|
LD Systems wyrasta na mocnego gracza na
runku nagłośnieniowym – do interesującej serii kompaktowych
systemów serii DAVE (DAVE 10, DAVE 12 i DAVE 15) dołączają
aktywne kolumny z końcówkami opisywanymi jako cyfrowe.
Końcówki to konstrukcje renomowanej firmy Bang & Olufsen,
a głośniki to I. światowa liga – Eminence. Jak wypadają te
kolumny w boju?
Jarek Mierzejewski

Rynek zalewają plastiki - kolumny,
których obudowy są wykonane z tworzyw sztucznych. Lekkość,
funkcjonalność kształtów obudowy, możliwość dowolnego
kształtowania wnętrza obudowy w celu uniknięcia niepożądanych
rezonansów to podstawowe zalety. Sam używam plastików
– mój krzyż je uwielbia. Ale jakoś tak dziwnie się
dzieje, że nie licząc topowych konstrukcji takich jak RCF serii ART
czy JBL EON, pod względem brzmienia plastiki w konfrontacji z
kolumnami, których obudowy wykonano ze sklejki, nie mają
szans. A sklejka jest cięższa... LD Systems wpadło na pomysł, jak
skompensować ciężar sklejki oferując lekkie a dobrze dobrze
brzmiące kolumny aktywne z końcówkami „cyfrowymi”. No...
Tak to brzmi w sloganach reklamowych – tak naprawdę to są to
końcówki w klasie D określane często pojęciem wzmacniacz
impulsowy.
Do niedawna technologia „cyfrowych”
końcówek mocy była stosunkowo droga. A jak coś było
tańsze, to nie oferowało odpowiedniej jakości do zastosowania w
estradowym sprzęcie nagłośnieniowym. Siłą rzeczy - każda nowość
wymaga okrzepnięcia, dopracowania technologii. Teraz nadchodzi czas
„cyfrowych” końcówek. Nie dlatego, że pod względem
jakości dźwięku końcówki w klasie D dorównują tym
pracującym w klasie A. Nie. Z założenia tak się nigdy nie stanie.
Zaletą końcówek w klasie D są:
- efektywność – czyli mniejsze
zużycie prądu
- efektywność – czyli niższa waga
- efektywność – niewielkie gabaryty
- i... efektywność – cena transportu.
Umówmy się – większość
urządzeń dostępnych na rynku produkowana jest daleeeko w Chinach.
A fracht jest jednym z elementów składowych ceny :-) Dzięki
temu, że końcówki w klasie D prawie nie ważą i nie
wymagają dużych i ciężkich transformatorów, cena takiego
systemu może być niższa.
Skoro końcówki w klasie D mają
same zalety, to dlaczego nie stosuje się ich wszędzie? Bo końcówki
klasy D mają jedną wstydliwą wadę – zniekształcenia nieliniowe
i intermodulacyjne na poziomie nawet 1%. Jak odróżnić
zwierzę studyjne od zawodowego nagłośnieniowca? „Audiofil”
(bez obrazy :-)) się w tym momencie skrzywi. A nagłośnieniowiec co
powie?
Supeeer! Zniekształcenia sprawią, że
kolumna będzie... bardziej efektywna! Czyli głośniejsza,
subiektywnie. Co tam zniekształcenia – skoro nawet w systemach
liniowych JBL stosuje się końcówki w klasie D, to dlaczego w
takim LD Systems klasa D miałaby się nie sprawdzić? Zwłaszcza, że
końcówka to konstrukcja cenionej marki Bang & Olufsen.
Obadamy.
Konstrukcja
LD Systems LDA122A została zbudowana
na bazie popularnej kolumny pasywnej o symbolu LDA122. Obudowa typu
bass-reflex jest wykonana ze sklejki bałtyckiej o grubości 19 mm.
Powierzchnię wykończono tzw. farbą młotkową, która jak na
farbę jest trwała, ale normalne użytkowanie może spowodować
pojawienie się rys na obudowie. Przecież ze sprzętem
nagłośnieniowym nikt się nie „cacka”... W trakcie
4-miesięcznej eksploatacji na obudowach pojawiły się po 2-3 ryski.
Trudno.
We wnętrzu kryją się OEMowe
przetworniki firmy Eminence – 12” niskotonowy Gamma 12 i 1”
wysokotonowy w tubie 90° × 40°. Według danych
producenta kolumna przenosi pasmo od 65 Hz do 18 kHz. Wygłuszenie
jest raczej symboliczne – we wnętrzu znajduje się upchana
tradycyjna mata akustyczna o powierzchni 1 m2.
LD Systems LDE122A jest z założenia
uniwersalnym systemem nagłośnieniowym. Wyposażono go w dwa wejścia
z niezależnym wzmocnieniem GAIN – liniowe (symetryczne, XLR
żeński) oraz mikrofonowe (również symetryczne, XLR żeński).
Szkoda, że nie ma wejścia jack 1/4” ani cinch. Z jednej strony
uniwersalności to nie podnosi, a z drugiej strony... jeśli już
mamy LDE122A, to wiemy jaki okablowanie jest nam potrzebne :-)
Dodatkowo mamy wyjścia – liniowe (symetryczne, XLR męski) oraz
wyjście SPEAKON. To drugie jest po końcówce mocy, co
umożliwia „napędzenie” dodatkowego pasywnego zestawu o
impedancji minimum 8 Ohm. Fajne rozwiązanie zwłaszcza w sytuacjach,
gdy nie potrzeba dużej mocy, a należy pokryć szersze pole
dźwiękiem. Albo w sytuacji, gdy trzeba nagłośnić kilka
mniejszych pomieszczeń, np. w czasie konferencji czy prezentacji.
Nie raz z takimi sytuacjami miałem do czynienia. Za każdym razem
używałem dodatkowej „aktywki” – w tym przypadku możemy
oszczędzić inwestując w jedną parę aktywnych LDE122A i jedną
pasywnych LDE122. Oszczędność znaczna.
Pomiary w komorze bezechowej częściowo
potwierdzają dane producenta dotyczące pasma przenoszenia.
Faktycznie, przyjmując za punkt odniesienia 1 kHz wychodzi, że przy
spadku -10 dB LDE122A grają od 65 Hz. Trochę w tym matematycznej
hochsztaplerki, bo @1 kHz pasmo spada o 2 dB, ale... :-) Tak robi
wielu producentów. W rzeczywistości efektywnie kolumny
zaczynają pracować od 80 Hz. Z jednej strony nie jest to
rewelacyjny wynik, ale na słuch nie odczuwa się braku basu.
Producent sprytnie podbił pasmo wokół 120 Hz i wrażeniowo
basu nie ma za mało. A jeśli potrzeba, można posłużyć się
korektorem BASS (±12 dB) i efektywnie podbić pasmo w dole.
Praktyka pokazała jednak, że nawet klubowy koncert można spokojnie
nagłośnić parką LDE122A (ustawienie korektora BASS ok. +4 dB).
Oto nagranie koncertu grupy Deleted zrealizowane dwoma mikrofonami
stereo Avantone CK40 i CK33, a nagłośnionego parką LDE122A.
Ponadto dla tych, którzy łakną
niskiego „bum”, producent ma w ofercie dedykowany subwoofer
LDESUB15.
Pod względem przetwarzania wysokich
tonów, jest ich... za dużo. Kolumny zagrały dość ostrym
dźwiękiem. Już przy pierwszym odpaleniu kolumn w magazynie
ustawiłem więc korektor TREBLE na -3 dB i tak zostawiłem.
Późniejsze pomiary potwierdziły słuszność takiego
działania :-) Przy korektorze TREBLE na -3 dB pasmo w górze
robi się bardziej wyrównane do osi @1 kHz. Dopiero przy
ustawieniu w poziomie na wysokich statywach zaistniała konieczność
wyzerowania korekcji wysokich. I było w sam raz.
Dlaczego istotne jest w powyższym
zdaniu określenie „ustawienie w poziomie”? Bo LD Systems LDE122A
mają fajnie rozwiązany sposób montażu na statywie. Otóż,
tuleję na którą nasadza się trzpień statywu można
odchylać w zakresie ±18°! Niezwykle przydatne, by pokryć
bliższą strefę w przypadku montażu na statywie. Rozwiązanie to,
z którym spotkałem się po raz pierwszy w trakcie testu
systemu DAVE 12+ jest naprawdę godne polecenia – wrażeniowo
zwiększa efektywność zestawów.
Z innych ciekawostek, LD Systems
korzysta z zabezpieczanych przed wysunięciem się gniazd zasilania
systemu Volex, Pomysłowe i praktyczne.
A jedno przyznać trzeba – LDE122A
mają powera. Dźwięk jest dynamiczny, nieco twardy i szybki. Na
pewno nie można mówić o jedwabistości brzmienia – górka
jest detaliczna i precyzyjna. Choć w przypadku wokali trzeba nieco
dodawać prezencji w okolicy 3 kHz. Na śpiew w polskim języku
przydało by się osłabić zakres 5 – 8 kHz. Przy ustawieniu
korektora BASS na +6 dB chwilami problemem może być dość duża
ilość środka, co wychodzi zwłaszcza przy nagłośnieniu werbla
(robi się „garnek” około 500 - 600 Hz, sprawdzone na różnych
zestawach perkusyjnych – to generalna tendencja tych zestawów).
Ideałem w przypadku koncertów byłoby dołożenie
przynajmniej jednego subbasa 500 W. Gdy nie ma suba, ustawiałem
korektor niskich na +6 dB co wybijało też ów „garnkowaty”
werbel. Po dołączeniu na koncercie bluesowym Boogie Chilli subbasa
RCFa i ustawieniu w LDE122A korektora BASS na 0 dB problem z werblem
zniknął. Przy bezpośrednim porównaniu w jednym z klubów
parki testowanych kolumn z tradycyjnym systemem 2 x 500 W firmy
Yamaha (2 paczki + końcówka), LDE122A efektywnością (czytaj
– głośnością) zjadł konkurenta. Ciekawe, w jakim stopniu
wynika to ze wspomnianych na początku zniekształceń końcówki
:-) Faktem jest jednak, że w roli „woła roboczego” LDE122A są
znakomite. Mocne. Chwilami nawet chyba... za mocne. Istotne, że tych
kolumn nie dopada częsta u taniej konkurencji bolączka w postaci
palących się driverów. Przez okres 4 miesięcy intensywnych
testów w naprawdę różnych sytuacjach
nagłośnieniowych, paczki nie zawiodły ani razu. Na prezentacje w
markecie, gdy nie potrzebowałem dużej mocy, wystarczyła jedna
sztuka aktywna i jedna pasywna – podłączony monofonicznie do
wejścia liniowego kompakt i system bezprzewodowy do wejścia
mikrofonowego załatwiały sprawę. Bez problemu parka aktywnych
LDE122A wystarczała do nagłośnienia koncertów klubowych.
Zwłaszcza uzupełniona o suba. W roli monitorów estradowych
na większej scenie również się sprawdziły, choć... kąt
pochylenia tylnej płyty i umieszczenie regulatorów we
wgłębionej komorze nie ułatwiają ewentualnego manipulowania
potencjometrami. Z drugiej strony przecież to ustawia się raz. Inna
sprawa, że na klubowe sceny LDE122A jako monitory estradowe są...
za głośne, by wykorzystywać pełną moc :-).
Czy produkcję LD Systems można
traktować jako alternatywa dla plastików? Absolutnie tak.
Plastikowa konkurencja w postaci cenionych od lat marek RCF czy JBL
kosztuje o 50% więcej, a kolumny ze sklejki są droższe ponad 2
razy. Z kolei niemarkowe kolumny w tym przedziale cenowym są
wykonane zwykle z płyty MDF bądź płyty klejonej... No i są
zwykle cięższe. Propozycja LD Systems w postaci LDE122A jest
kusząca i podparta 2-letnią gwarancją. Warto ich posłuchać u
jednego z dealerów. W cenie nieco ponad 500 Euro netto nie
znajdziecie alternatywnej aktywnej kolumny o mocy 350 W RMS,
skuteczności 127 dB SPL i do tego z prawdziwej sklejki.
Producent: LD Systems |