
nawarstwia ową tłustość. W skrajnym przypadku wszystkie głosy mogą
zostać połączone w jeden potężny mega-głos z 24-ema odstrojonymi
oscylatorami. Dodatkowo, w trybie unison definiuje się wzajemne
odstrojenie od siebie głosów składowych programu barwy, zatem znany z
Rolanda JP8000 SuperSaw (stereotypowe brzmienie typu "Scooter") jest
praktycznie w zasięgu ręki.
Filtry to jeden z najmocniejszych punktów tego instrumentu. Przede
wszystkim do dyspozycji mamy DWA filtry o zmiennych charakterystykach,
przy czym częstotliwość graniczna filtru drugiego może być całkowicie
niezależnie sterowana od pierwszego, lub być z nią na sztywno związana
(w dowolnie określonym interwale). Elastyczne tryby miksowania sygnałów
przed i po filtracji pozwalają połączyć filtry szeregowo lub równolegle
oraz uzyskać wszystkie możliwe pośrednie ustawienia. Możliwe jest
również skierowanie obu filtrów do różnych kanałów stereofonicznych.
Jeśli chodzi o charakterystyki, to naprawdę jest w czym wybierać.
Zamiast znanej z innych syntezatorów banalnej kolekcji anonimowych
charakterystyk LP/HP/BP, mamy do dyspozycji cały katalog emulacji
najbardziej słynnych filtrów, począwszy od Mooga, poprzez ARP-a,
Oberheima i Rolanda (zarówno Jupitera jak i TB-303), dodatkowo
super-stromy filtr 8-go rzędu (48dB/oktawę), kilka uniwersalnych
filtrów HP i BP o różnych stromościach zboczy oraz danie specjalne – 3
filtry formantowe, a więc o charakterystykach udających różne głosy
ludzkie i 4 filtry grzebieniowe, a więc takie których charakterystyka
posiada specjalne zafalowania naprzemiennie tłumiące i wzmacniające
kolejne częstotliwości. Oczywiście we wszystkich przypadkach filtrów
można przestrajać częstotliwość filtru oraz rezonans, aż do
samowzbudzenia (!), gdzie filtr generuje (na ogół sinusoidalny)
przebieg o częstotliwości piku rezonansowego. Częstotliwość filtru jest
oczywiście zależna od wysokości dźwięku z klawiatury (w stopniu
zależnym od parametru skalowania), może też być odstrajana obwiednią.
Szkoda wielka, że nie ma możliwości szybkozmiennej modulacji
częstotliwości odcięcia za pomocą przebiegu z oscylatora lub szumu,
jednak przy tej rozmaitości charakterystyk jest to dość zrozumiałe.
Jak brzmią te filtry? Rzeczywiście różnie, czasami dość
charakterystycznie, aczkolwiek znając brzmienie filtrów różnych
analogowych instrumentów śmiem twierdzić, że nie wszystkie symulacje są
trafione w dziesiątkę. Ale to nic, ważne, że paleta barw jest
przeogromna. Mnie najbardziej przypadł do gustu filtr a'la ARP oraz
charakterystyki formantowe.
Obwiednie Microna są dobrze przemyślane, choć stosunkowo proste. Na
jeden głos przypadają jedynie 3 generatory obwiedni o 4 klasycznych
etapach A, D, S, R, domyślnie przypisane głośności, częstotliwości
filtrów (lub innej modulacji) oraz wysokości dźwięku. Ciekawostką jest
to, że dla etapu podtrzymania (S) można również określić czas trwania.
Po minięciu tego czasu, generator przechodzi do etapu końcowego R,
nawet jeśli klawisz jest wciąż przyciśnięty. Ustawienie tego parametru
na nieskończoność powoduje klasyczne (nieograniczone) trwanie etapu
podtrzymania. W przypadku obwiedni numer 2 i 3 poziom podtrzymania nie
musi być dodatnie (co jest nieznośnym ograniczeniem bardzo wielu
analogowych klasyków), dzięki czemu można uzyskać dwubiegunowe
przemiatanie charakterystyki filtru lub realistyczne stany nieustalone
związane z zadęciem przy budowaniu barw typu "Brass".
Wspomniane dobre przemyślenie obwiedni objawia się wieloma bardzo
przydatnymi drobiazgami i dodatkowymi trybami pracy. Przykładowo,
obwiednie mogą pracować w trybie legato, co oznacza, że każdy następny
klawisz grany legato nie wyzwoli obwiedni swojego głosu od zera, lecz
od punktu, w którym znajduje się obwiednia dotychczas podtrzymywanego
poprzedniego dźwięku. Obwiednie mogą być też zapętlane, przy czym pętla
(trwająca tak długo, jak naciśnięty jest klawisz) może obejmować
zarówno całą obwiednię (wszystkie etapy) jak i dwa początkowe etapy (A,
D). Przy tak bogatej liście parametrów syntezy aż prosi się, żeby
instrument udostępniał więcej generatorów obwiedni. Wielka szkoda, że
Micron jest ograniczony zaledwie do trzech, przy czym sytuację ratuje
obszerna matryca modulacji oraz dodatkowa nieliniowa funkcje
przekształcająca, która może pośredniczyć w jednej z modulacji
przekształcając 4-odcinkowy przebieg w skomplikowane zafalowanie.
LFO czyli generatory wolnych przebiegów to bardzo ważny element
syntezatora. Tutaj projektanci Microna się nie popisali. JEDEN
generator przebiegów na głos instrumentu to chyba jakiś niesmaczny
żart? Niestety, takie są fakty. Generator LFO może być wspólny dla
wszystkich głosów (monofoniczny) lub niezależny dla każdego głosu.
Jedna właściwość, na którą możemy wpływać jest jego częstotliwość i
ewentualna synchronizacja z tempem MIDI lub odgrywanego patternu
wbudowanego sekwencera. Nawet kształt przebiegu generatora jest
niezmienny i dopiero przekształcanie go wspomnianą już funkcją
nieliniową pozwala uzyskać określone warianty modulacji. Wprawdzie,
wobec deficytu LFO, zapętlone obwiednie mogłyby posłużyć jako
generatory LFO, lecz cóż z tego, skoro Micron ma ich zaledwie 3?
Matryca modulacji to miejsce w systemie operacyjnym instrumentu, gdzie
definiujemy wpływ wszelkich modulatorów na poszczególne parametry toru
syntezy, wprowadzając ożywienie i dynamikę do generowanego dźwięku.
Micron pozwala na zdefiniowanie do 12 takich zależności, przy czym
oczywiście jedno źródło (np. LFO, lub pokrętło na obudowie) może
wpływać na wiele elementów barwy równocześnie i na odwrót. Przy każdym
takim wpływie definiujemy źródło, przeznaczenie, głębokość wpływu
(dodatnią i ujemną) oraz tzw. offset czyli wartość spoczynkową.
Dwanaście połączeń modulacji wydaje się dużą liczbą, jednak blednie w
zestawieniu z faktem, że w przypadku większości parametrów w całym
torze syntezy nie ma żadnych domyślnych regulacji wpływu obwiedni lub
LFO i wszelkie modulacje (nawet efekt wibrato) trzeba właśnie ustawiać
poprzez matrycę modulacji. Dodatkowe wsparcie i uatrakcyjnienie
działania matrycy stanowi wspomniana już funkcja nieliniowa (Tracking
Generator), która jest definiowalną zależnością wyjścia od wejścia
wybranej modulacji. Nieliniowa zależność jest definiowana linią łamaną
o 16 węzłach, można więc uzyskać całkiem wymyślne i skomplikowane
odkształcenia.
Procesor efektów, a właściwie procesory (bo są dwa) oferują dość
standardowy zestaw efektów specjalnych opartych głównie na opóźnieniu i
jego modyfikacji. Muszę przyznać, że ten blok instrumentu nie przykuł
mojej uwagi niczym specjalnym, choć warto wspomnieć o jednej
kontrowersji. Otóż, w odróżnieniu od swojego starszego brata Iona,
Micron posiada wbudowane efekty Delay i Reverb (choć brzmienie tego
drugiego niczym szczególnym nie zachwyca).
Fabryczne programy barw ułożone są w kilku kategoriach, jednak
pozbawione tradycyjnej numeracji (sic!!!). Niektóre z nich są bardzo
zwyczajne, niektóre to ponadprzeciętne i bardzo pomysłowe perełki.
Interesujące są zwłaszcza te barwy, które podkreślają indywidualne
cechy instrumentu, a więc eksploatujące jego podwójne filtry,
charakterystyki formantowe, tłuste oscylatory i bogate tryby ich
synchronizacji. Wspomniane wyżej ograniczenia dają się jednak we znaki,
gdy próbuje się samemu stworzyć jakąś barwę od zera. Brzmienie i
możliwości programowania Microna oceniam na czwórkę. Połączenie
ograniczeń z bardzo niewygodnym systemem programowania (dwulinijkowy
wyświetlacz i przewijane menu z parametrami) może zniechęcać do
próbowania własnych sił. Tym bardziej, że producent ewidentnie podkłada
nogę potencjalnym programistom nowych barw. O co chodzi, czyżby znowu o
kasę?
MB
***
Jakby się zastanowić, to przy założeniu że naprawdę
lubimy microna można się pokusić o dostosowanie stylu pracy do
ograniczeń funkcjonalnych instrumentu. W zasadzie można zacząć od
zgrania w audio rytmów i potraktowania ich jako bazy, a następnie już w
trybie MIDI w Multitimbralu pobawić się stroną melodyczno-harmoniczną.
Dlaczego tak? Po pierwsze – instrument ma tylko 8 głosów polifonii. A
po drugie – nie do końca da się kontrolować partie perkusyjne w trybie
Multitimbral. By mieć taką możliwość, należy stworzyć oddzielny SETUP z
uaktywnionymi na oddzielnych partach ścieżkami patternów i rytmów. Nie
ma bowiem możliwości zmiany programu rytmu lub patternu dla wybranego
partu za pośrednictwem Program Change. Ale gdy urodzi nam się
koncepcja, to można spróbować wyprodukować kawałek „na raty”. I w ten
sposób osobiście podszedłem do swoich prób produkcyjnych.
Podstawową zaletą microna jest brzmienie – można
uzyskać szeroki wachlarz dźwięków, od o iście analogowej mięsistości,
aż po ostre i charkotliwe. Pod tym względem micron jest absolutnie wart
pieniędzy, jakie za niego trzeba zapłacić (ok. 2000 zł). Co ważne,
instrument ma potworną dynamikę! Zarówno wejścia, jak wyjścia mają
24-bitowe przetworniki. Odstęp sygnału od szumu jest na poziomie bardzo
dobrych kart dźwiękowych.
Alesis micron to bodaj najbardziej kontrowersyjny
instrument, z jakim miałem do czynienia. Doskonałość przemieszana jest
w nim z tak zasadniczymi „kiszkami”, że aż dziw bierze, za co twórcy
tego instrumentu wzięli kasę... Potencjalnie micron mógłby być
instrumentem doskonałym, wymiatającym w stopniu absolutnym konkurencję
z przedziału cenowego do powiedzmy 4000 zł. I co? Ano z micronem jak z
niedoskonałościami kobiety która się kocha – albo się pogodzisz i je
zaakceptujesz i będziecie żyć długo i szczęśliwie, albo taki związek
długo nie potrwa. Mimo uczuć... Więc jak będzie z micronem? Ja go nadal
lubię.
Radek Barczak
Dystrybutor: Lauda-Audio
|